Komunikat
Tłumacz stronę

Aby przetłumaczyć treść strony na inny język wybierz go z poniższej listy.

Jeśli chcesz się skontaktować z redaktorami kroniki wyślij wiadomość na: kontakt@kronikatalikowskich.com

Spis treści
Zdjęcia do rozdziału
Logowanie
ostatnia aktualizacja: 2010-08-28 15:47:47
Przejdź do komentarzy (0)
wielkość czcionki: A   A+   A++

Rozdział V

Pochodzenie Reymonta, poglądy i opinie spisane przez współredaktora Wacława Wieszczyckiego cz 2

Powieści i nowele

W 1892 r. Władysław Rejment pod nieco zmienionym nazwiskiem Reymont, ze względu na niechęć ojca do jego "eksperymentów" literackich opublikował swoją pierwszą nowelę "Wigilia Bożego Narodzenia" a rok później ruszył do Warszawy, by spróbować wydać owoce swojej pracy. Miał z tym problemy, dopiero jego reportaż "Pielgrzymka do Jasnej Góry", napisany w 1894 r. za radą Antoniego Świętochowskiego i wydrukowany w "Tygodniku Ilustrowanym" otworzył przed nim drogę do literackiej kariery. Wkrótce potem Reymont otrzymał pierwsze zamówienie na książkę. Była to powieść "Komediantka" i jej kontynuacja "Fermenty", wydane w 1896 i 1897 r. W 1899 r. Reymont wydał "Ziemię obiecaną", która stanowiła przełomowy krok w jego karierze literackiej. Późniejsze lata spędzał na przemian w Polsce, we Włoszech i we Francji, pisząc w tym czasie swoje największe dzieło, powieść "Chłopi", którego kolejne cztery tomy wydal w latach 1902-1409.

Nikt w literaturze polskiej nie przedstawił dokładniej życia wiejskiego, wpisanego w cykliczność pór roku i porządek ludowych świąt oraz obrzędów. Za pierwowzór do powieści posłużyły mu owe Lipce w Łowickiem, niedaleko których pracował jako dróżnik. Nie na darmo "Chłopi" nazywani są "wielkim malowidłem epickim", bowiem Reymont-prozaik, nie był ani psychologiem ani socjologiem, ale malarzem. Nie zapominajmy jednak, że powieść początkowo została w Polsce przyjęta niechętnie, uznano ją za arcydzieło dopiero po licznych przekładach i entuzjastycznych recenzjach za granicą. Kolejne utwory, napisane po 1909 r., nie dorównywały już artystycznie "Chłopom". Do najbardziej udanych należą powieści: "Marzyciel" (1910) i "Wampir" (1911) - gotycka powieść, wykorzystująca spirytystyczne doświadczenia pisarza. Podczas I wojny światowej Reymont przebywał w Warszawie, gdzie pełnił dość wysokie funkcje, pisząc jednocześnie trylogię historyczną pt. "Rok 1794" poświęconą insurekcji kościuszkowskiej. Oprócz powieści, które stanowią niemal połowę jego dorobku, Reymont tworzył również nowele, które wydał w kilkunastu tomach. W wielu z nich dał się poznać i jako wnikliwy psycholog /dopiero co autor pisał "nie był ani psychologiem ani socjologiem, ale malarzem. przyp. red./, czego zawsze brakowało jego powieściom. Pisał również reportaże, z których sporą popularnością cieszył się utwór "Z ziemi chełmskiej", opublikowany pierwotnie w 1909 r. w "Tygodniku Ilustrowanym" i wydawany kilkakrotnie; w okresie międzywojennym, opowiadający o prześladowaniu przez władze carskie greko-katolików na Chełmszczyźnie.

W 1924 r. Władysław Reymont wyróżniony został literacką Nagrodą Nobla za wybitny epos narodowy, powieść "Chłopi". Z powodu ciężkiej choroby laureat nie mógł przybyć na uroczystość. Zmarł w roku następnym w wieku 58 lat, do czego w znacznym stopniu przyczynił się jego alkoholizm /zupełny brak jakichkolwiek danych historycznych potwierdzających bądź co bądź precyzyjne rozpoznanie medyczne - przyp. red/.

