Komunikat
Tłumacz stronę

Aby przetłumaczyć treść strony na inny język wybierz go z poniższej listy.

Jeśli chcesz się skontaktować z redaktorami kroniki wyślij wiadomość na: kontakt@kronikatalikowskich.com

Spis treści
Logowanie
ostatnia aktualizacja: 2010-11-21 20:21:30
Przejdź do komentarzy (0)
wielkość czcionki: A   A+   A++

Rozdział I

Ulica Elektoralna

Elektoralna, dawna droga ku polom elekcyjnym na Kole, graniczyła w połowie XVII w. z gruntami jurydyki Wielopole. Spośród kilku pałaców zbudowanych na jurydyce dwa położone były wzdłuż ulicy Elektoralnej. Jeden z nich był rezydencją założycielki jurydyki Marii d’Arquien Wielopolskiej, siostry królowej Marysieńki Sobieskiej. Zamknięty ulicami: Zimną, Elektoralną i Zatyłkami /Mirowską/ stanowił dzieło prawdopodobnie Tylmana z Gameren. Zniszczony został w połowie XVII w. Drugi pałacyk sytuowany na rogu Zimnej i Elekoralnej również uległ zniszczeniu. Z pozostałych pałaców Wielopola dotrwał do naszych czasów jedynie pałac Lubomirskich  /vide Szwankowski, Warszawa, str.44/.

W końcu XVIII w. Elektoralna prócz drewnianych dworków posiadała sporo piętrowych domów murowanych. Według Planty majora Hennequina 1779, parzystą stronę, zwłaszcza blok zamknięty ulicami: Elektoralną, Solną, Ogrodową i Białą, cechowała zabudowa zwarta, murowana, w linii ulicy, natomiast po stronie nieparzystej przeważały ogrody z domkami w głębi.

Większość domów Elektoralnej miała w tym czasie, na tyłach posesji, ogrody natomiast na zachodnim krańcu, bliżej Chłodnej, na głębokich parcelach po stronie północnej, na zapleczach domów mieszkalnych, usadowiły się garbarnie. Tym tłumaczą się owe doły, kadzie do moczenia skór, wykładane dębową cembrowiną, które ongiś zasypane, jeszcze po pierwszej wojnie światowej zapadały się, przysparzając wiele kłopotu właścicielom posesji, którzy nie bardzo wiedzieli skąd się te zapadliny biorą.

W początkach XIX w. ulica zabudowała się kamieniczkami stylowymi przeważnie empirowymi. Prosta jak strzała, w perspektywie od wschodu zamknięta była wieżą ratusza na Placu Teatralnym, od zachodu wieżami kościoła św. Karola Boromeusza na Chłodnej.

Już sam wjazd od Placu Bankowego, ozdobionego kompleksem klasycystycznych gmachów corrazziańskich jak: Komisji Rządowej Przychodów i Skarbu, pałacem ministra Lubeckiego i Bankiem Polskim z jednej strony a kamienicą na rogu Przechodniej, również dziełem Corazziego – po drugiej stronie, wprowadzał nas w piękno postanisławowskiej architektury.

Elektoralna przy wjeździe była nader wąska, poszerzała się u wylotu do Chłodnej. Matka moja wracając z  zagranicznych wczasów do domu, odnosiła wrażenie, że wjeżdża, jak to określała „do tunelu”.

Dominowała kopuła sali zebrań Banku Polskiego i wbiegający w Elektoralną długi, monumentalny budynek biurowy, z wysokim kamiennym cokołem z bloków piaskowca i wydatnie wysuniętym, ozdobnym gzymsem wieńczącym, dzieło Corazziego i Gaya. Z czasem w gmachu tym miało swą siedzibę Ministerstwo Przemysłu i Handlu, później Główny Urząd Miar i Wag. Od strony Elektoralnej za arkadami kopuły, mieścił się skarbiec b. Banku Polskiego, czynny jeszcze w latach zaboru rosyjskiego a mego dzieciństwa. Na zewnątrz skarbiec ten zaznaczały dwie kolumny doryckie, zaś zamurowane między nimi otwory, miały pozostawione wąskie prześwity, zabezpieczone podwójną kratą żelazną. Nadto, stał tu posterunek dwóch sołdatów z karabinami.

Wybudowanie w roku 1828 Banku Polskiego przesądziło o charakterze ulicy i zamieszkali ją  bowiem głównie urzędnicy Banku i sąsiedniej Komisji Skarbu.

