Komunikat
Tłumacz stronę

Aby przetłumaczyć treść strony na inny język wybierz go z poniższej listy.

Jeśli chcesz się skontaktować z redaktorami kroniki wyślij wiadomość na: kontakt@kronikatalikowskich.com

Spis treści
Zdjęcia do rozdziału
Logowanie
ostatnia aktualizacja: 2010-09-29 13:39:42
Przejdź do komentarzy (9)
wielkość czcionki: A   A+   A++

Przesłanie redakcyjne

wacław_wieszczycki.jpg
Wacław Wieszczycki, syn Maryś Talikowskiej. Współredaktor odpowiedzialny za rewitalizację kroniki Stefana Talikowskiego i Zygmunta Drewsa.

Stefan Talikowski napisał w maszynopisie kilka egzemplarzy kroniki rodu Talikowskich. Miał z tego powodu pewne wydatki, które próbował zwrócić sobie pobierając minimalną opłatę. To spowodowało, że „kupujący” już na wstępie oceniał „towar”. Różnie wypadała ta ocena. Zależało bowiem to od tego, czego spodziewano się po tym opisie. Bardzo źle wypadała prawda o stosunkach rodzinnych. Wręcz nie było tam konfliktów, żadnych kłótni, nikt nikomu nie zrobił świństwa nie mówiąc o pomówieniach i złośliwych plotkach. Moja matka, z domu Talikowska, w rodzinie nazywana Maryś, która na to była uczulona, zwróciła uwagę Stefanowi, że jeśli kłamie o dalszej rodzinie, pal sześć, może do końca był niezorientowany. Ale nie o najbliższej. On sam kłócił się na ostro szczególnie ze swoją siostrą Genią, stosunki były dalekie od życzliwej miłości, atmosfera tak gęsta, że ich wychowanek przez bardzo długi czas ukrywał fakt, iż w tajemnicy ożenił się i doczekał potomka. Wprawdzie tłumaczy się z tego, ale co najmniej naiwnie.

Ważna jest odpowiedź Stefana, nie fałszerstwa. Odpowiedział: „tak się pisze”. A więc pan mecenas zastosował zawodowe podejście. O opisywanych, jak o kliencie, mówi się tylko dobre rzeczy. Rzeczą sądu jest szukanie prawdy, w przypadku kroniki może czytelnika, albo Pana Boga. Sam miał powiedzenie bardzo często powtarzane: „łże, jak naoczny świadek”. No i rzeczywiście.

Jaka jest więc wartość tego dzieła? Bez wątpienia duża. Jest napisana z wielkim talentem, jak mowa obronna dobrego adwokata. Przedstawia wiele prawdziwych faktów. Oddaje sposób myślenia wielu ludzi z pokolenia, które odeszło. Jest próbą dowartościowania całej rodziny. Opisuje czasy, w których był bardzo wyraźny podział klasowy, stąd charakterystyczne zwroty ”wziąć kobietę” do sprzątania, czy wziąć „człowieka”, „stróżka”, „silance apres domestque”, „druga”,  i wiele innych. Dziś jeszcze rozumiemy znaczenie tych słów, ale młodzież ma jednak pewne kłopoty ze zrozumieniem tamtych czasów. Natomiast opisy zbiorów mecenasa, architektury, biżuterii, zmuszają do korzystania z encyklopedii. To zasadnicza różnica dawnej i obecnej inteligencji. Odrębną sprawą jest interpunkcja. Poprawiono kilkaset przecinków, ale chyba więcej zostało, bo po prostu zmieniło by to styl autora. Pan mecenas gra ciszą, niespodziewanymi przerwami, zawieszaniem głosu. Jest to spisany monolog z bagażem błędów stylistycznych, które uchodzą w przemówieniach. Na pewno pozostały niezręczności, które można by jeszcze poprawić, ale kronika jest teraz żywa,  będzie więc ku temu wiele sposobności.