A oto inny, tym razem opis autorstwa kleryka, również ze zbiorów Ireny Rejment:

Laureat nagrody Nobla urodził się w 1867 r., a zmarł 5 grudnia 1925. Podczas oblężenia Jasnej Góry przez Szwedów w XVII wieku, do polskiej niewoli dostał się szwedzki żołnierz, Baltazar, który przebywał potem na Jasnej Górze. Po zakończeniu wojny przeor Kordecki przesłał jeńca do klasztoru dominikanów w Gidlach, gdyż mieli oni spore gospodarstwo i mogli zatrudnić Szweda, pozwalając mu wejść w normalne życie. Tak się też i stało.

Baltazar nauczył się języka polskiego, ożenił się z Polką i prowadził uczciwe życie. Lecz gdy się zdenerwował, mówił często: "A niech cię regiment (rejment) aniołów weźmie". I tak Polacy nazwali go Rejmentem, gdyż w potocznej mowie gubił literkę "g". Wnuk owego Baltazara miał sześciu synów, z których pięciu zostało organistami, a to dlatego, że car zwalniał ze służby wojskowej organistów kościelnych, a służba wtedy trwała bardzo długo. Jednak tylko jeden z tych Rejmentów, Józef, był dobrym organistą. Poznał on bratanicę księdza, u którego pracował, poślubił ją, wchodząc przez to samo w koligację z ziemiaństwem. Mieli sporo dzieci, a piątym z nich był Stanisław, autor "Chłopów". Przyszły laureat nagrody Nobla nie lubił się uczyć, dlatego od rodziców dostawał w skórę. Ponieważ nie zanosiło się na poprawę, oddano go do zakładu krawieckiego, prowadzonego przez kuzyna w Warszawie. Tutaj Stasiek także nie wykazywał zapału do pracy i często uciekał od swych nowych obowiązków. Ale ostatecznie zdał egzamin, szyjąc garnitur /tu już trudno doszukać się prawdy, choć dostał papiery czeladnika/. Jego mistrz krawiecki po latach powiedział, że jak na literata, to dobrze uszył ów garnitur. Stanisław w tym czasie dużo czytał, zwłaszcza utwory Lenartowicza i Syrokomli. To go bardziej pociągało i dlatego nie poświęcał się krawiectwu, ale zgłosił się do teatru w Warszawie /Reymont pisał do swego brata Franciszka: (...) dowiedziałem się, że jest towarzystwo dramatyczne w Piotrkowie, pojechałem, zaangażowałem się" w/g Celiny Jaworskiej-Maćkowiak "Noblista z Wolbórki Śladami Reymonta po Łodzi i regionie łódzkim"/ przedstawiając się jako syn ziemianina z Lubelskiego, o nazwisku Urbański. Przyjęto go, ale i tu miewał wpadki. Np. grał kiedyś amanta. Nie wypadało, by wystąpił w okularach, a miał bardzo słaby wzrok, dlatego po zakończeniu swojej kwestii, schodząc ze sceny, pomylił drzwi i wszedł do stojącej na scenie szafy. Potem wyszedł z niej, machnął ręką i opuścił scenę. Na widowni śmiechu było co nie miara. Mimo niepowodzeń Rejment kochał zapamiętale teatr. W jakiś czas potem opuszcza go jednak i zostaje kolejarzem na linii wiedensko-warszawskiej, w Rógowie, Płyćwi, Lipcach. Ale nie na długo.

W pracę pisarską wkładał natomiast całego siebie i podobnie jak Wyspiański, doprowadzał się niekiedy do całkowitego wyczerpania. Opisując wesele Boryny w "Chłopach", zasłabł. Wezwano lekarza. Lekarz zbadał go i pyta: "Co pan robił, że doprowadził siebie do takiego stanu?" Pisarz odrzekł: "Przez trzy doby bez przerwy tańczyłem oberka (tzn. pisał)".

