Komunikat
Tłumacz stronę

Aby przetłumaczyć treść strony na inny język wybierz go z poniższej listy.

Jeśli chcesz się skontaktować z redaktorami kroniki wyślij wiadomość na: kontakt@kronikatalikowskich.com

Spis treści
Zdjęcia do rozdziału
Logowanie
ostatnia aktualizacja: 2011-04-06 12:08:57
Przejdź do komentarzy (0)
wielkość czcionki: A   A+   A++

Suplement Zygmunta Drewsa

Groby rodzinne

Wspomnienia Zygmunta Drewsa odnosnie grobow rodzinnych Drewsow w Czestochowie i Warszawie.

 Oddałem właśnie do użytku zbudowany przeze mnie grób rodziny Drewsów Nr 2, w Częstochowie, na cmentarzu „Kule” – wyznaniowym, kwatera 16, rząd I, groby 2 + 3.  Udało mi się,  przy głównej alejce cmentarza, vis-a-vis  symbolicznego grobu błogosławionego męczennika „bezpieki”, ks. Jerzego Popiełuszki. Grób posiada 6 komór trumiennych, w dwóch równoległych pionach po trzy, poniżej terenu. Jest murowany z elementów betonowych i betonu, krytych komór płytkami przenośnymi na przypadek pochówku.

Nad ziemią ustawiony jest grobowiec z płyt granitowych skromnego polskiego pochodzenia z pod Wałbrzycha. Akcent zaś artystyczny grobu stanowi postać stojąca Jezusa błogosławiącego szczątki ciał pochowane w tym grobie. Wyrzeźbiona również w granicie, ale twardszym /ważąca po obróbce kamienia około 1 tony/. Jako były naczelny architekt Częstochowy, w latach 1972/83, nie mogłem sobie pozwolić na coś pośledniego, w tym miejscu i czasie. Grób, po jego ukończeniu, podoba się środowisku miejscowego duchowieństwa, rodzinie Malinki od strony zięcia mojego, znajomym jak i przechodniom.

Tak więc zamysł mój trwający od 5-ciu lat i więcej mogłem zrealizować w roku bieżącym, to jest 2010-tym. Samo rzeźbienie figury Chrystusa trwało pół roku w pracowni poza cmentarzem, wg. modelu uprzednio wykonanego w glinie.

Natrafiłem szczęśliwie na osobę młodego rzeźbiarza, rodem z Nowego Targu, absolwenta Liceum Plastycznego im. Kenara w Zakopanem, ożenionego z częstochowianką również rzeźbiarką z tej samej klasy tegoż Liceum. Ona rzeźbi w drzewie, on w drzewie i kamieniu. Nazywa się Szymon Kalafut (adres znany redakcji), jest godny polecenia, a przy tym jeszcze nie popsuty finansowo. Dopiero wyrabia sobie rynek. Tak więc i u mnie nie nadwerężył mojego budżetu.

Pod postacią Chrystusa „mój kamieniarz” wykonał specjalnie mocny fundament tuż za grobowcem. To pan Henryk Tałajczyk, posiada swój warsztat obok administracji cmentarza, mój stary znajomy, u którego mogłem liczyć na jakąś bonifikatę. Maliniaki z początku miały zastrzeżenia, czy „aby Tato nie wybiegasz zbytnio przed orkiestrę?”. Jednak po większym zastanowieniu się, odpowiedzieli mi – dobra, ale obiekt musi służyć na sto lat. Kiedy pan Henryk oznajmił mi, że jest na dwieście lat, to się uspokoili.

Miejsce to, wysoce eksponowane, mogłem uzyskać za poparciem ks. Infułata Mikołajczyka z miejscowej arcydiecezjalnej kurii, który jeden z pośród żyjących hierarchów kurii pamięta mnie jeszcze z czasów mojej pracy w ww. profesji, gdzie starałem się pomagać możliwie dużo w dyskryminowanym szczególnie srogo przez stalinowców budownictwu sakralnemu na terenie miasta Częstochowy. A i tak w efekcie końcowym zdołali mnie wyrzucić brutalnie na bruk z pracy w jednej chwili. W rzeczywistości jako kozła ofiarnego, bo ani sekretarz wojewódzki PZPR, ani prezydent miasta Cz-wy, nie figurowali na podpisie „pozwolenie na budowę”, tylko ja. Oni zaś swe zgody objawili mi słownie, bo podobne sami otrzymali telefonicznie z KC w W-wie. Dotyczyło to kościoła dużego pod wezwaniem św. Wojciecha, w Osiedlu Tysiąclecia, o które to pozwolenie kościół w Czestochowie czynił usilne starania od 12-tu lat. Dopiero przed którymś z głosowań KC uległo, obawiając się nienawiści. Zgodzili się na działkę przewidzianą pod szkołę podstawową, ale położoną w najniższym punkcie osiedla, aby sylwetka kościoła nie była widoczna z oddali. My zaś niektórzy architekci mieliśmy w zanadrzu działkę ozdobną dla osiedla ze skwerem. Ale gdy kościół wystąpił wówczas o tę działkę, to sekretarz miejski, stalinowiec Włodzimierz Kosmala nakazał w ciągu 2-ch tygodni wybudować jeszcze jeden wieżowiec, który działkę tą skutecznie wyrugował dla potrzeb kościoła. A wielka szkoda, bo w sylwecie miasta figurował by on znakomicie…