Stefan Talikowski zacięcie wymazuje z życiorysu Reymonta jego krawiectwo, choć rzeczywiście nie uprawiał tego fachu, ale i niski status społeczny, który stara się rozmydlić rzekomym majątkiem mężów sióstr. Porządny człowiek powinien być bogaty z samego faktu dobrego urodzenia. Panna młoda oprócz dobrego wychowania wnosiła majątek i tytuły, pan młody tytuły i majątek. A jak się ktoś urodził biedny, to choćby został milionerem jest nikim, bo nie należy do „towarzystwa”, jest na swój sposób trędowaty mając braki w sposobie bycia. Taki pogląd wyraża autor omawiając karierę Reymonta i porównując ją z karierą milionerów amerykańskich.

Dlaczego zwracam uwagę na bogactwo rodziny. Bo jest tu kolejna wada kroniki, którą czytelnik musi sobie uzmysłowić. Nie ma tu nic o zdobywaniu pieniędzy. Ta czynność w dzisiejszych czasach często stanowi treść życia. W kronice wstydliwie się to pomija, zadowalając się podawaniem dobrze brzmiących tytułów, dających do zrozumienia, że to zasobny człowiek. Najlepiej brzmi „właściciel”, fabryki, lub majątku ziemskiego, czy w przypadku Talikowskich „kupiec”. Pannie Łęckiej z „Lalki” Prusa taki tytuł by się nie podobał. Rzecz nie tylko gustu, ale i epoki. Kronika jest fotografią epoki, z retuszem łatwym do usunięcia.

Dlaczego więc podjąłem się niebagatelnego trudu ponownego „wydania” tego dzieła już we współczesnej technologii? Chcę zmusić czytających do zastanowienia się nad podstawowymi pytaniami dla życia każdego człowieka, a szczególnie członków rodziny. Talikowscy byli na czwartym miejscu do tronu cara tatarów, przeszli poprzez luksus bycia wśród najbogatszych Polaków, doszli jednak do długiej listy ofiar obu wojen światowych, do szarzyzny życia w PRL-u, do pewności, że jeszcze teraz są czymś lepsi od innych tylko z tego powodu, że mają taką przeszłość. Przeszłość jest tyle warta, ile warte są wnioski wyciągnięte z lekcji życia. I tu jest odpowiedź na zadane wcześniej pytanie. Niech kronika ta będzie zbiorem faktów do analizy zdarzeń, ich pra przyczyn, analizy postaw życiowych, poglądów społecznych, wiary nie tylko rzymsko-katolickiej, aby mając na pewno bardzo wartościowe geny wykorzystać ten materiał do przemyśleń i w końcowym etapie do syntezy być może nowych poglądów na życie, politykę i religię.

Kronika została wzbogacona przez rozdział napisany przez wybitnego znawcę heraldyki, wykładowcę tego przedmiotu na Uniwersytecie Wrocławskim. Trudno przecenić mnogość historycznych faktów. Mnie zainteresował dylemat zmiany religii, i tego konsekwencje.

Historia rodziny Talikowskich udowodniła, że szereg poglądów ostatnio traktowanych jak dogmaty, jako niewzruszone świętości, doprowadziła do niezamierzonych rezultatów. Skoro jest źle, trzeba szukać błędów. Bez ich świadomości trudno budować przyszłość. Autor poświęca temu zagadnieniu cały rozdział z dumą twierdząc, że rodzina Talikowskich i jej otoczenie wyznawała tradycjonalizm. Takie były czasy, ale kiedy pisał kronikę, był już po lekcji historii, wniosków brak.