Rejment myślał o wstąpieniu do Seminarium Duchownego. Niektórzy utrzymują, że był nawet w nowicjacie na Jasnej Górze. Otóż nie jest to prawda, bo sprawdzano tę pogłoskę. Natomiast jest prawdą, że wziął udział w pielgrzymce pieszej na Jasną Górę i potem kilka tygodni mieszkał wśród braci w jasnogórskim klasztorze, pisząc książkę pt. "Pielgrzymka na Jasną Górę". Było to w 1894 r., gdy miał 27 lat. Zadowolenie z pobytu wśród zakonników było obopólne, bo pisarz był człowiekiem bardzo religijnym i szalenie towarzyskim. Może wtedy rozważał też losy swego rodu?

Ponieważ był rozmowny, gościnny, potrafił rozmawiać ze wszystkimi ludźmi; uczonymi, prostymi, dziećmi... Dla dzieci miał zawsze w kieszeni upragnione wówczas cukierki- karmelki. Pisarz odwiedzał nieraz Stanisława Wyspiańskiego, jego żonę i dzieci w podkrakowskiej wsi. Ona, kobieta ze wsi, prowadziła normalne gospodarstwo wiejskie i wszystkich odwiedzających męża inteligentów uważała za darmozjadów. Ceniła jednak Rejmenta, bo ten szedł z nią do gumna i wypytywał o domowe zwierzęta, oglądając je z zaciekawieniem.

Pisarskich zdolności syna nie uznawał jednak ojciec, mówiąc: "Takim będziesz pisarzem, jak i aktorem". Ale pewnego dnia młody Rejment w tajemnicy przyniósł polskie pismo z Galicji, opisujące smutne życie Polaków na Syberii. Zamknięto więc okiennice i syn czytał rodzicom o cierpieniach Polaków na tej niegościnnej ziemi. Ojciec, pamiętający dobrze czasy Powstania Styczniowego, zaczął płakać i zapytał: "Któż to napisał?" Wtedy syn z dumą podsunął ojcu artykuł z podpisem - Władysław Reymont. Żeby przypadkiem policja carska nie wykryła autora, Stanisława zamienił na Władysława, a Rejmenta na Reymonta.

Reymont przeżył w dzieciństwie /nie w dzieciństwie - przyp red./ katastrofę kolejową, w której wielu ludzi zginęło, a on pozostał cały. Ten wypadek bardzo wpłynął na i tak już bogatą uczuciowość i wyobraźnię pisarza.

Reymont miał doskonałą pamięć wzrokową, która kiedyś wprawiła w zdumienie Or-Ota (Artura Oppmana). Dlatego jego opisy są tak sugestywne i wiarygodne, o czym może się przekonać każdy czytelnik jego dzieł. Ponoć sam nie lubił zmyślonych faktów w literaturze, stąd piękne opisy życia wiejskiego w "Chłopach". Akcję epopei ludowej umieścił w Lipcach, w których podziwiał kiedyś procesję Bożego Ciała. Właśnie za "Chłopów" pisarz dostał nagrodę Nobla, zresztą dzięki wstawiennictwu przywódcy Endecji, ówczesnego ministra spraw zagranicznych Polski - Romana Dmowskiego, o czym już wspominałem.

Pod koniec życia Reymont mieszkał na terenie parafii św. Aleksandra w Warszawie. 18 I 1924 r. pisał do przyjaciela: "Mówię otwarcie, że jestem wierzącym katolikiem". Przed śmiercią pisarz rozczytywał się w Ewangelii i dziełach mówiących o życiu wiecznym. Żałował, że nie ma już sił do pisania teraz, gdy odnalazł prawdę: "Wszystko, com dotąd zrobił, było głupstwem. Teraz dopiero przejrzałem i wiem, jak należy pracować". Pewnego dnia poprosił o księdza z Panem Jezusem. Do pisarza przyszedł ks. Kowalski, kapelan prezydenta Mościckiego, późniejszy dziekan z Mińska Mazowieckiego, i zastał pisarza na modlitwie, klęczącego przy łóżku. Ksiądz Kowalski zachęcał chorego, aby się położył, on jednak powiedział, że chce oddać Chrystusowi cześć najgłębszą, zanim stanie przed Nim na sądzie. Klęcząc, wyspowiadał się, przyjął Wiatyk-Komunię św. i Namaszczenie Chorych; przy tym płakał ze szczęścia i dziękował kapłanowi za posługę. W krótkim czasie potem odszedł do Wieczności. Kondukt pogrzebowy prowadził jeden z polskich biskupów. Kiedy dowiedział się o tym dawny przełożony Reymonta - kolejarz, powiedział: "To dobrze, bo to był uczciwy człowiek" /Ten akapit nie wymaga komentarza, jest klasycznie autorski, księża też chcą mieć "swojego" noblistę. przyp red/