Odtąd rozwój Elektoralnej szybko postępował, najtężsi architekci Warszawy jak Galle, Ankiewicz, Gołoński, Orłowski, Woliński – wznosili tu domy, przeważnie empirowe. Na wprost Banku, pod nr. 3 stał piękny pałacowy budynek Brzostowskiego, mający w tympanonie [1] wśród akcesorii wojennych, tarczę herbową. Cztery krenelowane [2] pilastry korynckie wiązały naczółek z balkonem I piętra. Na murze międzyokiennym, po prawej stronie, wmurowana była tablica, z napisem głoszącym, że w tym domu mieszkał i tworzył Antoni Malczewski, autor „Marii”. Budynek ten po Powstaniu Warszawskim spalony, następnie przeznaczony do odbudowy, nawet zabezpieczony, został ostatecznie zburzony.

Obok Brzostowskich pod nr 5-7 ciągnął się długi dwupiętrowy budynek, mieszczący w podwórku pałacyk Michała Bershona właściciela stajni wyścigowej. Pod nr 9 zachował się dom XVIII w. piętrowy, kryty dachówką, prostej budowy utylitarnej, własność p. Natalii Bober, artystki plastyczki, znanej z pięknych wyrobów inkrustowanych.

Pod nr 10 to dom p. Aleksandra Feista, fabrykanta, ożenionego z aktorką Teatru Rozmaitości p. Ordon Sosnowską. W sąsiedztwie pod nr 11 w pierwszej ćwierci XX w. wybudowana została 4 piętrowa luksusowa kamienica, wyłożona do wysokości 2-go piętra czerwonym polerowanym granitem, własność rodziny Piekarskich. Przylegający do niej dom nr 13, 4-piętrowy o ciemnej cementowej elewacji z wykuszami stanowił również długą posesję o dwóch podwórzach    Po drugiej stronie biegła zaciszna, pozbawiona sklepów, ulica Orla. Nieco dalej, po stronie parzystej pod nr 12, wznosił się cofnięty w głąb gmach szpitala  Św. Ducha szeroko zaplanowany przez arch. Józefa Orłowskiego z podjazdem pod portyk. Po bokach podjazdu rosły dwa stare kasztany. W prawym łuku podjazdu przez długie lata stał drewniany, oszklony kiosk, w kształcie chińskiej altany, w której mieściła się owocarnia p. Srebrnej.

Szpital prowadziły siostry Szarytki, nierozłącznie związane z życiem Warszawy. W czasie Powstania Warszawskiego nie opuściły swych chorych, spłonęły żywcem wraz z nimi w podpalonej przez Niemców okrągłej kaplicy szpitalnej.

Po przeciwnej stronie biegła uliczka Zimna, znana ze składów szkła i porcelany. Na wprost szpitala pod nr 23, w dwupiętrowej empirowej kamienicy z balkonem nad bramą, wspartym na kamiennych konsolach, zajmował pierwsze piętro dziadek mój, Wojciech Talikowski ze swą trzecią żoną Marią z Budzyńskich. Pamiętam pośrodku podwórza trawnik ogrodzony żelaznymi prętami. W oficynach kilka różnych warsztatów oraz stajnia, w której dziadek trzymał powóz i konia szpaka. Od frontu mieściły się sklepy, między innymi fr. Riese i Piotrowski z czekoladkami i cukrami oraz p. Franciszka Pszczoły, gdzieśmy jako dzieci zaopatrywali się w przybory szkolne. Pod nr 25 i 27 radowały oko urocze, empirowe kamieniczki przystrojone pięterkami, kolumienkami, herbami hermami [3] i wazonami, istne cacka. Po Powstaniu wisiały na nich tablice konserwatora, później inne względy przemogły i domki te rozebrano.

Pod nr 29 w domu własnym mieszkała rodzina Lentzów, rodziców malarza Stanisława i adwokata Konstantego, szefa kancelarii prezydenta Wojciechowskiego. Budowa z przełomu XVIII w., piętrowa, prosta, kryta dachówką, odrębność jej stanowiły porte-fenetry pierwszego piętra. Dom ten przylegał do małej uliczki Mirowskiej, w podwórzu był płatny postój dla furmanek, przybyłych na targ. Uliczkę tę w XVIII w. zwano „Zatyłki”. W tym domu rodzinnym, do ostatnich dni okupacji, mieszkał i zmarł Konstanty Lentz.

