Komunikat
Tłumacz stronę

Aby przetłumaczyć treść strony na inny język wybierz go z poniższej listy.

Jeśli chcesz się skontaktować z redaktorami kroniki wyślij wiadomość na: kontakt@kronikatalikowskich.com

Spis treści
Logowanie
ostatnia aktualizacja: 2010-01-12 15:43:07
Przejdź do komentarzy (0)
wielkość czcionki: A   A+   A++

Rozdział V

Wnętrza

W mojej rodzinie na ogół wszyscy kochali się w pięknych meblach, mieli poczucie linii, kształtu, zrozumienie dla sztuki rzemieślnika-artysty, który je wykonał, umieli ocenić nakład pracy i czasu, konieczny dla uzyskania owych czarujących krzywizn. Nieraz słyszałem, prowadzone na ten temat dyskusje między starszymi.

Były to lata, kiedy styl Ludwika-Filipa przemówił do średnio zamożnej klienteli i został przez nią adoptowany. Mieszkania warszawskie o ile z XVIII w. zachowały bardzo niewiele mebli, były wprost przepełnione mahoniami Ludwika-Filipa. Takie właśnie meble, jakieś biurka, szafki, stoliczki stały w mieszkaniu dziadka Wojciecha. Pamiętam garnitur Simlerowski w salonie mieszkania dziadka na Elektoralnej 23, a nad nim na ścianie ogromną "Ostatnią Wieczerzę", haftowaną ściegiem gobelinowym. Całe urządzenie tego sześciopokojowego mieszkania zabrała macocha.

U nas w domu nie było ani jednego mebla po dziadku Wojciechu. Ojciec nie chciał nic wziąć z domu macochy. Stryj Michał już po I-ej Wojnie Światowej otrzymał od przyrodniego brata Hipolita, obrazek, który wisiał w mieszkaniu dziadka: starą akwarelę, przedstawiającą polskiego ułana.

Wiele mebli i przedmiotów sztuki w mieszkaniu moich rodziców kształciło swym codziennym widokiem mój dziecięcy smak. Więc Simlerowski salon, stołowy bogato rzeźbiony w masywnym dębie, renesans toskański /robota niemiecka/, antyczny stolik do szachów na jednej rzeźbionej nodze, z szufladkami wybitymi malinowym atłasem a w nich, w przegródkach figurki szachowe z brązu, złocone i srebrzone. Odlana z brązu rokokowa lampa naftowa ze stoliczkiem o dwóch blatach, na każdym narożu - amorek grający na innym instrumencie. Garnitur mebli mahoniowych "Księstwo Warszawskie" z oparciem w kształcie liry. Francuski zegar porcelanowy pod kloszem. Pozytywka szwajcarska w palisandrowej bogato inkrustowanej skrzynce, wygrywająca polskie melodie patriotyczne. Ojciec opowiadał, jak kiedyś wstąpił do sali licytacyjnej i kiedy usłyszał te "zakazane melodie" - zapalił się i kupił ją za 100 rubli.

Widzę ściany naszego mieszkania, obrazy Wygrzywalskiego "Kompania na Jasną Górę", starej szkoły krajobraz górski, również stary obraz przedstawiający bitwę kirasjerów z kozakami, dwie głowy dziadów, Franciszka Piwarskiego, pejzaż Gersona, Normana "Fiord", "Stary lamus" Piątkowskiego, dwa pejzaże mazowieckie Teodora Ziomka, kilka obrazów Cieślowskiego, pogrzeb powstańca wykonany sepią przez Lolka. W salonie na stole album drzeworytów, który od dziecka pilnie oglądałem. Zastawa stołowa, stare srebra, dywany, wszystko to kształtowało mój zmysł estetyczny.

Znacznie więcej pięknych mebli mieli wujostwo Schatzchnejder [1], zwłaszcza wuj znał się na nich i w nich kochał. Utkwiły mi w pamięci mahonie: salon Ludwik Filip, serwantka, pełna ciekawych drobiazgów, spośród których przypominam sobie medale koronacyjne papieży oraz wazon czarny Wedgwood z figuralnym, antycznym reliefem, wreszcie mebel, który mnie zawsze najbardziej zaciekawiał - klęcznik - z nóżkami toczonymi w spiralne filarki. Miał on szufladę otwieraną przez podnoszenie pulpitu a w niej leżały książki do nabożeństwa, różańce, koronki a także... karty do pasjansa, fajki bursztynowe wujka i wiele innych ciekawych drobiazgów.

Nad komodą wisiał obraz M. B. Częstochowskiej w oszklonej otwieranej ramie. Po bokach korony zawieszone były podłużnego kształtu kolczyki, złote emaliowane, pięknej starej roboty. Należały niegdyś do mojej babki Marii z Budlewskich Talikowskiej i po jej śmierci przypadły cioci, jako jedynej córce. Prócz tych kolczyków, wokół szyi Matki Bożej zwisało kilka sznurów korali z zamknięciami, również starej złotniczej roboty.

Obraz ten był dla cioci domowym ołtarzem, powiernikiem jej smutków i radości, przed nim domownicy odmawiali w maju litanię loretańską i pacierze.

Nigdzie więcej, w prywatnym domu, tak przystrojonego obrazu nie spotkałem.

Ale najstarsze i najpiękniejsze były empirowe jesiony dziadków Pytelskich: kolor złocisty i wprost niespotykane bogactwo słoi. Garnitur ten - stół, kanapa i krzesła, stał w jadalni na prawo od wejścia, przy oknie od podwórza i był prawdziwą ozdobą mieszkania.

Babka kochała się w starych pękatych komodach. Było ich kilka, a na nich lichtarze i makartowskie bukiety pod kloszami oraz kule szklane z wtopionymi wewnątrz kolorowymi pasemkami, układanymi w wymyślne wzorki. Widzę wygodne foteliska z wygniecionymi siedzeniami. Kwiaty w doniczkach na oknach, miały jako podpórki szklane laseczki z wtopioną wewnątrz kolorową spiralą zakończone kulką.

Dziadek miał zwyczaj wieszać choinkę pod sufitem. W tym celu na okres Świąt Bożego Narodzenia w jadalni zdejmowano z haka lampę naftową a wieszano choinkę pięknie na okrągło przystrojoną. Zwyczaj ten przetrwał aż do śmierci babki.

Elektryczności jeszcze wówczas w Warszawie nie było. Pokoje oświetlały świece i lampy naftowe. Wszędzie pełno serwet haftowanych, na siatce kolorowa włóczka. Większość tych mebli po śmierci dziadków odziedziczyła ciotka Niuta, która, jako panna, pozostała w ich mieszkaniu.

Od dziecka byłem wrażliwy na rzeczy piękne, lubiłem na nie patrzeć i dotykać. Zawsze chciałem pomagać przy porządkach domowych, myć porcelanę i czyścić cenniejsze srebra, których służbie nie można było powierzyć.



przejdź do początku

Komentarze (0)


Jeszcze nikt nie skomentował tego rozdziału. Bądź pierwszy.

Dodaj komentarz

UWAGA! Jeśli posiadasz konto w serwisie zaloguj się. Ułatwisz w ten sposób identyfikację oraz skrócisz czas oczekiwania na pojawienie się Twojego komentarza.

Jeśli chcesz się skontaktować z redaktorami kroniki napisz wiadomość na kontakt@kronikatalikowskich.com



Pozostało ci 2000 znaków


przejdź do początku