Ciało pisarza spoczywa w Alei Zasłużonych na Powązkach. Zaś w kościele św. Krzyża w Warszawie, na filarze, jest umieszczona tablica ku czci pisarza, laureata nagrody Nobla.

W roku 2008 nabyłem w księgarni "nowość" wydawniczą Celiny Jaworskiej-Maćkowiak "Noblista z Wolbórki". Jest to pozycja oparta na pracy podyplomowej tej autorki z 2000 roku. Informacje w niej zawarte przeszły przez sito różnych recenzentów i są bardziej stonowane bez rewelacji typowych dla autorów artykułów prasowych. A oto obszerny cytat dotyczący życiorysu Reymonta:

Władysław Stanisław Reymont urodził się 7 maja 1867 roku we wsi Kobiele Wielkie (14 km od Radomska) jako piąte dziecko (a drugi syn) Antoniny z Kupcxzyńskich i Józefa Rejmentów. Ojciec pisarza był organistą w parafii wuja swej żony - księdza kanonika Kupczyńskiego, z którym rodzina Rejmentów w 1868 roku przeniosła się do osady Tuszyn koło Łodzi, gdzie przyszły na świat trzy najmłodsze siostry pisarza.

Asystując domowej nauce rodzeństwa, już w piątym roku życia nauczył się czytać, jako sześcioletni (...) czyta po kryjomu "Lillę Wenedę" Słowackiego (...). W siódmym roku życia zapoznaje się z "Robinsonem Cruzoe" i sięga po powieści Waltera Scotta /przypis: B. Kocówna, Reymont, Warszawa 1973, s.12 /.

Widząc zdolności chłopca, ks. Kupczyński zaczął go przygotowywać do gimnazjum, ale śmierć zacnego wuja (1878) przerwała tę chlubną pracę. Ponieważ od tego momentu sytuacja 11-osobowej rodziny Rejmentów uległa znacznemu pogorszeniu, ojciec podjął nowe obowiązki i sam przygotował młodszego syna do zawodu organisty. Wobec wyraźnej niechęci chłopca do nauki (nie zdał egzaminu do gimnazjum w Łodzi), w 1880 roku ojciec wysłał go do Warszawy, by uczył się krawiectwa u Konstantego Jakimowicza, męża Kasi - najstarszej i ukochanej siostry przyszłego pisarza.

W tym samym roku Rejmentowie przenieśli się z Tuszyna do odległej o 12 km Wolbórki (dziś Prażki koło Czarnocina), gdzie kupili włókę ziemi z młynem. Do owej Wolbórki Staś (tak zwracali się do niego wszyscy członkowie rodziny oprócz żony) często uciekał z Warszawy, zanim w 1883 roku uzyskał czeladnicze świadectwo krawieckie, a także i później, gdy już zdobył sławę, przyjeżdżał do rodzicielskiego domu, aby tam pisać.

W okresie pobytu w Warszawie fascynował go teatr, co doprowadziło do tego, że przyszły pisarz od maja 1884 roku próbował kilkakrotnie szczęścia w teatrze wędrownym, z którym odwiedził różne miasta, m.in.: Skierniewice, Łęczycę, Przasnysz, Ciechanów, Lublin, Puławy, Piotrków, Radomsko.

Jesień 1886 spędził w Wolbórce, gdzie napisał opowiadanie "O zmroku" (pozostało w rękopisie), natomiast następna jesień przyniosła nową wędrówkę z teatrem (Wolbrom, Olkusz, Pińczów).

