Komunikat
Tłumacz stronę

Aby przetłumaczyć treść strony na inny język wybierz go z poniższej listy.

Jeśli chcesz się skontaktować z redaktorami kroniki wyślij wiadomość na: kontakt@kronikatalikowskich.com

Spis treści
Logowanie
ostatnia aktualizacja: 2010-08-27 13:43:56
Przejdź do komentarzy (0)
wielkość czcionki: A   A+   A++

Rozdział III

Lekcja

Pierwszą naszą francuską guwernantką, jak już wspomniałem, była, gdzieś około roku 1900, panna Margaritte Simon, paryżanka, zaś ostatnią, jeszcze w roku 1913, za dwoma powrotami, szwajcarka, panna Georgette Gautier.

Margeritte, młoda, przystojna, bardzo pogodnego usposobienia ale rygorystyczna w sprawach "dobrego tonu" była wielką patriotką. To ona nauczyła mnie pacierza po francusku, byłem bowiem najmłodszym z rodzeństwa i wychowywałem się razem z siostrami, to ona czytała mi cierpliwie całymi godzinami "Les vacances" Madame de Segure. Byłem jej pupilkiem przez dobre 8 lat.

Guwernantki były jednak głównie dla "dziewczynek", czyli moich sióstr. Spały z nimi w jednym pokoju i zajmowały się nimi w godzinach poza szkolnych. Jedynie Mlle (skrót od Mademoiselle) Georgette, starsza wiekiem, w latach, kiedy dziewczynki ukończyły już pensję, jeździła z nami do Sopot, jako "dame de compagnie".

Najstarsza siostra Jula ukończyła pensję pani Gagatnickiej. Będąc wszechstronnie, bo i artystycznie uzdolnioną, wywierała wpływ na nas, młodsze rodzeństwo.

Bracia odrabiali lekcje bez korepetytorów. W godzinach poobiednich z pokoju ich dochodziły odgłosy "wkuwania" formuł matematycznych, słówek kilku języków obcych i wierszy.

Dziewczynki odrabiały lekcje w swoim pokoju z panią Samkowską, ale po jej wyjściu, nieraz któraś przychodziła z prośbą do drugiego "przesłuchaj" mnie. Były to czasy, kiedy w szkołach zadawano dużo pamięciowych lekcji i trzeba przyznać, że to nikomu na złe nie wyszło. To wbijanie w głowę okazało się nieszkodliwe zarówno dla Sienkiewicza jak i dla Prusa, jak i dla wielu innych "ofiar" ówczesnego systemu nauczania.

Jadzia i Genia ukończyły pensję pani Jadwigi Sikorskiej, jedną z najlepszych w Warszawie, mieszczącą się przy ul. Marszałkowskiej 153, róg Królewskiej. Wystarczy powiedzieć, że wykładali tam prof. prof. Bronisław Chlebowski, Władysław Smoleński, Ludwik Szporl /późniejszy rektor Politechniki/ i wielu innych wybitnych pedagogów. Rysunków uczyła znana graficzka p. Zofia Stankiewiczówna.

W okresie nauki dziewczynek na pensji przychodziła codziennie po obiedzie, p. Maria Samkowska, polonistka na pensji p. Sikorskiej, odrabiała ona z dziewczynkami lekcje na następny dzień. Donośny głos jej rozbrzmiewał mimo zamkniętych drzwi aż w sąsiednich pokojach. Była to osoba bardzo zacna, uczyła kilka pokoleń dziewcząt w domach warszawskich. Aż do ostatniej wojny, przychodziła ona co roku, w dzień imienin Jadzi z życzeniami. Była już na emeryturze, opowiadała o swoich byłych uczennicach, jak się której powodzi, ile ma dzieci itp. Żyła ich życiem. Jej siostra p. Leokadia Samkowska uczyła mnie początków, później była nauczycielką w gimnazjum im. Królowej Jadwigi.

