Komunikat
Tłumacz stronę

Aby przetłumaczyć treść strony na inny język wybierz go z poniższej listy.

Jeśli chcesz się skontaktować z redaktorami kroniki wyślij wiadomość na: kontakt@kronikatalikowskich.com

Spis treści
Logowanie
ostatnia aktualizacja: 2011-09-12 05:12:30
Przejdź do komentarzy (0)
wielkość czcionki: A   A+   A++

Rozdział XV

Matka i Genia

Najdawniejszym obrazem z mego dzieciństwa, który mi żywo pozostał w pamięci i do którego dziś jeszcze, w latach mej starości, chętnie powracam, jest moje sam na sam z matką.

Widzę nasz pokój stołowy w dawnym mieszkaniu na II piętrze. Pod weneckim oknem od podwórza fotel, a w nim matka z robótką, zwrócona w stronę drzwi, wiodących do korytarza kuchennego. Za oknem dobrze opatrzonym - zima. Ja, zaledwie paroletni chłopaczek, najmłodszy z rodzeństwa, zostałem z matką - inni poszli już do szkoły.

Przytulony do kolan matki słucham jej opowiadań. Do dziś odczuwam to rozkoszne ciepło matczynych kolan i tę świadomość jej dobroci, która mnie całego przenikała i dawała poczucie bezpieczeństwa i spokoju.

Ja i matka, stanowiliśmy dla siebie jedno.

Po latach 40-tu, już po śmierci ojca, kiedy matka staruszka siadywała w sypialni przy stoliku, a drugi fotel ojca naprzeciw świecił bolesną pustką, klękałem u jej nóg i opowiadałem com w ciągu dnia zrobił. Starałem się zainteresować ją sprawami dnia codziennego, mówiłem o tym, jak załatwiłem sprawy majątkowe, podatkowe, o swoich sukcesach zawodowych, tuliłem się do jej kolan, patrząc na nią z ukrytym lękiem, że kiedyś może już niedługo ją, utracę. Matka brała moją głowę w ręce, całowała mnie i powtarzała najmilsze słowa jakie mogłem usłyszeć: "mój syn, mój syn".

I znów stanowiliśmy jedno, tylko, że cień śmierci stał już między nami.

Podobne przeczucie nieuchronnej straty, odczuwałem rok temu, patrząc na moją ukochaną Genię, która mi tak bardzo przypominała matkę i tak samo mnie kochała.

Wieczorami siadywaliśmy naprzeciw siebie, przy stole. Genia zaczytana w gazecie, ja pochylony nad aktami.

Podnosiłem nieraz wzrok i wpatrywałem się w nią w tę moją ostatnią kochaną siostrzyczkę.

Jej posiwiała głowa zachowała dla mnie cały urok młodości. Ileż to lat nas łączyło. Byliśmy najmłodszymi z rodzeństwa, razem wzrastaliśmy i razem wspólnie przeżyli najtrudniejsze w życiu chwile. To wszystko wytworzyło między nami więź, którą już tylko śmierć mogła rozerwać.

Więc przeczuwałem taką chwilę złowrogą, bałem się jej, ale nie byłem w stanie wyobrazić jej sobie w kształcie realnym, rzeczywistość bowiem była zbyt bliska, zbyt szczęśliwa.

Gdybym był w stanie zrozumieć, gdybym był zdolny przeżywać tę stratę nim ona nastąpi, życie stałoby się męką.

Pojmujemy i odczuwamy ją wówczas dopiero, kiedy jest już nieodwracalna.



przejdź do początku

Komentarze (0)


Jeszcze nikt nie skomentował tego rozdziału. Bądź pierwszy.

Dodaj komentarz

UWAGA! Jeśli posiadasz konto w serwisie zaloguj się. Ułatwisz w ten sposób identyfikację oraz skrócisz czas oczekiwania na pojawienie się Twojego komentarza.

Jeśli chcesz się skontaktować z redaktorami kroniki napisz wiadomość na kontakt@kronikatalikowskich.com



Pozostało ci 2000 znaków


przejdź do początku