Komunikat
Tłumacz stronę

Aby przetłumaczyć treść strony na inny język wybierz go z poniższej listy.

Jeśli chcesz się skontaktować z redaktorami kroniki wyślij wiadomość na: kontakt@kronikatalikowskich.com

Spis treści
Logowanie
ostatnia aktualizacja: 2011-09-07 14:15:20
Przejdź do komentarzy (0)
wielkość czcionki: A   A+   A++

Rozdział VI

Kijów – Ekaterynosław

Gdy ruszyła ofensywa niemiecka, ojciec zdecydował, że wyjedziemy do Rosji. Trzeba było jednak mieć zezwolenie na wyjazd oraz uzyskać od władz przydział dnia i pociągu. Wszystkie te formalności, ojciec wnet załatwił. W mieszkaniu naszym zamieszkał nasz kuzyn, Tytus Talikowski wraz z żoną, któremu ojciec udzielił pełnomocnictwa do zarządzania domem.

Szybko spakowaliśmy niezbędne rzeczy i kosztowności. Jechaliśmy do Kijowa: rodzice, Jadzia, Genia, Julek i ja. Służące zostały w mieszkaniu w Warszawie. Razem z nami, aż do Międzyrzeca Podlaskiego jechali Władek Jacobson, narzeczony Jadzi i jego brat Zygmunt. Dzięki nim, droga do Międzyrzeca, gdzie mieszkała siostra Władka p. Zofia, zamężna za Michałem Jaworskim, plenipotentem Andrzeja Potockiego, szybko, a nawet wesoło minęła, mimo nieprawdopodobnego tłoku w pociągu.

Za Fastowem było już luźniej. W Fastowie, Żmerynce na dłuższych czasem parogodzinnych postojach jadaliśmy obiady w dworcowych restauracjach. Były to jeszcze restauracje carskiego regim'u. Bufety dworcowe wprost zadziwiały obfitością dań, trunków i owoców. Na dworcu w Fastowie, była nawet kaplica cerkiewna, gdzie prawosławni podróżni mogli postawić przed ikoną świeczkę, zapewne na intencję szczęśliwej podróży.

W tym właśnie Fastowie, korzystając z dłuższego postoju pociągu, poszliśmy z matką do miasteczka. Matka nie znała rosyjskiego, toteż wiele było radości i śmiechu, gdyśmy sobie później przypominali jej rozmowy ze sprzedawczynią owoców: "Madame, pa czom jabca". Jakiś nieprawdopodobny konglomerat słów polskich, francuskich i niemieckich stanowił zdaniem matki dialekt, którym można się było porozumieć na wschód od Bugu, aż do Kijowa i rzeczywiście matka dawała sobie wszędzie świetnie radę. Wracając do podróży, matce przypadło w udziale dźwiganie neseseru z biżuterią, przewieszonego na pasku, przez ramię. Miała wówczas chory palec u ręki, obandażowany zastrzał i biedactwo wiele się nacierpiała w tej podróży, ale contre tout widać było jej radość, że mimo wojny ma nas wszystkich przy sobie, a wkrótce zobaczy synów.

W Kijowie, zatrzymaliśmy się w Hotelu Francuskim. Dobry hotel, można się było rozmówić po polsku. Na Kreszczatiku była polska cukiernia, ale przede wszystkim atrakcją był sklep Abrikosowa, gdzie można było kupić wspaniałe owoce w cukrze. Chodziliśmy do polskiego kościoła.

Z Kijowa pojechaliśmy do Jekaterynosławia, odwiedzić brata Edmunda i znów całym dworem stanęliśmy w hotelu. Brat nasz inżynier Edmund z żoną Fernande zajmowali ślicznie położony domek czteropokojowy, w ogrodzie. Mieli do dyspozycji dyrekcyjny powóz. Podejmowali nas bardzo serdecznie. Czas szybko mijał. Chodziliśmy i tutaj do kościoła polskiego. Pamiętam, jak ksiądz na nieszporach intonował suplikację. Piękne słowa tej starej pieśni nabierały aktualności. Wojna, dopiero się zaczęła, groza niepewnego jutra wisiała w powietrzu.