Na drugim końcu Mirowskiej, w wielkiej, czteropiętrowej kamienicy nr 31 mieścił się narożny sklep f-my Popow z rosyjską herbatą i dużym porcelanowym chińczykiem na wystawie. Mieszkał tu znakomity cywilista adwokat Stanisław Szczepański.

Po przeciwnej stronie ulicy, stał dom Juliana Frageta, oznaczony nr 16. Fabryka sreber i platerów mieściła się w głębi długiego podwórza, natomiast budynek frontowy, dwupiętrowy oddzielony od podwórza drugą oszkloną bramą, zajmowała w całości rodzina książąt Mirskich, bowiem córka p. Frageta – Maria, zamężna była za Czesławem ks. Swiatopełk  Mirskim, właścicielem Worońca.

Uwagę moją, jako dziecka zwracał ogromny, wyzłocony orzeł carski, zawieszony na balkonie domu, jako oznaka i przywilej dostawcy dworu cesarskiego. W dni przyjęć, okna mieszkania pp. Mirskich jarzyły się świecznikami, zaś przed domem wyczekiwał długi szereg pojazdów z herbami na drzwiach karet i guzikach stangretów i lokajów.

Złośliwi mówili, że stary Fraget posrebrzył mitrę Mirskiemu. Dalej na zachód pod nr 22 – widniała nad bramą długiego piętrowego domu biała, marmurowa tablica upamiętniająca fakt, że w domu tym mieszkał Juliusz Słowacki /podówczas urzędnik Komisji Rządowej Skarbu/. W poprzecznej oficynie tej rozległej posesji, mieściło się biuro f-my Dom Handlowy Jacobson et Nalhomme, założone przez dziadka mego szwagra Karola Jacobsona. Pamiętam, że z Władkiem i administratorem domu oglądaliśmy pokój zajmowany przed laty przez Słowackiego. Pokój ten mieścił się nad biurem Jacobsonów, ostatni na pierwszym piętrze, po prawej stronie poprzecznej oficyny, z wejściem z klatki schodowej drugiej bramy. Okna jego wychodziły na ogród, znajdujący się na tyłach tej posesji. Nic w tym pokoju nie pozostało z pamiątek po Słowackim jedynie autentycznym był widok krzewów, rosnących pod oknami i wzruszająca świadomość, że na niej spoczywał jego wzrok, że one były niemymi świadkami jego wieczorów i nocy w tym sublokatorskim pokoju.

Domy nr 22 i 23 stanowiły własność Zboru Ewangelickiego w Warszawie. Mieściła się tu znana a poł. XIX w. pensja p. Nehr.

Pod nr 33 mieściła się fabryka kotłów miedzianych i urządzeń gorzelniczych p. Teodora Jacobsona.

W domu nr 35 mieszkał szambelan Franciszek Karpiński, działacz społeczny, akcjonariusz i założyciel fabryki chemiczno-farmaceutycznej. Niegdyś w tym samym domu ojciec jego p. Wacław Karpiński był właścicielem apteki i wytwórni wód mineralnych. Szambelan po śmierci żony przeprowadził się w Aleje Róż.

Pod nr 43 mieszkał w domu własnym, adwokat Edmund Koelichen. Pod nr 47 w dwupiętrowej, stylowej kamienicy z antycznymi rzeźbami w naczółku miała swoje gniazdo rodzina Romualda Hube członka Rady Stanu Królestwa Polskiego, profesora prawa, znakomitego uczonego. Po nim w domu tym mieszkał syn jego Karol Hube, również wybitny prawnik, wreszcie wnuczka p. Aniela Hube. Aż do Powstania Warszawskiego bywałem niejednokrotnie w domu pani Hube, zasięgała ona moich porad w sprawach administracyjnych i spadkowych. Miała w mieszkaniu wiele cennych antyków; między innymi utkwił mi w pamięci świecznik z brązu z pałacu z Jabłonny, pamiątka po Ks. Józefie i piękny szafkowy zegar angielski. W domu pani Hube miał swą siedzibę Zarząd Koła „Kuźniczanek”.

W sąsiedztwie, dom nr 49 należał do pp. Małachowskich, teściów Melchiora Wańkowicza, który w „Zielu na Kraterze” cierpko wspomina lata, kiedy tu mieszkał. Przed nim zajmował ten lokal artysta Teatru „Rozmaitości” Paweł Owerło.

Pod nr 28 w domu Januszkiewiczów, prowadząc dom na szerokiej stopie przez długie lata, zajmował całe pierwsze piętro, sławny obrońca karny i mówca mecenas Adolf Pepłowski.

