Komunikat
Tłumacz stronę

Aby przetłumaczyć treść strony na inny język wybierz go z poniższej listy.

Jeśli chcesz się skontaktować z redaktorami kroniki wyślij wiadomość na: kontakt@kronikatalikowskich.com

Spis treści
Logowanie
ostatnia aktualizacja: 2010-09-19 14:31:28
Przejdź do komentarzy (1)
wielkość czcionki: A   A+   A++

Rozdział XIV

Piotrków

W Piotrkowie, nasi kuzyni Adasiowie Baldowie przyjęli nas, jak się to mówi z otwartym sercem. Mieli mieszkanie obszerne, ale już przepełnione przyjezdną rodziną, mimo to znaleźli dla nas wygodne spanie.

Prócz Baldów rodziców, byli wówczas ich dwaj synowie Stanisław, student Akademii Wychowania Fizycznego na Bielanach i Wacław, architekt, nadto zjechały siostry pani domu, Wanda, żona adwokata Bolesława Nowaka, z dwojgiem dzieci, Dzidka Klinowska również z dwojgiem dzieci i senior Tadeusz Cieślewski,  stryj pani domu.

Mimo, powiadam, takiego zjazdu, Anka Baldowa była dla nas nader serdeczna, wczuwała się w sytuację i wprost nie mogła pojąć, że Elektoralna przestała istnieć.

Do obiadu zasiadało kilkanaście osób. Prezydował senior Cieślewski, naprzeciw Adaś Bald, z nieodłącznym ratlerkiem, o którym chłopcy mówili, że ma oczy zakochanego Żyda. Po obiedzie, musieliśmy opowiadać zebranym wokół stołu o naszych warszawskich przeżyciach.

Na kanapie siedziała Wanda, która po operacji kobiecej, dokonanej przez dr Becka z Warszawy, doznała zaburzeń ustroju psychicznego. Otóż Wanda siedzi sobie cichutko, przysłuchuje się naszej rozmowie, nikt na nią specjalnej uwagi nie zwraca, naraz odzywa się: "moj Boże, nie ma Warszawy, nie mogli to takiego starego grata jak Kraków spalić, tylko taką piękną Warszawę". Spojrzeliśmy po sobie, a po tym z współczującą sympatią na Wandę, tyle było w jej głosie szczerego oburzenia i tyle przywiązania do Warszawy, że wybaczyliśmy jej z serca tę gwałtowną reakcję.

Wieczorami muzykowanie. Najpierw grała Anka, grała bardzo dobrze. Do wojny Baldowie urządzali u siebie wieczory muzyczne, na które schodziło się wielu melomanów z Piotrkowa. Ich narożny salon z fortepianem gościł niejednego z pianistów przyjeżdżających do Piotrkowa.

Anka grała miłe, znane melodie. Jadzia i Genia przemęczone, przedenerwowane niedawnymi przeżyciami, nie wytrzymywały muzyki, miały oczy pełne łez, jakoś ta pogodna muzyka nie godziła się z sercem, rozdartym rozłąką z najbliższymi, jeszcze oczy widziały grozę płonącej Warszawy i ginących żołnierzy.

Po tym siadał do fortepianu stary Cieślewski, otwierał zbiór nut i przegrywał akompaniament do pieśni polskich, które młodzi nucili. Był więc Jędrzej Nowak, obecnie inżynier i jego siostra Basia, obecnie lekarz, jej narzeczony Sławek Konopiński również lekarz, byli młodzi Baldowie, Stasio i Wacek. Nasz Jacek przytulony do kolan Geni, patrzył na to liczne grono rodzinne, które szczęśliwie oparło się zawierusze wojennej, podczas gdy nasze gniazdo było jeszcze rozbite, rozegnane przez los w niewiadome. Nie mieliśmy wówczas wiadomości od naszych chłopców, nie wiedzieliśmy nic o losach Mundków, o Wackach i ich rodzinie, o wszystkich naszych bliskich.

Toteż Jadzia i Genia nie mogły się duchowo dostroić do tego otoczenia, dla którego wojna już się szczęśliwie skończyła.

Stary Cieślewski nie tracił czasu i malował piotrkowskie kościoły, a może tylko szukał w tej pracy zapomnienia. Rano po śniadaniu, wychodził z kasetą na miasto, aby powrócić dopiero na obiad. Podziwiałem żywotność tego człowieka. Żona jego zginęła w Powstaniu, pochowana w tymczasowym grobie, przy kościele Panien Wizytek na Krakowskim.

Cieślewski włożył do grobu butelkę z kartką z nazwiskiem i personaliami żony. Nie miał pewnych wiadomości o synu, jedynaku. Wszystko to nie było w stanie złamać w tym starcu ukochania sztuki, której wiernie służył, aż do ostatniego tchnienia.

