Komunikat
Tłumacz stronę

Aby przetłumaczyć treść strony na inny język wybierz go z poniższej listy.

Jeśli chcesz się skontaktować z redaktorami kroniki wyślij wiadomość na: kontakt@kronikatalikowskich.com

Spis treści
Logowanie
ostatnia aktualizacja: 2013-01-10 11:17:01
Przejdź do komentarzy (0)
wielkość czcionki: A   A+   A++

Jacek Talikowski - zapiski

Elektronika

Od kiedy pamiętam zawsze interesowałem sie techniką. W swoim pokoju miałem przełaczniki klawiszowe do włączania i wyłączania swiateł oraz innych urządzeń jak adapter (odgrywacz muzycznych płyt winylowych), magnetofon Grunding oraz radio. Budowałem radia i wzmacniacze lampowe, reperowałem wszystko w czym płynął prąd elektryczny (i nie tylko), byłem w drużynie harcerskiej, zastępie łączności. Przeprowadzałem doświadczenia fizyczne i chemiczne, miałem pełno zlewek, probówek, rozmaitych odczynników, kwasów itp. Produkcja bimbru była dziecinnie prosta, za narkotyki się nie brałem, nie chciałem się uzależniać. Nie byłem zbyt konsekwentny w moich przedsięwzięciach, a może miałem zbyt dużo zainteresowań. Potrafiłem zapomnieć o całym świecie i pracować do rana, aż ukończyłem budowę czegoś co mnie pasjonowało, jestem niecierpliwy, łatwo się zapalam, ale i łatwo gasnę. w końcu wybrałem elektronikę na swoją partnerkę życia.

Po zdaniu matury nie zdawałem nawet na Politechnikę, nie interesowała mnie teoria lub praca w laboratorium w białym kitlu, chciałem wskoczyć, zanurzyć się w elektronice, patrzeć co mówi do mnie oscyloskop, słyszeć i czuć buczenie prądu w transformatorze, kontrolować pracę zaprojektowanych przeze mnie układów elektronicznych, poznać tajemniczy, niewidzialny świat elektronów.
Złożyłem papiery do Wyższej Szkoły Technicznej w Warszawie na ulicy Długiej, kontynuatorki dawnej szkoły Wawelberga. Nauka trwała 3 lata, podzielone na 6 semestrów zakończone egzaminami semestralnymi, zakończone obroną pracy dyplomowej opisującej zaprojektowany i zbudowany układ elektroniczny. Szkoła mimo że wyższa nie dawała dyplomu inżyniera, podobno miało to nastąpić ale nie nastąpiło. 

Uczyliśmy sie jak projektować np. wzmacniacze lampowe.  Obliczaliśmy wartosci komponentów elektronicznych potrzebnych do uzyskania odpowiednich napięć i prądów potrzebnych do pracy wzmacniacza na wybranym odcinku "krzywej wzmocnienia". Poznawaliśmy lampy elektronowe jak triody, pentody, heksody itp. podstawową książką była "Lampy elektronowe" profesora Henela. Były to bardzo ciekawe sprawy i świadomość że jako rozbitek na bezludnej wyspie mógłbym (wspólnie z Piętaszkiem) zbudowac radio była wspaniała. Niestety, świat szedł do przodu, lampy elektronowe wychodziły z użycia, nadchodził czas półprzewodników. Polskie Zakłady Radiowe produkowały jeszcze odbiorniki lampowe ale wkrótce zaczęly się pojawiać tzw. "tranzystory", radia przywiezione z zagranicy. Inercja polskiego systemu edukacji nakazywała pompować w nasze głowy nieprzydatną, muzealną zgoła wiedzę. Nauczyciel elektroniki niejaki pan Marczewski, w chwili szczerości przyznał że wie o przewodnikach i tranzystorach co nieco, ale ponieważ dobrze zna się na lampach dlatego tego nas uczy. W następnym roku dyrektor Szkoły inż. Jerzy Partyka zapewne zdający sobie sprawę z bezsensowności stosowania lamp w Automatyce Przemysłowej stosującej już tranzystory zmienił kierunek naszego wydziału na Mikrofale. Była to nowa, gwałtownie się rozwijająca gałaź wiedzy o zastosowaniu głównie wojskowym. Dzisiaj w każdym niemal domu jest kuchenka mikrofalowa, działają łącza telekomunikacji mikrofalowej itd. wtedy nikomu sie o tym nawet nie śniło.