Dalej szły kolejno domy nr 30 rodziny Walewskich. Nr 32 rodziny Talikowskich i nr 34 narożny z ulicą Białą rodziny Truskolaskich.

Nasza posesja ciągnęła się głęboką parcelą, prawie do Ogrodowej. Do roku 1896 tj. do czasu pierwszej rozbudowy, składała się z dwupiętrowej, empirowej kamienicy, wzniesionej przez architekta Karola Henryka Galle, oraz obszernego ogrodu ze starymi drzewami, przeważnie orzechami, a nadto kwiatowej kwatery z altaną. Ojciec mój przez długie lata przechowywał nalewkę z tych orzechów. Pamiątką po ogrodzie pozostały żelazne, ozdobne krawężniki, wykorzystane przy klombach naszego grobu na Powązkach. Wszystko to wkrótce ustąpiło miejsca czteropiętrowej, blokowej zabudowie dwóch podwórz, wzniesionej według planów budowniczego Jana Lefasa. W drugim rzucie, w roku 1899, przebudowane były sklepy, zaś w 1911 roku budynek frontowy został zmodernizowany, podwyższony do czterech pięter przez architekta Leona Drewsa.

W domu naszym, długie lata mieszkał doktor Józef Strzeszewski, ożeniony z panną de Sauvre ciotką księżnej Mirskiej. Tu również miał swój gabinet doktor Wacław Maliszewski, znakomity chirurg i zamiłowany uczony matematyk, wreszcie do roku 1910 dr Teodor  Podczaski, ordynator oddziału wewnętrznego szpitala Ewangelickiego, nasz serdeczny przyjaciel. Po pierwszej wojnie światowej mieszkał u nas, aż do roku 1937 Prezes Rady Ministrów inż. Leopold Skulski.

Przez okres okupacji aż do spalenia domu naszego przez Niemców, w lokalu 6-pokojowym na II piętrze, pod mieszkaniem Jadzi mieszkały bardzo miłe i dystyngowane, panie Popławskie, córki dra Jana Popławskiego, znanego zbieracza i konesera obrazów i dzieł sztuki.

Po powrocie z Rosji, dr Jan Popławski ofiarował część swych zbiorów, najlepszą, Muzeum Narodowemu w Warszawie, gdzie otwarto salę jego imienia, istniejącą do dziś dnia.

Panie Popławskie resztę zbiorów składającą się z zabytkowych XVII-wiecznych i starszych mebli, przeważnie holenderskich, przewiozły na Elektoralną.

W ogromnej jadalni mającej około 50 m. kw. powierzchni, ustawiono w natłoku szereg przepięknych szaf, stołów, ław, komód i sepetów rzeźbionych i inkrustowanych kolorowo jak to tylko Holendrzy potrafili. Reszta mieszkania z przedpokojem włącznie, zapełniona została muzealnymi okazami sztuki zdobniczej, zaś ściany zawieszone obrazami mistrzów włoskich i hiszpańskich. Było również nieco porcelany zabytkowej, zwłaszcza Sevres.

Korzystając z uprzejmości pań Popławskich wielokrotnie zwiedzałem te zbiory, wynajdując za każdym razem jakiś nowy urzekający swym pięknem okaż. Panie Popławskie udzielały mi cennych i ciekawych wyjaśnień.

Z chwilą wybuchu Powstania i po ostrzelaniu naszego domu przez czołgi niemieckie, panie Popławskie radziły się mnie, gdzie by można schować bezpiecznie obrazy. Wybraliśmy piwnicę sklepioną, pod frontem, o wyjątkowo grubych murach. Meble pozostały w mieszkaniu.

Wszystko to padło pastwą płomieni. Po powstaniu, już się z paniami Popławskimi nie spotkałem.

Dom nr 51 był własnością p. Emilii Konusiewicz, pierwsze piętro zajmował w nim generał armii carskiej Bałaszew, ożeniony z Polką. Wreszcie ostatni dom po stronie nieparzystej nr 53, narożny od strony skweru Kościoła Karola Boromeusza stanowił własność p.Emilii Chlebowskiej i jej wychowanicy dr Chamcowej.