Staś Bald przywiózł mu z piwnicy jego domu na Dobrej, odnaleziony w gruzach album z rysunkami piórkiem, z którego Cieślewski sprzedał mi dwa widoki Rynku Starego Miasta, które mam do dzisiaj. Był to mój pierwszy nabytek po wojnie, do naszego, przyszłego mieszkania.

Był, jak wspomniałem styczeń 1945 r. W Piotrkowie, na ulicach spotykaliśmy wielu znajomych z Warszawy, bądź osobistych, bądź tylko z widzenia. Pewnego dnia władze zorganizowały jakąś uroczystość. Z balkonu narożnej kamienicy przemawiał przyjezdny "delegat". Głosem pełnym rewolucyjnego patosu, szkalował Armię Krajową, ludzie słuchali go obojętnie.

Minęły dwa tygodnie, czas było coś przedsięwziąć, aby nie nadużywać serdecznej gościnności Baldów, zwłaszcza, że linia frontu przesunęła się znacznie na Zachód.

Jadzia już wcześniej powróciła do Częstochowy, aby spotkać się z Władkiem.

W tym czasie Kutno zostało zajęte przez wojska sowieckie, powstała możliwość wyjazdu do mego brata dr Wacława, ale przed tym trzeba się było upewnić co się z nim i jego rodziną dzieje, czy mieszkają w Kutnie.



przejdź do początku

Komentarze (1)

    • avatar
    • Urszula Niespodziewańska (Nowak)
    • napisał(-a) 2010-09-18
    Moja Babcia Wanda (Cieślewska) Nowak, mój Tata - Andrzej (Jędrek) i Ciocia Basia (Konopińska) - właśnie po Powstaniu Warszawskim (mieli przecież mieszkanie na Nowogrodzkiej zburzone - obecnie parking hotelu FORUM), stracili dom w Piotrkowie wcześniej zajęty przez Gestapo, a mieszkanie wynajmowane na Słowackiego zajęte przez nowe władze, a ich obrazy -Tadeusza malarza i syna grafika - uratowała ponoć im rodzina. Nigdy nawet jednego małego obrazka mój Tata nie miał po Matce.Babcia raczej była w szoku po przeżyciach (mąż jej adwokat wziął w cerkwi ślub przed końcem wojny w 1945r. z Janiną młodszą od niego o ponad 20 lat) - bowiem uratowała się wraz z córką i synem przed obozem pracy- gdy Niemcy gnali ich do Pruszkowa (mojego Tatę po Powstaniu Warszawskim rozbrojono jako 16-latka, AK-owca, w budynku dzisiejszego CEPELEK-u, przy Koszykowej/Chałubińskiego)i gdzieś w okolicy Otrębus udało im się z tych szeregów zbiec szczęśliwie- dzięki pomocy (jakieś Ciotki?).Wanda C. miała dość poważne kłopoty zdrowotne ze wzrokiem. To nie była wada- lecz pozostałość po podmuchu prochu w 1920r.- gdy Stefan stracił... , a ona nie chciała uciec z pokoju w którym wybuch granat, ten przyniesiony w ekwipunku narzeczonego Bolesława, będącego na przepustce. Tata zmarł 15.11.2008r. w Warszawie - w szpitalu skończył 21.10.- 80lat.Pochowany jest na Starych Powązkach, Mama moja ( Jadwiga z d. Ratyńska ) też - zmarła 11.06.2009r. Poznali się w Gdańsku - Mama pracował w Instytucie Przeciw-dżumowym w Gdyni a Tata studiował chemię na Politechnice Gdańskiej - technologię leków ukończył jako mgr inż. - pracował ponad 35 lat dla POLFY (najpierw na tzw. nakazie pracy w Grodzisku Mazowieckim) - jako generalny projektant - znał wszystkie fabryki tej firmy w Polsce, był ekspertem w tej dziedzinie,a w 65r. życia projektował Szwedom uruchamianie linii produkcyjnej insuliny w Tarchominie.
    Stefana Cieślewskiego odwiedzałam po 86r.wielokrotnie w Beldnie k/ Kutna, poznawałam kronikę rodziny

Dodaj komentarz

UWAGA! Jeśli posiadasz konto w serwisie zaloguj się. Ułatwisz w ten sposób identyfikację oraz skrócisz czas oczekiwania na pojawienie się Twojego komentarza.

Jeśli chcesz się skontaktować z redaktorami kroniki napisz wiadomość na kontakt@kronikatalikowskich.com



Pozostało ci 2000 znaków


przejdź do początku