Komunikat
Tłumacz stronę

Aby przetłumaczyć treść strony na inny język wybierz go z poniższej listy.

Jeśli chcesz się skontaktować z redaktorami kroniki wyślij wiadomość na: kontakt@kronikatalikowskich.com

Spis treści
Logowanie
ostatnia aktualizacja: 2011-09-12 05:07:21
Przejdź do komentarzy (0)
wielkość czcionki: A   A+   A++

Rozdział XV

Własny dom

Mieliśmy dom rodzinny - straciliśmy. Potem doświadczył nas los nędzą i głodem. Spaliśmy pokotem zawszeni, na siennikach. Myśl o własnych prawdziwych łóżkach wydawała nam się wówczas nieosiągalną mrzonką.

Teraz znów mamy dom. Już inny, ale własny. Pragnąłem nadać mu charakter polski, napełnić to nasze mieszkanko atmosferą przeszłości, w której najlepiej czuliśmy się, przyozdobić je przedmiotami sztuki, aby co dzień móc przeżywać radość, jaką daje piękno.

Nieraz mówiłem Geni: najmilszym darem losu dla nas jest ten własny dom, który stworzyliśmy wspólnym z tobą wysiłkiem. Co by nas nie spotkało w życiu, a dziś tylko przykrości spodziewać się można - jesteśmy u siebie.

Własny dom!

Jakaż to radość chodzić po pokojach, przystanąć przed obrazem czy sztychem, wziąć do ręki porcelanę czy brąz, podziwiać malowanie czy cyzelerkę [1].

Genia choć ręce jej były spracowane przy gospodarstwie, była idealnym kustoszem tych naszych "zbiorów". Mimo ciasnoty nigdy nic nie stłukła ani uszkodziła. Nieraz pytała mnie z drugiego pokoju, z jakąś pogodną kpiną "co tam robisz? - zwiedzasz?".

Były to czasy, kiedy wiele cennych rzeczy wypłynęło na rynek. Szczęśliwie mogłem co jakiś czas przeznaczyć pewną kwotę na nowe nabytki.

Kupiłem więc świecznik 6-cio ramienny z koroną i kulą ażurową, z ramionami w kształcie splotu węży, autentyczny początek XIX w., później 2 dywany, jeden Buchara - Juno, drugi pers ze zwierzątkami i postaciami człowieczków, oba z XVIII w. W jakiś czas później trafił się wspaniały pers i jeszcze jedna Buchara, bardzo wczesna. Kiedy udało mi się kupić coś ładnego, radość moją podzielała Genia i to napełniało mnie jeszcze większym zadowoleniem.

Muszę tu podkreślić, że Genia nigdy nie żałowała grosza na rzecz piękną, że nigdy nie zganiła: "na co ten wydatek", ona podobnie, jak ja, gotowa była wyrzec się wątpliwej rozrywki czy próżności stroju, byle obcować na co dzień z przedmiotem, co cieszy swym pięknem. Dlatego dziś każda rzecz, która była jej miła, ma dla mnie wartość pamiątki związanej z jej osobą.

W Łodzi od p. Henryka Maszewskiego, właściciela księgarni "Słowo", nabyłem dwie, duże akwarele Bronisława Gembarzewskiego [2] historyka wojskowości, pierwszego dyrektora Muzeum Narodowego w Warszawie, ale przede wszystkim utalentowanego malarza. Obie malowane w roku 1898, jedna przedstawiała szwoleżera gwardii napoleońskiej, stojącego swobodnie przy koniu w postawie naturalnej, typ polskiego kawalerzysty, druga huzara napoleońskiego na dereszu, przed szwadronem. Na obu akwarelach konie malowane znakomicie, widać, że nie chodziło o ilustrację kostiumów wojskowych, chociaż te zostały oddane z pedantyczną dokładnością, ale obrazy, w które malarz włożył nie tylko wiedzę historyka ale sztukę malarską.