Doświadczenia drugiej wojny zaowocowały nową szkołą filozoficzną, która zwróciła szczególną uwagę na znaczenie tendencji do mówienia „tak jest”, a szczególnie w języku niemieckim, choć i rosyjski odpowiednik miał również swój ludobójczy charakter. Tradycja, honor, religia zwalniały ludzi od indywidualnej odpowiedzialności. Gubiła się ona w nieprecyzyjnie zdefiniowanej odpowiedzialności zbiorowej, systemu, ustroju, ogólnie przyjętych norm i etyki. Dyskusja na te tematy ma sens i dziś, kiedy okropieństwa wojny w Polsce zaczynają żyć już tylko na kartach historii, zaś politycy próbują ożywić demony fanatyzmu narodowego. Moje poglądy w tej kwestii nie są popularne, dlatego zacytuję list, jaki otrzymałem od mojego znajomego profesora medycyny z Lublina, Leszka Szczepańskiego. Napisał on również pamiętniki ze swojego życia.

„Osobną przyjemność sprawił mi Pan zgodnością poglądów na wiele zjawisk społecznych poruszanych we wspomnieniach. Sądzę, że w sprawach religii – a może jeszcze szerzej – wszelkich ideologii, mamy również zbieżność poglądów. W 1982 r miałem zostać zrotowany z uczelni jako „niesłuszny ideologicznie”. Wiara wypełnia ludziom potrzebę pojmowania rzeczy niepojętych, służy utrzymywaniu społeczeństw w pewnej dyscyplinie, a katolicyzm pomógł nam zachować odrębność narodową. Z drugiej strony jednak każda wiara uczy przyjmowania irracjonalnego sposobu myślenia i uznawania go za właściwy. Charyzmatyczny przywódca może zaprowadzić swoje owieczki na skraj przepaści. Wierni w sektach popełniają zbiorowe samobójstwa. Muzułmanie zabijają, by szybko dostać się do nieba. Pewna chora rzekła mi: „Nasz proboszcz to święty człowiek. Wieś ma ponad 1000 mieszkańców, a wszyscy poszli głosować na tą partię, na którą on nakazał”. Najgorsza mieszanka to fanatyczne przyjęcie idei + charyzmatyczny przywódca + patriotyzm, który w rzeczywistości jest nacjonalizmem.”

Czy można żyć nieświadomym takich problemów? Najwyższa pora ocenić przeszłość rodu Talikowskich i wypracować nowe wytyczne, pamiętając zawsze o konieczności nieustannej oceny zmieniającego się świata. Szybkość reakcji na zmiany środowiska, to stara i sprawdzająca się ciągle definicja inteligencji.

Jest w kronice gehenna okupacji, Powstanie Warszawskie, walka o chleb za komuny. Opinie już są wydane. Teraz toczą się wojny nieomal na całym świecie. Mamy o nich swoje zdanie. Ale czy można by ocenić wszystkie te konflikty jedną teorią, a przynajmniej znaleźć pewne wspólne elementy. Tak się utarło, że patriota to Polak, sąsiedni patriota to nacjonalista. Jak idą chłopcy na pewną śmierć, to błogosławi ich kapłan innej religii, niż obowiązuje u wroga. Jak to jest z tą religią i patriotyzmem? Może warto popytać muzułmanów, Żydów, szyitów, prawosławnych, ewangelików, a nawet katolików, ale w Irlandii czy USA. Jak działa na umysły religia, warto ocenić skutki sekt szczególnie w USA. Ale doskonałą lekcją będzie kronika. Tu wszystko już było, i dobrze wiemy co nam z tego wyszło. Płakać, czy coś poprawić albo wręcz zmienić? „Być albo nie być oto jest pytanie...”.

Pytanie to nie jest retoryczne, popisem w stylu mecenasa. Proszę rozumieć je dosłownie. Czy Zdzisław Myśliński, mój brat przyrodni, a więc syn Marii Talikowskiej,  dobrze zrobił idąc do Powstania? Może by jednak lepiej by było, gdyby był profesorem medycyny, miał przecież nieprzeciętne możliwości umysłowe. Może odpowiecie, że jest jeszcze sprawa honoru, powinności wobec narodu. A jaka jest definicja honoru? Bo życie odpowiedziało, honor to śmierć. A może ktoś nas tak nauczał, że nie umiemy myśleć, tylko powtarzamy za nauczycielem. A jakie powinności ma naród wobec swojej inteligencji?