Według: „Planty miasta Warszawy z Przedmieściami” sporządzonej w roku 1779 przez majora Hennequina, a wydanej przez Michała Groella, dom nr 53 stoi na miejscu dawnej ulicy Wygodnej, stanowiącej przedłużenie ulicy Białej do koszar Mirowskich. Przypuszczam, że około 1840 roku kiedy rozebrano część koszar Mirowskich, skasowano plac „Pod Lwem” i przystąpiono do budowy kościoła Karola Boromeusza, ulica Wygodna została zabudowana kamienicą nr 53, która blokując wylot Białej do Elektoralnej, stała się narożną od strony skweru przy kościele.

W domu tym między innymi mieszkał sławny adwokat od spraw rozwodowych Wincenty Biskupski z charakterystyczną siwą czupryną, oraz rodzice mego szwagra pp. Władysławowstwo Jacobson, zanim przeprowadzili się do naszego domu, do mieszkania zwolnionego przez pp.Schiele, współwłaścicieli browaru Haberbusch i Schielle.

W Powstanie Warszawskie rodzina pp. Chlebowskich, wszystkie osoby starsze, mimo rozpaczliwych próśb lokatorów, aby uciekali z podpalonego przez Niemców domu, nie opuścili jego progów, lecz zebrani na wspólnej modlitwie, zginęli w płomieniach.

Elektoralna byłą główną arterią komunikacyjną z  zachodu na wschód, od Woli do mostu Kierbedzia i Pragi. Przez nią odbywał się przemarsz wojsk w pierwszą i drugą wojnę światową, o nią wreszcie toczyły się zacięte krwawe walki w dniach Powstania Warszawskiego. Przez długie lata miała charakter ulicy reprezentacyjnej. Wybrukowana była kostką drewnianą, smołowaną, ułożoną na podkładzie z piasku. Nawierzchnię taką tłumiącą hałas, ułożono z uwagi na mieszczący się tutaj szpital Św. Ducha oraz kościół na styku z Chłodną. Po pierwszej wojnie światowej bruk drewniany zastąpiono asfaltem.

Zamieszkana była przez urzędników i wolne zawody. Wielu lekarzy z uwagi na szpital Św. Ducha i drugi Ewangelicki na Karmelickiej otwierało tu swe gabinety, podobnie bliskość Miodowej i Sądów, tłumaczyła znaczną ilość kancelarii adwokackich, wreszcie bliskość pl. Teatralnego skłaniała aktorów i artystów baletu do zamieszkania tu, podobnie zresztą, jak na ul. Wierzbowej, Senatorskiej czy Nowosenatorskiej  /Focha/.

Kościołem aktorów w którym rok rocznie, na rozpoczęcie sezonu teatralnego była odprawiana uroczysta msza św., a w poście odbywały się rekolekcje – był kościół św. Antoniego /poreformacki/ przy ul. Senatorskiej. Wiele osób przychodziło tu, aby przyjrzeć się z bliska swoim ulubieńcom ze sceny. Rodziny Rapackich, Trapszów, Leszczyńskich, Frenklów, mogły służyć przykładem cnót rodzinnych. Inna sprawa, że wiele aktorek, zwłaszcza młodszych, będąc pod natarczywą obserwacją wielbicieli, nawet w ławkach kościelnych grało swe sytuacyjne role.

W latach zaboru, Elektoralną podążały na prawosławny cmentarz wolski, paradne pogrzeby wojskowych i cywilnych dygnitarzy rosyjskich z orkiestrą i niejednokrotnie udziałem wysokich figur z gubernatorstwa i hierarchii cerkiewnej. W takich razach rewirowy ze stójkowymi dzwonili do bram i nakazywali stróżom, stać przed domami w białych fartuchach i z wyczyszczoną, mosiężną blachą na czapce, na której ażurowymi literami, oznaczony był numer domu i nazwa ulicy w dwóch językach.

Od 1905 roku tędy przechodziły z Woli do Śródmieścia manifestacje a w latach późniejszych, pochody 1-szo Majowe.

W oktawę Bożego Ciała, Elektoralna brała udział w uroczystej procesji, połączonej z Kościołów Karola Boromeusza na Chłodnej, Narodzenia N.P.N. z Leszna, Św. Stanisława z Woli i wreszcie z Senatorskiej od Reformatów. Ołtarze ustawione były przed koszarami Mirowskimi, na Chłodnej przed domem Siarkiewiczów, w bramie domu parafialnego oraz przed domem Truskolaskich na rogu Białej, sąsiadującym z naszym. Z balkonu przypatrywaliśmy się procesji. W podniosłej chwili, kiedy w ciszy słychać było słowa ewangelii a zapach kadzidła rozchodził się dookoła, na balkonach przyległych domów, rodziny polskie przyklękały.