Innym razem w Desie łódzkiej, kupiłem kopię w brązie rzymskiej rzeźby Narcyza z Pompei, 65 cm wysoką /oryginał w Neapolu/, to znów popiersie w brązie poety greckiego, oryginał we Florencji w Uffici. Czasami traf decydował o nabytku. Po śmierci Mundka kilkakrotnie z Genią jeździliśmy do Żychlina na cmentarz, gdzie kamieniarz wykonał na jego pomniku napis /pochowany obok swej żony/. Przechodząc obok wystawy miejscowego zegarmistrza, zobaczyłem zegar francuski wyjątkowej piękności XVIII w. firmy Cronier a΄Paris z białego marmuru, Ludwik XVI z epoki, z brązami złoconymi w ogniu. Werk był na chodzie. Kupiłem go dość tanio, brakowało jednak niektórych brązów, między innymi dwóch nóżek spośród 8-miu, na których stał. Zawiozłem go do Warszawy, do p. Tadeusza Łopieńskiego. Brakujące części zostały wymodelowane według ocalałych, odlane, wycyzelowane i pozłocone w sposób mistrzowski.

Jeszcze żyli i pracowali starzy majstrowie firmy. Wyszło cacko. Później kupiłem drugi zegar w Łodzi, okrągły tzw. karetowy XVIII w., z brązu złoconego, dzwoniący godziny i kwadranse za pociągnięciem sznurka, firmy "Glaesner a Lyon". Uszkodzony mechanizm dzwonka dorobił mi na elektrycznej tokarce p. Szwankowski, mistrz zegarmistrzowski w Kutnie. Wkrótce trafił mi się trzeci zegar w małej szafeczce z brązu cyzelowanego i złoconego, dzwoniący kwadranse i godziny z repetierem firmy "Franz Schissel in Wien" koniec XVIII w.

Przez p. Jerzmanowską nabyłem parę kandelabrów empirowych z hermą egipcjanki, trzymającej czteroramienne świeczniki, oryginalne w rysunku, z epoki.

Nie będę wyliczał wszystkich nabytków, były wśród nich plakiety z Księciem Józefem, popiersie ks. Józefa, porcelana.

Jeżdżąc do Warszawy wstępowałem do p. Tadeusza Łopieńskiego, początkowo na Nowogrodzką, później na Poznańską. Był on spadkobiercą świetnie i trwale zapisanej w dziejach kultury artystycznej Warszawy firmy odlewniczej "Bracia Łopieńscy", synem Grzegorza. Po skonfiskowaniu mu /upaństwowieniu/ fabryki na Hożej 55, uzyskał zezwolenie na prowadzenie pracowni naprawy brązów. Bardzo lubiłem wstępować do p. Tadeusza na pogawędki. Był to człowiek dużej kultury osobistej, praktykę odbywał we Włoszech, w Rzymie, brał udział w montowaniu pomnika Wiktora Emanuela.

Nasi rodzice znali się. Z p. Tadeuszem i jego małżonką. Wiele miłych chwil spędziliśmy na rozmowach. Nabyłem u niego szereg drobiazgów, uratowanych z pożogi wojennej, wyrobów firmy. Między innymi plakietę brązową Stefana Batorego, roboty mistrza Antoniego Madeyskiego [3], wykonaną w 1936 roku, na zamówienie komitetu uroczystości wodowania statku Batory. Jak wiadomo Rząd Polski zamówił wówczas w stoczni włoskiej 3 transatlantyki: Sobieski, Batory i Piłsudski.

Plakietka ta ma ciekawą historię. Miała być rozdana osobistościom, zebranym na uroczystości wodowania. Po obu stronach popiersia Batorego rzeźbiarz umieścił napis: "Stephanus Batory D.G. Rex Poloniae M. Dux Lituaniae 1576-1586"

W ostatniej chwili na żądanie M.S.Z. zmieniono ten napis, opuszczając słowa "M.Dux Lituaniae", gdyż mogły one rzekomo urazić posła litewskiego. Ta zmiana uniemożliwiła wykonanie odlewu na czas. Projekt nie został w ogóle zrealizowany. Plakieta zachowała się tylko w dwóch egzemplarzach, odmiennych. Ta którą nabyłem od p. Tadeusza Łopieńskiego ma pełny napis, drugą z napisem skróconym, zachował p. Tadeusz.

Plakieta ta bardzo podobała się Geni.