W kronice jest opis wycieczki mecenasa do Paryża. Wcześniej dziwił się upadkowi bez walki z przeważającymi siłami Niemców. Ba, wręcz potępiał taką postawę. Ale na wycieczce pławił się wręcz w rozkoszach zwiedzania niezniszczonego miasta. Na koniec poszedł się modlić /o ile to prawda/ do bazyliki, którą postawili Francuzi w ramach wotum za pokonanie komunardów. Ale we Francji naprawdę non omnis moriar. Po rewolucji do dziś Francja w swej większości obywateli jest laicka. Beż honoru? A może tylko bardziej doświadczona?

Już dawno był pogrzeb autora kroniki. Był z „pompą”, na jaką było stać miasto Kutno. Mecenas był VIP-em miasta. Ja też dużo poczyniłem starań, aby nadać odpowiednią formę tej smutnej uroczystości. W prosektorium było pomieszczenie, w którym ksiądz mógł odprawić nabożeństwo. Brali w tym udział członkowie rodziny, i garstka ludzi. Po odprawieniu nabożeństwa zaczęła się część świecka. Nieomal wszystkie organizacje społeczne ze sztandarami. Orkiestra dęta P.K.P. Młodzież szkolna ze sztandarami. Przygotowany samochód ciężarowy bez burt nakryty czerwonym suknem. Po przeniesieniu trumny na samochód ruszył pochód przez miasto. Po minięciu ostatnich zabudowań miasta nastąpiło oficjalne pożegnanie mecenasa. Przemówienia, wyrazy uznania za wspólną pracę społeczną dla miasta, wspomnienia. Po tym samochód ruszył w kierunku Warszawy. Ponieważ w domu mecenasa, jak wiadomo były cenne zbiory, a nikogo z rodziny, załatwiłem z komendantem M.O. obstawę milicyjną cennego mieszkania. Nikt się nie ważył zadzierać z uzbrojonymi milicjantami. Nie przypuszczałem, że to i tak koniec kolekcji.

Przytoczyłem opis pogrzebu nie bez przyczyny. Brałem udział w wielu pogrzebach z mecenasem, w ramach obowiązku wynikającego ze stanowiska. Był dość niewygodnym pogrzebnikiem, szedł zawsze na końcu, opowiadał świetne dowcipy, zachowywał się jak księża w zamkniętym dla wiernych kościele. Pełny luz i swoboda bywalca. Jakże inny obraz rysuje się czytając opisy pobytu w kościele. To rutyna mecenasa konsystorskiego nauczyła go używać wzniosłych słów, wytwarzać nastrój, dopatrywać się błąkających się modlitw pod sklepieniem świątyni. Jak on sam to powiedział o kronice: „tak się pisze”. Nigdy nie prowadziłem z nim rozmów o istocie wiary, zawsze był nastrój bardziej wolny, ba nawet swawolny. Słuchałem o zwyczajach związanych z posiadaniem panien na utrzymaniu, tak zwanych metres czy jak kto woli inaczej. Wujek o swojej mówił z wielkim szacunkiem. Podkupił ją mu jakiś ziemianin, wywiózł ją do swojego majątku. Tam bandyci ich napadli i zamordowali. O ile pamiętam, nazwisko miała Kloc. Ale ciało miała piękne i maniery, te maniery księżniczki... Było co wspominać. Omawialiśmy to wszystko w dyskusji o zagrożeniach chorobami wenerycznymi przed wojną i w dobie antybiotyków. Szczerze mi zazdrościł uproszczenia zachodów związanych z tymi sprawami, ja jemu możliwości finansowych.