Kiedy Jula, już zaawansowana w studiach muzycznych u prof. Michałowskiego, ćwiczyła, matka cicho wchodziła do salonu, siadała z dala w fotelu i słuchała. Czasami płakała. Patrzyłem na nią ze zdziwieniem, nie rozumiałem jej łez. Dzisiaj sądzę, że muzyka wyzwalała w niej jakieś utajnione tęsknoty czy niespełnione nadzieje a może zawody.

Jula grała ślicznie, w jej wykonaniu Impromptu Ges-dur czy Ballada G-moll, pozwalały poznać wielkość Chopina. Była przecież uczennicą znakomitego szopenisty, który, jak twierdzono, przekazał młodym autentyczny styl gry Chopina /uczeń Liszta/. Grała biegle, mocno, ale wzruszała akcentami jakiegoś tragicznego piękna. Jej najlepiej opracowaną pozycją repertuarową była Sonata F-moll Beethovena.

Z muzyki "do słuchu" ulubionymi melodiami matki były modne wówczas "Pieśń miłości" Griega, "Zaproszenie do tańca" Webera, albo Waldteuffla walc z Leśnej Opery. Dziś jeszcze, gdy te melodie słyszę, widzę drogie postacie Matki i Juli a obok nich siebie, jako 6-letniego chłopca.

Jadzia i Genia brały lekcje muzyki przez cały okres nauki na pensji. Przychodziła pianistka do domu. Pierwszą była panna Zofia Vorbrodt. Przez kilka godzin dom rozbrzmiewał czarną melancholią ćwiczeń, wprawek i innych okropności, którymi dręczono ówczesne panny.

Popisowym numerem Jadzi, kiedy już jako pani domu przyjmowała u siebie gości, był walc Różyckiego z "Kawalera Srebrnej Róży". Moja Geniusia kochana nie cierpiała tych lekcji, ale i ona miała swój numer popisowy: "Fur Elise" Beethovena.

Dla pełności obrazu muszę wspomnieć o lekcjach rysunku i malarstwa. Jula uczyła się malarstwa u naszego kuzyna Lolka Schatzschneidera., a nadto na kursach rysunku i haftu artystycznego u p. Platerówny.

Jadzię uczył rysunku prof. Adam Stępkowski, przychodził dwa razy w tygodniu /już po skończeniu pensji przez Jadzię/. Miała piękne wyniki w akwareli.

Wreszcie wspomnę o paniach Izie i Wince Jackowskich, siostrach adwokata, nauczycielkach języków obcych. W okresie pierwszej wojny światowej Genia pobierała od p. Izy lekcje języka angielskiego.

Pani Iza była panną, jej siostra p. Winka wdową, ich językiem codziennym był francuski. Obie miały w sobie coś teatralnego w gestach i w sposobie bycia. Już w przedpokoju anonsowały swoje przybycie pełnymi afektacji wykrzyknikami. Obie już starsze panie, szczupłe, Iza ze śladami urody, Winka bez śladów, przesadnie przestrzegały reguł "savoir vivreu". Szereg lat jeszcze korzystaliśmy u pań Jackowskich z konwersacji francuskiej. Mieszkały w nieistniejącym już domu na skrzyżowaniu Kruczej i Mokotowskiej, zawsze można było spotkać u nich młodzież z dobrego towarzystwa. Pisząc o lekcjach nie mogę pominąć ostatniej naszej nauczycielki, starszej, pełnej dobroci, madame Marie Brandt, która przychodziła dwa razy w tygodniu na konwersację francuską.



przejdź do początku

Komentarze (0)


Jeszcze nikt nie skomentował tego rozdziału. Bądź pierwszy.

Dodaj komentarz

UWAGA! Jeśli posiadasz konto w serwisie zaloguj się. Ułatwisz w ten sposób identyfikację oraz skrócisz czas oczekiwania na pojawienie się Twojego komentarza.

Jeśli chcesz się skontaktować z redaktorami kroniki napisz wiadomość na kontakt@kronikatalikowskich.com



Pozostało ci 2000 znaków


przejdź do początku