Brat mój, Wacław, otrzymał dyplom lekarski w Odessie i został natychmiast zmobilizowany i wysłany na front, do kozackiego pułku, gdzie konno pełnił służbę lekarza. Uległ kontuzji na skutek wybuchu pocisku. Został przeniesiony do szpitala polowego w Barze na Ukrainie, tutaj odwiedził go nasz ojciec. Następnie przeniesiono Wacka do szpitala polowego w Podwołoczyskach.

Matka, korzystając, że jesteśmy w Kijowie, postanowiła go odwiedzić. Uzyskała przepustkę od władz wojskowych. Ojciec mnie przydzielił matce, jako towarzysza podróży i opiekuna. Na stacji w Podwołoczyskach, czekał na nas, zawiadomiony telegraficznie Wacek. Zaraz po przywitaniu, uprzedził nas, że szpital jest zakaźny, choleryczny. Nic to matkę nie obeszło. Weszliśmy do jego pokoju. Sypiał na rozkładanym łóżku polowym, a ściślej na noszach, mając pod głową parę tomów nut i jasiek.

Kochana nasza matka natychmiast weszła w porozumienie z ordynansem, który według jej wskazówek, przerobił nosze poszerzając obicie. Poszła do miasteczka, kupiła płótna, pierza, wzięła się do szycia i już na drugi dzień Wacek miał porządną poduszkę i jakie, takie spanie.

Dostaliśmy z matką pokój gościnny. Obiady jadaliśmy przy stole oficerskim, jako goście szpitala. Trzeba przyznać, że matka była wyróżniająco honorowana przez dowódcę i lekarzy. Obiady, były doskonałe. Pamiętam, oryginalny deser. Na stół wjeżdżała ogromna waza pełna kompotu z jabłek, gruszek i... rodzynek. Nakładano go łyżką wazową na głębokie talerze.

Wieczorami były koncerty, przeważnie popisy wokalne, z nieodłączną gitarą.

Wacek i koledzy jego, aby uchronić się od zarażenia, popijali co pewien czas spirytus zaprawiony środkami odkażającymi. W każdym pokoju lekarskim, stała taka butelka obok łyżka.

Po kilku dniach wyjechaliśmy z powrotem do Kijowa, by spotkać się z ojcem i siostrami.

I tym razem Niemcy zostali od Warszawy odparci. Sytuacja wojskowa wyjaśniła się na tyle, że powróciliśmy do Warszawy, z mocnym postanowieniem, powziętym przez rodziców, aby już nigdy więcej swego domu nie opuszczać, jaki by obrót wojna nie przyjęła.

A na wojnie, jak na wojnie, latem 1915 roku Niemcy rozpoczęli nową ofensywę. Tym razem, ojciec postanowił pozostać w Warszawie, tylko mnie jednego, wysłać do stryja Michała, do Odessy. Przewidywał bowiem wkroczenie Niemców do Warszawy i obawiał się o mnie, jako siedemnastoletniego chłopca.

Do Odessy pojechałem sam. Ojciec, ulokował mnie w przedziale II klasy. Pierwszy raz w życiu dostałem tyle pieniędzy. Za towarzyszkę podróży, miałem jakąś panię, francuskę. W Odessie czekał na mnie stryj Michał z synami i córką Milą. Od razu znalazłem się w rodzinie, w której znalazłem serce i opiekę, z którą miałem przeżyć całą wojnę.

5 sierpnia 1915 roku Niemcy wkroczyli do Warszawy.



przejdź do początku

Komentarze (0)


Jeszcze nikt nie skomentował tego rozdziału. Bądź pierwszy.

Dodaj komentarz

UWAGA! Jeśli posiadasz konto w serwisie zaloguj się. Ułatwisz w ten sposób identyfikację oraz skrócisz czas oczekiwania na pojawienie się Twojego komentarza.

Jeśli chcesz się skontaktować z redaktorami kroniki napisz wiadomość na kontakt@kronikatalikowskich.com



Pozostało ci 2000 znaków


przejdź do początku