W 1888 Reymont rozpoczął systematycznie pisać dzienniki, w 1889 po raz pierwszy podjął pracę na kolei w Rogowie jako najniższy funkcjonariusz nadzoru robotników pracujących na plantach. Tam przeżył tragiczną miłość do żony naczelnika stacji - Stefani Kluge (reminiscencje w utworze "Idylla").

Rok 1889 przyniósł pierwsze próby literackie i... próbę samobójstwa. Bogaty w wydarzenia był rok następny: Porzucenie pracy na kolei, zerwanie z zespołami wędrownymi, śmierć matki - a tym samym osłabienie kontaktów z domem rodzinnym, następnie zainteresowanie się spirytyzmem i zamiar wstąpienia do klasztoru jasnogórskiego.

Po krótkiej przerwie Reymont wrócił do pracy na kolei (1891-93). Był to okres poczucia stagnacji i beznadziejności życia (w Krosnowie), ale jednocześnie okres obserwacji środowiska chłopskiego i kolejarskiego, utrwalonych później na wielu kartach nowel i szkiców, np. "Krosnowa i świat".

Cierpiał zawsze na brak pieniędzy, toteż nieregularny tryb życia i odżywiania spowodowały pobyt w szpitalu w Skierniewicach (1892), a następnie (1893) podjęcie pracy w Rogowie. Z tego okresu zachował się list do o. Rejmana w klasztorze jasnogórskim z prośbą o informację na temat przyjęcia do nowicjatu oraz pierwsza korespondencja do "Głosu" opatrzona pseudonimem "Księżak".

W 1893 nastąpiło ostateczne zerwanie z pracą na kolei i wyjazd z Krosnowy do Warszawy, którą kilkakrotnie opuszczał z powodu braku pieniędzy i szukał schronienia w Wolbórce.

Na rok 1894 przypadł wyjazd do Paryża i Londynu, a tam - udział w Zjeździe Towarzystwa Teozoficznego, natomiast jesień tegoż roku upłynęła na pracy nad "Komediantką" (w Wolbórce). Kolejny wyjazd za granicę na wycieczkę-pielgrzymkę w gronie rodzinnym (Jakimowiczów i Sikorskich) nastąpił wisną 1895, a latem znów w Wolbórce - praca nad "Fermentami" i jesienią wyjazd do Warszawy. Tam Reymont otrzymał propozycję od firmy wydawniczej "Gebethner i Wolf" napisania nowej powieści z życia Łodzi. Miasto to pisarz znał tylko trochę, dlatego wtedy powstała myśl o wyjeździe do Łodzi, co w rezultacie nastąpiło dopiero w kwietniu 1896 roku, po powrocie z kolejnego pobytu w Paryżu. W Łodzi przebywał do jesieni, mieszkając w domu przy ulicy Wschodniej 50. Obserwując miasto, ludzi, rozwijający się przemysł (podobno sam pracował jako farbiarz w fabryce Scheiblera), gromadził materiały do powieści, którą rozpoczął pisać w Paryżu w roku 1897, a czekały na nią szpalty "Kuriera Codziennego" i "Nowej Reformy". Po powrocie do kraju kursował między Wolbórką a Warszawą, odwiedził także Wilno.

Powodzenie "Ziemi obiecanej" (mimo burzy, jaką wywołała w Łodzi) zapewniło pisarzowi możliwość podpisania umowy na nową powieść ("Chłopi"), a uzyskane w ten sposób pieniądze gwarantowały ponowny wyjazd do Paryża.

W tym okresie pisarz zaczyna podupadać na zdrowiu. Przychodzą kolejne choroby: żółtaczka, choroba serca, komplikacje płucne, dlatego właśnie przebywa w Zakopanem (1899). 13 lipca 1900 roku zgodnie z zaleceniem lekarzy, udał się w podróż do Włoch w celu ratowania zdrowia, ale nie dojechał, gdyż we Włochach pod Warszawą przeżył straszliwą w skutkach katastrofę kolejową, doznając złamania kilku żeber, przetrącenia nóg i ogromnego wstrząsu psychicznego. Jesienią tegoż roku wyjechał do Wenecji, ale leczenie było zbyt trudne. Do kłopotów ze zdrowiem doszły trudności z uzyskaniem rozwodu przez narzeczoną pisarza - Aurelię z Szacsznajdrów  [2] Szabłowską. Dopiero 38 500 rubli odszkodowania uzyskanego od Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej rozwiązało część trudności Finansowych /tu skrót wydarzeń, na pozór obejmujący rzeczywiste fakty oscyluje między "pół prawdy a gówno prawda" przyp. red./.