Z innych ciekawostek będąc z Jadzią w Warszawie, nabyłem w małym antykwariacie, prywatnym na Wilczej czy Hożej, filiżankę, wyrób paryski, sygnowany B.S. et Co. Paris, empirową, złoconą i grawerowaną. Po jednej stronie filiżanki, namalowane popiersie cesarza Aleksandra I, zwieńczone laurem, wsparte na rozpiętych skrzydłach orła białego, trzymającego gałązkę oliwną, wokół napis: "Aleksander I Ces. S.W. Ros. Król Polski". Po przeciwnej stronie filiżanki emblematy: wieniec laurowy, na nim skrzyżowane szpada i berła czy laski marszałkowskie, a na tym wszystkim otwarta księga i dookoła napis: "Pierwszy Sejm d. 27 marca 1818", pośrodku filiżanki jeszcze jeden napis: "Konstytucja 1815 r."

Inną ciekawostkę stanowią dwie filiżaneczki z uszkami i pokrywkami /do ponczu?/ paryskie, malowane w złote pasy, pośrodku herb Pilawa. Kupione w Warszawie od p. Zofii Potockiej, na Pl. Trzech Krzyży, która miała ich 10 sztuk. Wybrałem z nich dwie, najlepiej zachowane. Wedle zapewnień p. Potockiej, stanowiły własność Stanisława Kostki Potockiego z Wilanowa. I wreszcie moja słabość, szereg wczesnych XVIII w. talerzy miśnieńskich wśród nich półmisek malowany jednobarwnie niebiesko w kwiaty, na otoku motylki i robaczki, pośrodku otoku pod koroną królewską monogram A.R. /Augustus Rex/, na odwrocie napis kobaltem, pod skrzyżowanymi mieczami "K.H.G.W.", co oznacza Königliche Hoff Conditorei Warschau".

Poza tym miniaturę Stanisława Augusta w kształcie tonda. Popiersie króla malowane "en grisaille" na tle "bleu du roi" na kości słoniowej.

Wśród szeregu sztychów, na czoło wybija się cykl bitwy o Warszawę Dahlberga Puffendorfa z 1656, - 4 miedzioryty w tym świetnie zachowany widok panoramiczny Warszawy.

Z innych rycin pragnę wymienić: drzeworyt, przedstawiający Senat Polski na przełomie wieku XV na XVI z dzieła Jana Łaskiego "Commemune Regni Pol. Privilogium", tłoczone u Hallera w Krakowie w 1506 r. w odbitce czarnej. Dalej, miedzioryt Stefano Della Bella "pułkownik lekkiego znaku" tondo, z wjazdu Jerzego Ossolińskiego do Rzymu 1633 r. w odbitce sepią. Miedzioryt Tadeusza Kościuszki rytował William Sharp 1800, London wg portretu z natury C. Andrasa. Przedstawia naczelnika z głową obandażowaną leżącego na kanapie.

Wreszcie litografię francuską z początków XIX w., przedstawiającą polskiego lansjera, w uścisku dłoni z gwardzistą francuskim pod sarkofagiem z napisem "Poniatowski", w górze wśród obłoków popiersie ks. Józefa w czapce ułańskiej rogatej. Napis "Les anciens camarades darmes ua tombeau du Prince Joseph Poniatowski Mareshal de France Commandant de L`armée Polonaise" w prostokątnej ramce, pieczęć czarna "własność Eustachego Tyszkiewicza".

Brama tryumfalna ku czci ks. Józefa na Placu Trzech Krzyży w Warszawie, rysował Zygmunt Vogel, budował Jakub Kubicki ryt, Richter, miedzioryt. Nadto szereg portretów polskich osobistości, jak biskupa Załuskiego, Sanisława Kostki Potockiego, Tadeusza Czackiego i innych.

Trudno pominąć w tym wyliczeniu książki. Biblioteka, raczej zbiór rzadkich książek, zawiera między innymi około 50 tomów duplikatów biblioteki Ordynacji Zamoyskiej, w tym wymienić wypada historię Herodota, wydanie Henricus Stephanus w r. 1546 z superexlibrisem Zamoyskich, następnie Les Jardins - Delilla 1801 również z superexlibrisem Zamoyskich, historię Litwy ks. Alberta Wiuka /ks. Koiałowicza/ Gdańsk 1650, o której Jocher mówi "liber rarissimus", z kolei wspomnę kilka tomów oprawnych w pergamin z biblioteki pałacowej Kanclerza Jana Zamoyskiego, wydanie typografii w Zamościu. Wreszcie komplet Pielgrzyma Polskiego, Paryż 1833 r. z artykułami wstępnymi Mickiewicza. Ostatnia jeszcze ciekawostka: broszura Montalenberta Une Nation en deuil Paris 1864 r. z pieczątką na ostatniej 48-ej stronie "Biblioteka Muzeum Polskiego w Rapperswilu".

