Komunikat
Tłumacz stronę

Aby przetłumaczyć treść strony na inny język wybierz go z poniższej listy.

Jeśli chcesz się skontaktować z redaktorami kroniki wyślij wiadomość na: kontakt@kronikatalikowskich.com

Spis treści
Zdjęcia do rozdziału
Logowanie
ostatnia aktualizacja: 2011-12-28 23:17:47
Przejdź do komentarzy (0)
wielkość czcionki: A   A+   A++

Rozdział VI

Władek /17.V.1885 – 24.VI.1949/

W naszym domu na drugim piętrze mieszkali p.p. Władysławostwo Jacobson. Pan Jacobson był właścicielem Domu Handlowego i Ekspedycyjnego, założonego w roku 1849, pod firmą "Jacobson et Malhomme" [1]. Z moim ojcem znali się od dawna, współpracowali bowiem w Zarządzie Banku Przemysłowców Polskich.

Władysław Jedlina-Jacobson
Władysław Jedlina-Jacobson 1917

Pan Jacobson miał syna, również Władysława, absolwenta szkoły Ronthalera w Warszawie, który po odbyciu praktyki w Norymberdze, desygnowany był na spadkobiercę i kierownika firmy w III pokoleniu Jacobsonów. Z tym właśnie młodym człowiekiem zaręczyła się siostra moja Jadzia. Ale po kolei:

Pamiętam, jak moje kochane siostrzyczki wybierały się na bal, na którym gospodarzem i wodzirejem był Władek, jeszcze nie narzeczony. Nie obyło się bez zdenerwowania. Krawcowa przysłała suknie balowe, jak zawsze w ostatniej chwili. Nasze panie uczesane już przez fryzjera, kończyły toaletę. Mama, nakładała biżuterię wyjętą na tę okazję z kasy ogniotrwałej, stojącej w pokoju przyległym do sypialni rodziców. Były tam trzy i pół karatowe kolczyki "blauweisy", była oczywiście brylantowa róża, pierwszy prezent ojca. Wśród tych precjozów, jeden szczególnie mnie fascynował - to szylkretowa szpilka do włosów, zakończona złotym półksiężycem z brylantem stanowiącym uchwyt dla kilku piórek czarnych rajerów. Ojciec we fraku, pachnący, z brylantowymi spinkami w gorsie.

Wreszcie zajechała kareta i towarzystwo, wśród zachwytów domowników, odjechało. Zostałem w domu, rzecz jasna z Julkiem i dotrzymywaliśmy sobie towarzystwa póki nas sen nie zmorzył.

Po tym balu, w krótkim czasie Władek przyszedł się oświadczyć. Rodzice byli o tym uprzedzeni przez Jadzię. Służąca otworzyła drzwi i poprosiła Władka, wystrojonego w żakiet, do salonu. Przyjęli go rodzice. Po pewnym czasie poprosili Jadzię, która razem z Genią i ze mną, nie mniej przejętymi ważnością chwili, czekała z bijącym sercem w jadalni. Po chwili, uchyliły się drzwi salonu i usłyszałem słowa matki coś w rodzaju: "moje dzieci, my już starzy, dla was dopiero słońce zaświeci". Ojciec przyniósł butelkę węgrzyna, podano kieliszki, poproszono i nas. Wypiliśmy za zdrowie narzeczonych. Wszyscy byli wzruszeni. Jadzia promieniała szczęściem.

Tymczasem wojna zbliżała się do Warszawy. Wojska niemieckie były już tak blisko, że słychać było pomruki artylerii. Pod wieczór wyszliśmy z Władkiem i jego bratem Zygmuntem na strych i przez dymnik z wysokości 5-go piętra rozejrzeliśmy się po horyzoncie. Z kierunku Piaseczna, do którego podchodziły wojska niemieckie, widać było łuny i rwące się szrapnele. Sytuacja była groźna.

Pewnego ranka huk artylerii obudził Warszawę. Zeppelin nad miastem. Wyszliśmy czym prędzej na balkon. Rzeczywiście. W różowym blasku wschodzącego słońca, błyszczał na niebie - balon - cygaro. Strzelała do niego zapamiętale szrapnelami artyleria rosyjska. Strzelał też z czego miał kto żyw, nawet z dubeltówek z balkonów. On, spokojny, majestatyczny, zawrócił i nawet rwącymi pociskami nie tknięty- odleciał. Wojna.

Matka przygotowała ogromne zapasy żywności. Nikt nie wyobrażał sobie przebiegu tej wojny, ostatnia w Polsce była przecież w roku 1863. Toteż kuchnia, wszystkie schowanka i piwnice pełne były zapasów.

Szczęśliwie, tym razem Niemcy zostali odparci. Nadeszły jednak wieści, krew w żyłach mrożące, o losach Kalisza. Krążyły pogłoski, że w razie udanej II ofensywy i zajęcia Warszawy, Niemcy wszystkich młodych ludzi wcielą do armii i wyślą na rosyjski front.

Moi obaj bracia w tym czasie przebywali w Rosji. Inżynier Edmund był dyrektorem fabryki żelaznej Tow. Akc. B. Handke, a następnie naczelnym dyrektorem fabryki Tow. Akc. Starr et Co., w Jekaterynosławiu, Wacław kończył medycynę na uniwersytecie w Odessie.



przejdź do początku

Komentarze (0)


Jeszcze nikt nie skomentował tego rozdziału. Bądź pierwszy.

Dodaj komentarz

UWAGA! Jeśli posiadasz konto w serwisie zaloguj się. Ułatwisz w ten sposób identyfikację oraz skrócisz czas oczekiwania na pojawienie się Twojego komentarza.

Jeśli chcesz się skontaktować z redaktorami kroniki napisz wiadomość na kontakt@kronikatalikowskich.com



Pozostało ci 2000 znaków


przejdź do początku