W 1901 roku Reymont zniszczył pierwszą wersję "Chłopów", którą znało zaledwie kilka osób i ponownie rozpoczął pisanie powieści, by ukończyć ją w 1909 roku.

15 lipca 1902 roku odbył się ślub pisarza z Aurelią i wkrótce nastąpił wyjazd za granicę (Francja), który przyniósł znaczną poprawę zdrowia, pomysły nowych utworów i szybko postępującą pracę nad powieścią "Chłopi".

Latem 1907 przebywał w Poznańskiem u przyjaciela - Józefa Kościelskiego, inicjatora wielu akcji i przedsięwzięć kulturalnych. Jemu to właśnie poświęcił tom nowel pt. "Na krawędzi". W roku 1912 Reymont zakupił majątek - Charłupia Wielka (10 km od Sieradza) gdzie oboje z żoną, gromadząc różne cenne meble i inne przedmioty, mieszkali tylko rok.

Od 1913 pracował nad trylogią pt. "Rok 1794". W 1916 roku zgłoszono Reymonta do Nagrody Nobla, a w rok później pisarz został prezesem Komitetu Warszawskiej Kasy Przezorności i Pomocy dla Literatów i Dziennikarzy.

Na początku 1919 roku wyjechał do Stanów Zjednoczonych jako kurier dyplomatyczny Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Pobyt tam źle wpłynął na zdrowie pisarza, mimo to w roku następnym miała miejsce ponowna podróż do Ameryki, a poczynione tam obserwacje znalazły odbicie w noweli pt. "Księżniczka". W tym czasie powstały również przekłady "Chłopów" na niemiecki i angielski.

W styczniu 1920 roku Reymontowie zakupili część majątku dworskiego /około 500 mórg ziemi, pałac i budynki gospodarcze przyp. red./ w Kołaczkowie koło Wrześni. Odbudowa i urządzenie zabudowań doprowadziły do wielkich kłopotów finansowych. Pogarszał się także stan zdrowia pisarza, toteż z żalem musiał opuścić ukochaną "fermę", w której lubił gościć rodzinę i przyjaciół.

Rok 1921 przyniósł pisarzowi dwukrotne odznaczenie Orderem Odrodzenia Polski IV i III klasy.

W 1923 roku przebywał w Nicei dla ratowania zdrowia, które z każdym dniem sprawiało coraz więcej kłopotów i zmusiło do powrotu do Kołaczkowa (kwiecień 1924).

13 listopada 1924 roku Szwecka Akademia przyznała Reymontowi Nagrodę Nobla. Z powodu złego stanu zdrowia autor "Chłopów" nie mógł jej odebrać osobiście. Przebywał wtedy znów w Nicei, skąd powrócił przez Paryż w maju 1925, natomiast w sierpniu wziął udział w dożynkach zorganizowanych w Wierzchosławicach przez premiera Wincentego Witosa i marszałka sejmu - Macieja Rataja. Był to ogólnopolski zjazd ludowy. Wystąpienie pisarza podczas uroczystości zakończyło się odwiezieniem do szpitala w Krakowie, gdzie zmarł 5 grudnia 1925 roku. Został pochowany na Powązkach w Alei Zasłużonych, natomiast jego serce zamknięte w urnie umieszczono w kościele Św. Krzyża w Warszawie /szczegółowy opis zawierający wiele istotnych faktów zawarł Stefan Talikowski w "Reymont w kręgu rodzinnym" przyp. red./.