Kiedyś zawiozłem go pod Sempolno na miejsce „cudu”. Na wieży kościoła miało być widać poświatę Matki Bożej. Tłumy ludzi. Na miejsce trzeba było kawał drogi przeciskać się między stojącymi przybyszami. Bliżej kościoła leżało na ziemi mnóstwo kalek i ciężko chorych. Mój kochany wujaszek, lekko głuchy, komentował ten cud głośno, ironicznie, z wielką pogardą dla zebranych ludzi. Sprawa zaczęła być niebezpieczna. Groził nam lincz. Wycofaliśmy się, o sobie mogę powiedzieć, że w popłochu. Gdyby na podstawie tych wypowiedzi wnosić, to Stefan był niewierzący. Ale to nie prawda. Jest taki sposób wierzenia, który nie przewiduje przestrzegania wielu zasad religii. Jest religia tylko na użytek pewnych grup społeczeństwa. Bardzo charakterystyczna była postawa Talikowskich z Elektoralnej do modlących się współlokatorów na podwórku przed kapliczką w czasie powstania. Stefan poświęcił temu tematowi sporo miejsca tłumacząc się brakiem akceptacji dla publicznej demonstracji wiary. Kiedyś stałem ze Stefanem przed grobem, w którym jest obecnie pochowany. Podeszła do nas jakaś pokurczona, na czarno ubrana staruszka z pytaniem o jakiś grób. Wujek patrzył na nią z całym obrzydzeniem, nie odpowiadał, a kiedy ona po raz któryś zaczynała od nowa swoje pytanie rzekł do mnie głośno, donośnie: „zobacz, las krzyży najlepszych ludzi poległych w powstaniu i na wojnie. A taki pokurcz przeżył, gdzie jest sprawiedliwość boska?” Na pewno wierzył, ale w pewną odmianę interpretacyjną religii, ale i z tego był wyraźnie niezadowolony. Może czytający tę sagę, jak ja przy tym grobie, zastanowi się poważnie nad tym spontanicznym pytaniem zadanym przez samego Stefana Talikowskiego?

Aby dać odpowiedź na pytanie, po co przepisywałem maszynopis kroniki, muszę przyznać się, że liczę na ożywienie jej, poprzez dopisywanie dalszych losów rodziny a szczególnie na zamieszczanie poglądów w ramach otwartej dyskusji. Nie każdy może się zdobyć na spostrzeżenia trafiające w sedno zagadnienia, ale w dyskusji robi się to wręcz automatycznie, kiedy protestujemy na niesłuszny pogląd. Może doczekamy się otwartych na prawdę opisów rozwodów w rodzinie, /czy miał rację Boy-Żeleński opisując rozwody tamtych czasów?/ sposobów na karierę materialną, poglądów politycznych niekonwencjonalnych, bolesnej prawdy o naszym życiu. Nie będzie cenzury. Durne poglądy należy umieszczać, tak to już bowiem jest, że głupotę najłatwiej zauważyć i łatwo się przed nią obronić. Obserwując jednak dyskusje internetowe widzę nie raz samo chamstwo, bez poglądów. Chciałbym tego uniknąć. Liczę na wiele osób, które chamstwo zastopują. Im przekażę techniczne możliwości czuwania nad prawidłowym, demokratycznym, wolnym od cenzorów rozwoju kroniki.

Obecne wydanie kroniki to praca zbiorowa. Ale odpowiedzialność za nie ponoszę osobiście. Wypada mi tu tylko powiedzieć, że pracowaliśmy w atmosferze pełnej życzliwości i zrozumienia. Za to dziękuję im mając nadzieję, że własne ich poglądy będziemy mogli również przeczytać w kronice.