Elektoralną wreszcie szły pogrzeby na cmentarz ewangelicki na Młynarskiej. Pamiętam pogrzeb Ministra Boernera, zaś w 1925 roku uroczysty pogrzeb Stefana Żeromskiego, który dla uzyskania rozwodu zmienił wyznanie.

Łoza w „Szkicach Warszawskich” str.55 wspomina, że Elektoralną biegł tramwaj konny. Łoza się myli. Elektoralna nigdy nie miała tramwaju, ani konnego, ani elektrycznego. Tramwaj konny skręcał z Placu Bankowego w Przechodnią, zaś elektrycznego najbliższy przystanek, był na rogu Solnej i Hal Mirowskich. Stąd odchodziła ósemka na Powązki, 16-ka na Plac Zbawiciela, nadto nie pamiętam już który numer na Pragę, wreszcie „Okólna”.

W początkach XX wieku, po wybudowaniu Hal Mirowskich i przebiciu połączenia ich z ulicą Elektoralną, przez zburzenie domu u wylotu ul. Solnej Elektoralna zalana została przez element handlowy, w większości żydowski – i podupadła.

Po drugiej wojnie i powstaniu, z dawnych budynków odbudowane zostały tylko: b. Bank Polski, Szpital Św. Ducha  /jednakże o odmiennym przeznaczeniu/ oraz dom Frageta. Reszta pięknych budynków, przepadła w pożarach i bombardowaniach, bądź rozebrana została już po roku 1950.



przejdź do początku

Przypisy i rozwinięcia encyklopedyczne

  • [3] - herma (gr. Ἑρμῆς Hermes - dosł. Hermes, l.mn. Ἑρμαῖ Hermai) - element dekoracyjny w formie czworokątnego słupka zwężającego się do dołu, górą zakończonego popiersiem lub rzeźbą głowy. Początkowo (do V w. p.n.e.) forma stosowana w Grecji tylko dla przedstawienia Hermesa, przy czym na hermie umieszczano także wyobrażenie fallusa. Później przedstawiano w ten sposób także innych bogów i herosów. Herma została przejęta przez sztukę rzymską i ponownie powróciła w okresie renesansu, głównie w formie pilastra hermowego - przyściennego elementu architektonicznego, nawiązującego formą do hermy greckiej. Popiersia ustawiane były wzdłuż dróg, na rogach ulic, przy bramach, w gimnazjonach, na granicach posiadłości itp. W malarstwie czarnofigurowym waz hermy służyły jako element dekoracyjny. Od IV w. p.n.e. przy wykorzystaniu hermy przedstawiano portrety sławnych ludzi np. parzyste hermy (czyli połączone tyłem głowy) Herodota i Tukidydesa. W starożytnym Rzymie parzyste hermy przedstawiały bogów np. Jowisza Termanalis, Sylwanusa. Hermy o małych rozmiarach służyły do wystroju wnętrz. Herma to także rodzaj relikwiarza wykonanego z metalu w kształcie popiersia. Forma charakterystyczna dla średniowiecza.

    rozdzial1_elektoralna_3_herma.jpg
    Fragment Muru z Hermami w parku w Arkadii koło Łowicza.

    Odmiany herm:
    • herma parzysta: posiada dwie głowy
    • herma męska inaczej dorycka
    • herma żeńska inaczej jońska
    • herma saska: półpostać męska na pilastrze z złożonymi (Śląsk od ok. 1570)

    W 415 p.n.e., tuż przed rozpoczęciem wyprawy sycylijskiej, nieznani sprawcy utrącili twarze niemal wszystkim hermom w Atenach. Wydarzenie to zostało uznane za element spisku przeciw demokracji, a podejrzenie o kierowanie spiskiem padło na Alkibiadesa, pomysłodawcę wyprawy na Sycylię.

przejdź do początku

Komentarze (0)


Jeszcze nikt nie skomentował tego rozdziału. Bądź pierwszy.

Dodaj komentarz

UWAGA! Jeśli posiadasz konto w serwisie zaloguj się. Ułatwisz w ten sposób identyfikację oraz skrócisz czas oczekiwania na pojawienie się Twojego komentarza.

Jeśli chcesz się skontaktować z redaktorami kroniki napisz wiadomość na kontakt@kronikatalikowskich.com



Pozostało ci 2000 znaków


przejdź do początku