Na tym kończę cytat z najuczciwiej napisanej pracy, wolnej od przedziwnych przeinaczeń spotykanych w innych opracowaniach

Rodziną Stefana Talikowskiego była żona Reymonta, Aurelia. Była ona super damą na skalę europejską, na wiele zachowań Reymonta reagowała pobłażliwie, ale wielokrotnie widać było jej interwencje. Jeśli ktoś pogubił się w chronologii wydarzeń, uprzytamniam, że pierwsze kontakty zakończone zaręczynami miały miejsce dość długo, a nawet bardzo długo przed zdobyciem przez Reymonta pieniędzy za odszkodowanie za katastrofę kolejową, nie mówiąc o nagrodzie Nobla, którą otrzymał pod koniec swojego życia. Rola Lolka Schatzschneidra [2]  w nękaniu kolei i wydobywania kolejnych zaliczek przesądziła o powodzeniu procesu.

Aurelia wprowadziła go w wielki świat, który wtedy nazywał się "odpowiednim towarzystwem". Nawet majątek Jakimowicza, pochodzący z wygranej na loterii nie był w stanie konkurować z koligacjami żony. To dwa światy, których zetknięcie nazywano mezaliansem. Ocena z pozycji chwili obecnej nie ma nic do rzeczy. Bez dostania się do "wyższych sfer" Reymont nie mógł mieć takiego życiorysu, jaki znamy, nie było by wygranego procesu z koleją i zgłoszenia do Nagrody Nobla. Dlatego wyfraczonego laureata Nagrody Nobla tak chętnie w pewnych kręgach chciano by widzieć jako samouka w chłopskiej sukmanie, bez znajomości obcych języków, bez wykształcenia, bezkrytycznie praktykującego katolika. Ale Aurelia dbała o godność swego męża, nawet wtedy, gdy nie patrząc na dekalog ją zdradzał. Szkoda, że na grobie Reymonta jest tylko wzmianka, że pochowano tam również żonę, ale bez jej nazwiska panieńskiego.

Rozdział ten nie ma charakteru monografii o życiu Reymonta. Jest wyłącznie próbą zwrócenia uwagi na niebywałą ilość zakłamań, przeinaczeń, przerysowań, świadomych przemilczeń zmieniających znaczenie podanych faktów, pominięć mających zasadnicze znaczenie dla kariery, naciąganie interpretacji postępowania Reymonta by uczynić go "jednym z naszych". Sam Reymont za życia nie prostował tych zakłamań, a nawet tworzył nowe kłamstwa, do niektórych przyznając się przyjaciołom. Kłamstwa te miały w jego świadomości charakter gry aktorskiej, fikcyjne zdarzenia i jego w nich rola miały być ciekawym spektaklem teatralnym, który nie tylko miał się podobać, ale i wywoływać zamierzone przez niego reakcje widowni i słuchaczy. Uważał, że jako człowiek sztuki ma prawo do pewnych przerysowań, ubarwień, tworzenia wizji pewnych zdarzeń i nie ma to nic wspólnego z faktami natury historycznej. To, że się tym artystycznym spojrzeniem na świat nie rozstawał w prozie życia, wywoływało żarty i prześmiewki, jak na przykład jego raport służbowy o śmiertelnym wypadku na torach w jego odcinku drogowym.

Faktem niezaprzeczalnym jest nie tylko Nagroda Nobla, ale i to, że w pełni na nią zasłużył i był wielkim człowiekiem z całym bagażem znaczenia tego słowa. To nie święty o nierealnie krystalicznym życiorysie do naśladowania. To człowiek, który zadziwił świat nie dając szansy innym, bo byli przy nim za mali. Dlatego ci mali nie naśladują mistrza, ale próbują się z nim zabrać jako my............. Darujmy sobie listę "współspadkobierców" Wielkiego Reymonta.



przejdź do początku

Komentarze (0)


Jeszcze nikt nie skomentował tego rozdziału. Bądź pierwszy.

Dodaj komentarz

UWAGA! Jeśli posiadasz konto w serwisie zaloguj się. Ułatwisz w ten sposób identyfikację oraz skrócisz czas oczekiwania na pojawienie się Twojego komentarza.

Jeśli chcesz się skontaktować z redaktorami kroniki napisz wiadomość na kontakt@kronikatalikowskich.com



Pozostało ci 2000 znaków


przejdź do początku