Że mnie wyrzucili z pracy nie żałuję tego, z powodu meritum sprawy, jak i że mogłem zmienić pracę z administracji miejskiej architektonicznej, na pracę w Wojew. Biurze Projektów, przez dalsze 3 lata /do zmiany ustroju/ i wejść w możliwie jaką taką, ale dużo lepszą emeryturę liczoną w ZUS. Pozostaje mi jeszcze przenieść prochy moich Rodziców z miejscowego starego grobu do nowego /w chwili zaczęcia jakichś robót tamże przez nowego użytkownika działki i połączyć je z ekshumacją/. Podobnie zrobię z prochami śp. Cioci Karolci Drews, z męża Szefner.

Ciocia Szefner przyjechała do Cz-wy pociągiem od Pruszkowa, pod opieką wujka Romana, jego żony Zosi i cioci Maryś z synem Wacuchną. Ciocia Karolcia błąkała się samotna po piwnicach w czasie Powstania  Warszawskiego,  niezwykle zawszona trafiła za poręką wujka Janka Talikowskiego – lekarza, do szpitala „RGO” w Cz-wie. Tam przebywała do końca wojny z zanikiem pamięci. Zmarła w charakterystycznym dniu, to jest 9-maja 1945 roku, pochowaliśmy ją właśnie na cmentarzu „Kule” w Cz-wie.

Cieszę się niewymiernie, że pozwolił mi Bóg doczekać ukończenia grobu teraz, w chwili, w której rodzina rozjechała się, po czasach Powstania Warszawskiego i utopii odzyskania naszego majątku ziemskiego i miejskiego w W-wie, w morzu czerwonych dekretów bez odszkodowań. Młodzież nasza rozjechała się za chlebem poza granice Polski, daleko po świecie. Grobem tym będę mógł ich zintegrować nawet po mojej śmierci. Być może nie jeden z potomków zechce być pochowany w Polsce. Nie każdy bowiem znosi psychicznie cmentarz z koszoną trawą i wystającą z niej tu i tam tabliczką. Mnie nie przypadły do gustu te „psie cmentarze”.

Opiekunem tego grobu i decydentem co do niego, w nim pochówków, wyznaczyłem moją córkę Marię zwaną Maliną. Mieszka ona w W-wie (adres znany redakcji), pracuje okresowo w Kalifornii. Z domu Drews, z męża Bankiewicz, po mojej śmierci przejmie opiekę nad grobem. Ją też upoważniłem do współ-opieki i współ-decydowania o pochówkach w grobie Dresów Nr 1 na cmentarzu Powązkowskim Zabytkowym /kwatera 5 rząd 1 grób 12, 13 i 14, łącznie z moim stryjecznym bratem Andrzejem Drewsem, zam. na Florydzie (adres znany redakcji), młodszym ode mnie o 8 lat. Ma on żonę Zofię, polkę, rodem z Przemyśla. Małżeństwo to jest bezdzietne. Podobnie dotyczy to Tadeusza, syna mojej siostry śp. Anny Drews, z męża Winkler. Tadeusz wyparł się Dresów, jeszcze za życia mojej mamy Ireny Drews, a jego babci. Mieszka samotnie w W-wie w mieszkaniu po mojej śp. Cioci Maryli Metelskiej-Langner z domu Drews (adres znany redakcji). Ukończył on wiek 50-ciu lat i po trzech ożenkach nie zanosi się chyba już tam na potomka, po Drewsach „po kądzieli”.

Wiem, że prawo zwyczajowe na cmentarzu w W-wie przekazuje dziedziczenie uprawnień potomkowi założyciela grobu „po mieczu”. Mimo to ja przekazałem Malinie ten współudział.

W załączeniu przesyłam fotkę budowy grobu w trakcie, w czasie jego ukończenia, a także zbliżenie tyczące lewej tablicy z napisem /prawa rezerwowana jest dla nas, to jest dla mnie i dla mojej Stasi/. Dalsze dodatkowe mogą być wkomponowane we froncie cokołu grobowca, jak i po obu jego stronach.

Zygmunt Drews junior, architekt.

Częstochowa dn. 7.X 2010 roku



przejdź do początku

Komentarze (0)


Jeszcze nikt nie skomentował tego rozdziału. Bądź pierwszy.

Dodaj komentarz

UWAGA! Jeśli posiadasz konto w serwisie zaloguj się. Ułatwisz w ten sposób identyfikację oraz skrócisz czas oczekiwania na pojawienie się Twojego komentarza.

Jeśli chcesz się skontaktować z redaktorami kroniki napisz wiadomość na kontakt@kronikatalikowskich.com



Pozostało ci 2000 znaków


przejdź do początku