Dziesiątki tomów XVIII w. w oprawach z epoki. Cała biblioteka liczy przeszło 1.ooo tomów, przeważnie historia, pamiętniki i historia sztuki.

Dodam, że sztychy rozwieszone w gabinecie, oprawione są w ramki mahoniowe z czarnymi kwadratami w narożnikach z rozetami z brązu, roboty Łopieńskich, wykonanych na zamówienie.

Po śmierci Mundka podzieliliśmy się jego meblami z Wackami. Mnie Geni i chłopcom w Londynie przypadło: lustro-tremo z żardinierą [4], w ramie mahoniowej przybranej brązami Ludwik Filip. Fotel Ludwik XVI, robota XIX w., inkrustowany różą i polisandrem z brązami. Kanapa jesionowa Biedermajer z epoki, świecznik mosiężny, stary XVIII w. ośmioramienny z wężami. Lampa stojąca z brązu w kształcie kolumny, greckiej stylizowanej, roboty b-ci Łopieńskich.

Wszystko to rzeczy piękne, ale nasze trzypokojowe mieszkanie z trudem je pomieściło ku utrapieniu Geni, która już ledwo poruszać się mogła w tej ciasnocie.

A jednak kiedy robiono co dwa miesiące gruntowne sprzątanie i przychodziła kobieta, wszystko było wynoszone kolejno z każdego pokoju, ściany okurzone, dywany i meble wytrzepane /trzepał mąż posługaczki/ i każdy przedmiot przed postawieniem go na swoim miejscu, wytarty z kurzu.

przejdź do początku

Przypisy i rozwinięcia encyklopedyczne

  • [4] - Żardiniera (fr. jardinière) – półka lub wydłużony stolik z zagłębionym blatem przeznaczone na rośliny doniczkowe, popularna we Francji od 2. połowy XVIII wieku do połowy XX wieku. Stolik na kwiaty z cynowym pojemnikiem zamiast blatu. Ten typ mebla rozpowszechnił się w eleganckich wnętrzach w 2 poł. XVIII w., nosząc nazwę table a fleurs (stolik na kwiaty). W okresie Cesarstwa żardniniera była już jednym z ważniejszych elementów umeblowania. Zbiór projektów Perciera i Fontaine`a, zawierający wiele różnorodnych modeli tego mebla, potwierdza jego popularność w 1. poł. XIX w. Żardiniera przybierała najróżniejsze kształty. Jeden z prostszych modeli to przenośny stolik, którego górna część, o wys. ok. 30 cm, zawiera zagłębienie, o ściankach pokrytych miedzią lub ołowiem, wypełnione ziemią. Są również żardiniery bardziej skomplikowane, ustawione pośrodku pokoju, okrągłe lub wieloboczne, wsparte na nogach w kształcie kolumienek, dźwigających pojemnik wyłożony metalem. Ponad nimi wznosi się jeszcze jedna, identyczna kondygnacja, zwieńczona czasem jakimś motywem dekoracyjnym. Moda na ten typ mebla przetrwała aż do końca Drugiego Cesarstwa. W tym ostatnim okresie ustawiano go zazwyczaj pośrodku salonu. Otaczał go często okrągły puf - miękki mebel do siedzenia, bez poręczy i oparcia.

przejdź do początku

Komentarze (0)


Jeszcze nikt nie skomentował tego rozdziału. Bądź pierwszy.

Dodaj komentarz

UWAGA! Jeśli posiadasz konto w serwisie zaloguj się. Ułatwisz w ten sposób identyfikację oraz skrócisz czas oczekiwania na pojawienie się Twojego komentarza.

Jeśli chcesz się skontaktować z redaktorami kroniki napisz wiadomość na kontakt@kronikatalikowskich.com



Pozostało ci 2000 znaków


przejdź do początku