Tak więc po spędzeniu pierwszego roku na poznaniu podstaw elektroniki (oraz nieszczęsnych lamp elektronowych), zaczęliśmy naprawdę uczyć się czegoś użytecznego. Weszliśmy w świat magnetronów i falowodów. Podręczników polskich jeszcze nie było ani skryptów, opieraliśmy się na notatkach z wykładów oraz literaturze rosyjskiej. Była to bardzo ciekawa gałaź elektroniki ale jednoczesnie groźna, bardzo silne pole mikrofalowe niszczy tkankę (tak jak robi to w kuchence mikrofalowej). W tamtych odległych czasach głównym użytkownikiem fal mikrofalowych bylo wojsko. Stacje radiolokacyjne do wykrywania, namierzania samolotu, śledzenia go, oraz ewentualnego naprowadzenia baterii przeciw-lotniczej pracowały na zakresie mikrofalowym.  Magnetrony generowały stałą częstotliwość, sygnał był niemodulowany. Późniejsze odkrycie sposobu modulacji zastosowano w łączach mikrofalowych.
Po trzech latach studiów i zdobyciu naprawdę rzetelnej wiedzy w tej specyficznej dziedzinie elektroniki, napisaniu pracy i egzaminach koncowych dostalismy tytuł Technika - Technologa Techniki Mikrofalowej. Praktyki zawodowe odbywalismy w Warszawskich ZakŁadach Radiowych "Rawar" na Grochowie, produkujących stacje radiolokacyjne na potrzeby wojska.
Późniejsza praca w Wojskowej Akademii Technicznej na Bemowie, na wydziale Radiolokacji a następnie służba wojskowa odbywana na tym samym wydziale ale już jako żołnierz kompanii obsługi Stacji Radarowej nie wniosła nic nowego do mojej wiedzy.

Mój ponowny kontakt z elektroniką zaczął sie po przyjeździe do Australii. Mój dyplom został kurtuazyjnie uznany ale zaistniała konieczność ukończenia jakiegoś lokalnego podyplomowego kursu który by potwierdził mój stan wiedzy. Odrzuciłem, pewnie pochopnie, poradę podjęcia pełnych studiów dziennych (chęć zarobienia pieniędzy i małej stabilizacji natychmiast, były mocniejsze). Zapisałem sie na wieczorowe kursy elektroniki.
Wstąpiłem w nieznany mi świat półprzewodników: diód, tranzystorów, bramek logicznych, układów scalonych, algebry Boolena, photodiodes, programatorów PLC itp. Szybko zdałem sobie sprawę jak słabo byłem przygotowany do podjęcia pracy za Żelazną Kurtyną, jak daleko jesteśmy za USA, jak ospale działa nasz system edukacji.
Musiałem opanować elektronikę półprzewodników, niskich napięć i minimalnych prądów, budowę i zastosowanie mikroprocesorów, posługiwać sie różnymi binarnymi kodami oraz nauczyć się jezyka programowania zrozumiałego dla mikroprocesorów logicznych. Uczyliśmy się programować mikroprocessor Zilog Z80. Ten jeden z pierwszych 8-bitowy MOS CPU miał wiele zastosowań w automatyce przemysłowej, jako kontroler procesów technologicznych. Był stosowany jako CPU w pierwszych komputerach serii 256, skomplikowany język jego programowania zostal ułatwiony dzięki opracowanemu przez Gatesa systemu operacyjnemu DOS. Moja wiecznie żywa chęć poznania, a szczególnie tajników elektroniki była szybko zaspokajana.

xxx



przejdź do początku

Komentarze (0)


Jeszcze nikt nie skomentował tego rozdziału. Bądź pierwszy.

Dodaj komentarz

UWAGA! Jeśli posiadasz konto w serwisie zaloguj się. Ułatwisz w ten sposób identyfikację oraz skrócisz czas oczekiwania na pojawienie się Twojego komentarza.

Jeśli chcesz się skontaktować z redaktorami kroniki napisz wiadomość na kontakt@kronikatalikowskich.com



Pozostało ci 2000 znaków


przejdź do początku