Wacław Wieszczycki
Kutno, 01-09-2009



przejdź do początku

Komentarze (9)

    • Jacek Talikowski
    • napisał(-a) 2011-03-04
    Samuel L. Clemens, znawca ludzi i ich charakterów, stary pisarski wyga, bardziej znany jako Mark Twain, napisał w 1906 roku,:"Autobiografia to zawsze dwie rzeczy: kłamstwo absolutne i absolutna prawda. Jej autor dostarcza kłamstwa, czytelnik dostarcza prawdy - to znaczy dostaje się do prawdy dzięki wnikliwości". Przypisy do autobiografii Twaina wyliczające nieścisłoćsi i pominięcia stanowią jedną trzecią objętości. Nie osądzajmy Stefana surowo, o pewnych sprawach się nie pisało, pewne rzeczy się ubarwiało, niemiłe wymazywało z pamięci. Nie sądzę aby oczekiwany zwrot kosztów; przepisania na maszynie kilkunastu egzemplarzy kroniki, reprodukcja zdjęć oraz introligacja, miał jakikolwiek wpływ na jej treść. Stefan gloryfikował swoich rodziców oraz rodzeństwo, a oni juz wtedy nie żyli. Stefana znajomość rodzinnych koligacji była kanwą do sporządzenia drzewa genealogicznego Talikowskich. Kronika Talikowskich autorstwa Stefana Talikowskiego, ma dla mnie dużą wartość, czytałem ją parę razy i za każdym razem odkrywałem coś nowego.
    • avatar
    • Basia Talikowska (Zydorczak)
    • napisał(-a) 2011-01-01
    Hej !

    Witam z najblizszej rodziny od strony Stefana Talikowskiego (mojej mamy najblizszy dziadek stryj) - dopelnienie do kroniki rowniez posiada moja mama Alina Talikowska -Zydorczak w Poznaniu oraz jej brat Janusz Talikowski.

    Pozdrawiam serdecznie

    Basia
    • Wacław Wieszczycki
    • napisał(-a) 2010-08-26
    Re komentarz do Jacka Talikowskiego.
    Nie mam genów Reymonta, ani jego pasji pisania. Proszę o pewien wysiłek intelektualny przy próbach zrozumienia mnie. Ja zwracam uwagę wyłącznie na treść, formę traktuję służebnie. Naniosłem parę poprawek, nie jestem zaparty, ale dalsze poprawki grożą tym, że przestaną to być moje myśli.
    Wyjaśniam: zrotowany znaczy tyle, co wymieniony na innego. Władze rotują się przy zmianie kadencji.
    Żydzi, to odrębny temat. Nie rozwijał go nadmiernie Stefan Talikowski, choć miał dużą wiedzę w tym zakresie i doświadczenie. Miał wielu kolegów, przyjaciół, wykładowców, przełożonych Żydów.
    Ja tu odpowiem na zadane pytanie. Religia żydowska jest tylko /teoretycznie/ dla Żydów. To tylko w Polsce Żydem jest katolik, który trzy pokolenia przed swym urodzeniem miał w rodzinie Żyda. Dla Żydów to nie jest Żyd. Żydzi mają do Polaków pretensje za hołubienie Żydów, którzy wyrzekli się swojej religii. Przykładem jest np. Tuwim.
    Przy okazji proszę o komentarze spontaniczne, nie koniecznie najwyższej miary poprawne stylistycznie. Proszę nie hamować się przed surowymi i niepopularnymi ocenami. Trzeba korzystać z wolności, bo może zaniknąć z braku jej korzystania.
    • Jacek Talikowski
    • napisał(-a) 2010-08-04
    Kochani. Wszystkim polecam udanie sie do rozdziału V, gdzie został umieszczony film z pogrzebu Władysława Reymonta oraz rozszerzona biografia, autorstwa Wacława Wieszczyckiego.
    • avatar
    • Jacek Talikowski
    • napisał(-a) 2010-05-16
    Wacku, po raz kolejny przeczytalem Twoje przeslanie. Nie wiem czy to zasluga genow, podobny wiek czy doswiadczenie zyciowe sprawiaja ze moje poglady sa zbiezne z Twoimi na wiele spraw. Nie chcialbym abys poprzestal na tym krotkim wstepie. Chociaz losy nasze potoczyly sie innymi torami to jednak jako ludzie inteligentni i pozbawieni klapek na oczy ktore nazywam: religia, patrzac i analizujac losy naszej Ojczyzny dochodzimy do identycznych konkluzji.
    Zachecam Cie do napisania wlasnych wspomnien i przemyslen albo co najmniej do otworzenia blogu.
    • avatar
    • Jacek Talikowski
    • napisał(-a) 2010-04-17
    Ciesze sie ze Kronika, juz prawie cala, z suplementami, jest na internecie. Wlasnie wyslalem Mackowi podziekowania.
    Zwazywszy jak trudno jest nam ocenic i zrozumiec celowosc pewnych zdarzen historycznych i braku oceny ryzyka porazki przez pokolenie naszych rodzicow nie powinno nas dziwic ze dla przyszlych pokolen rowniez nasze decyzje moga sie wydawac nielogiczne. Mam na mysli "Solidarnosc" jako ruch zdesperowanych ludzi ktory tez mogl sie zakonczyc tragedia narodowa.
    • Maciek Górnisiewicz
    • napisał(-a) 2010-04-16
    Jest jeszcze trochę pracy i poprawek do zrobienia, ale powoli Saga nabiera ostatecznego kształtu.
    • avatar
    • Jacek
    • napisał(-a) 2009-12-30
    Wacus, w nastepujacym zdaniu zauwazylem brak konkluzji: ze jesli klamie.....to... "Moja matka, z domu Talikowska, w rodzinie nazywana Maryś, która na to była uczulona, zwróciła uwagę Stefanowi, że jeśli kłamie o dalszej rodzinie, pal sześć, może do końca był niezorientowany."
    Te zdanie rowniez nie ma zakonczenia: "Dziś jeszcze rozumiemy znaczenie tych słów, ale w dobie dorastania młodzieży podczas studiów, która osiąga potem najwyższe zaszczyty w społeczeństwie, widać jednak duże zmiany." co to znaczy? "zrotowany".
    Pytanie: czy ogol spoleczenstwa polskiego jast na tyle dorosly ze moze sie obyc bez religii? Francuzi moga i Czesi moga, z roznych powodow ale polacy? Szczegolnie po znaczacej roli JP2 w obaleniu komunizmu. Do ateizmu trzeba dorosnac. Dlaczego piszesz "Zydow" z duzej litery? Jezeli myslisz o wyznaniu to powinno byc z malej.
    Nastepujace zdanie jest nieskladne: "Pytanie to nie jest retoryczne, popisem w stylu mecenasa". Tak, pojecie "honoru" uleglo duzym zmianom na przestrzeni wiekow. Od pojedynkow, gdzie o honorze decydowal celny strzal (oczywiscie z woli Bozej), do calkowitej dewaluacji tego pojecia dzisiaj. Znasz moja opinie o celowosci wybuchu PW i wszyscy wiemy jak sie ono skonczylo. Ale mlodziez latwo jest poderwac do boju, niestety. "Durne poglady nalezy umieszczac" - wysmienite, wielce zachecajace, caly Wacus.
    • avatar
    • Jacek Talikowski
    • napisał(-a) 2009-12-29
    Dobre. Ziarnko pieprzu doda smaku przesłodzonej kronice. Prawda, nie jest to kronika pisana przez Świętego Franciszka, pisał ją adwokat. O pewnych sprawach się nie pisało, współczesne autobiografie również pomijają niewygodne sprawy milczeniem. Podejście Stefana do wielu spraw i ludzi było zapewne typowe dla członków palestry. Ale Ty znałeś Stefana najlepiej.

Dodaj komentarz

UWAGA! Jeśli posiadasz konto w serwisie zaloguj się. Ułatwisz w ten sposób identyfikację oraz skrócisz czas oczekiwania na pojawienie się Twojego komentarza.

Jeśli chcesz się skontaktować z redaktorami kroniki napisz wiadomość na kontakt@kronikatalikowskich.com



Pozostało ci 2000 znaków


przejdź do początku