Komunikat
Tłumacz stronę

Aby przetłumaczyć treść strony na inny język wybierz go z poniższej listy.

Jeśli chcesz się skontaktować z redaktorami kroniki wyślij wiadomość na: kontakt@kronikatalikowskich.com

Spis treści
Logowanie
ostatnia aktualizacja: 2010-08-29 16:25:10
Przejdź do komentarzy (0)
wielkość czcionki: A   A+   A++

Rozdział VI

Pułkownik Skrzyński

Był koniec roku 1917. Kapitan Stanisław Wilhelm Skrzyński [1], tworzył w okręgu odeskim polskie oddziały wojskowe. Janek Talikowski, Staś Myśliński i ja zapisaliśmy się na ochotnika do strzelców. Zaraz w początkach, po sformowaniu, oddział nasz otrzymał rozkaz opanowania koszar Sobańskich, przy ul. Greckiej, w których znajdowały się znaczne zapasy broni, amunicji i umundurowania, pozostawione przez armię carską, a strzeżone przez oddziały krasnoarmiejców. Akcja nasza polegała na przełamywaniu w razie konieczności siłą ich oporu. Powiodło nam się całkowicie, nasz oddział zajął koszary i składy, dzięki czemu dowództwo mogło, jako tako ubrać i uzbroić formujące się polskie oddziały, kilku rodzajów broni. Bezpośrednio podlegaliśmy kapitanowi Skrzyńskiemu, wchodząc nominalnie w skład armii gen. Dowbor-Muśnickiego [2].

Kapitan Stanisław Skrzyński, kilkakrotny kawaler krzyża św. Jerzego, najwyższego odznaczenia bojowego armii carskiej, pozbawiony prawej ręki późniejszy generał W.P. w Odrodzonej Polsce, był naszym ukochanym dowódcą. Wykazał ogromną odwagę, opanowanie i umiejętność postępowania, w tych trudnych dniach, z dowództwem wojsk rewolucyjnych, które aczkolwiek zezwoliło na formowanie się oddziałów polskich na południu Rosji, następnie jednak poczęło przejawiać w stosunku do nich niechęć, a nawet dopuszczać się aktów wrogich.

Rozeszła się pogłoska, że wszyscy wojskowi Polacy, zostaną aresztowani i internowani. Pamiętną pozostanie dramatyczna rozmowa kpt. Skrzyńskiego z delegatami Armii Czerwonej. Przybyli oni późnym wieczorem do "Domu Polskiego" w którym kwaterował kpt. Skrzyński i mieścił się Sztab Dowództwa Oddziałów Polskich.

Kpt. Skrzyński wyszedł do nich do hallu, ubrany we frencz oficerski z trzema krzyżami św. Jerzego na piersiach, z jedną ręką na czarnym temblaku, oparty na lasce. Rozmawiał z nimi z wysokości podestu schodów.

Delegaci krasnoarmiejców mieli zamiar aresztować kpt. Skrzyńskiego, sprawił on jednak na nich takie wrażenie, tak rozumnie i władczo do nich przemówił, tłumacząc, że Polacy walczą o swoją ojczyznę i nic ich nie obchodzą wewnętrzne sprawy Rosji - że zasalutowali i zaniechali pierwotnego zamiaru aresztowania, zobowiązując jednak Skrzyńskiego do zgłoszenia się w dowództwie krasnoarmiejców mieszczącym się na zakotwiczonym w porcie odeskim okręcie wojennym "Ałmaz".

Sama nazwa tego okrętu budziła strach, śpiewano o nim piosenkę rewolucyjną:

"Ech jabłoczko kuda ty kotiszsia,

Na Ałmaz popadiosz, nie worotiszsia"

Było to coś, co można by tylko porównać z rozkazem zameldowania się w 1940 roku w Alei Szucha w Gestapo. Na tym okręcie bowiem urzędował permanentnie Sąd Wojenny. Opowiadano, że nurek, który po zajęciu Odessy przez wojska austryjackie, opuścił się na dno morza pod okrętem - zwariował. Dokoła bowiem kadłuba statku, stała na dnie armia oficerów, ofiar trybunału rewolucyjnego, z balastem, uwiązanym do nóg i kołysała się rytmicznie. Ten rodzaj śmierci, stosowano na "Ałmazie".

Kapitan Skrzyński nie uląkł się, pojechał na "Ałmaz" i... wrócił szczęśliwie. Ocaliła go pewność siebie, wymowa i wiara w służbę Ojczyźnie. Razem z nim wówczas pojechał adiutant /bodajże Ścibor Marchocki/ oraz sierżant Szymański, późniejszy właściciel "Savoy`u" w Warszawie. Wszyscy oni po powrocie do Polski zostali odznaczeni krzyżem Virtuti Militari. Staś Myśliński zajął się sprawą przyznania nam trzem Krzyża Niepodległośi za akcję w koszarach Sobańskich.

Pułkownik Skrzyński, wówczas już generał, przyjął nas ze Stasiem w swoim mieszkaniu w Warszawie, poświadczył prawdziwość złożonego przez nas wniosku i poparł swoją opinią. Sprawa utknęła jednak w M.S.Wojsk [3]. Pierwszeństwo miały wnioski legionistów i działaczy sanacyjnych. Oddziały Polskie na Wschodzie nie cieszyły się uznaniem piłsudczyków, a żaden z nas przecież nie należał do B.B.W.R. [4]. Sprawa, jak powiadam utknęła, a po tym przyszły inne wypadki i przestałem się nią interesować.

Chcę tu jeszcze wspomnieć o moich odeskich węzłach koleżeńskich. Z kolegów szkolnych, Polaków, zaprzyjaźniłem się ze Stasiem Sankowskim, synem pianistki i uzdolnionym pianistą. Nieraz prosiłem go do domu stryjostwa, żeby mi coś zagrał. Zwłaszcza utkwiła mi w pamięci w jego wykonaniu "Wiosna" Sindinga. Miły był mi Czesio Dębicki, spokojny Ursus, niebywale silny, na gimnastyce zawsze był podstawą piramidy, wreszcie zrównoważony, uczynny Stefan Okiński, no i serdeczny druh Antoś Śniegocki.

Z Rosjan przyjaźniłem się z Jurką Pierebiejnosowym, synem generała a bratem bardzo miłej Wieroczki. Był on zakochany i prawie narzeczony panny Niny Walter. Przez niego zostałem wprowadzony do ekskluzywnego i wysoce kulturalnego domu Walterów. Ojciec był profesorem diagnostyki na uniwersytecie moskiewskim i rzadko przebywał w Odessie z rodziną. W domu, prócz p. Walter, z pochodzenia Niemki był jeszcze syn Wasia, student, z którym się serdecznie zaprzyjaźniłem. Kilka razy w tygodniu spotykaliśmy się z kolegami w "osobniaku" Walterów. W salonie, w wygodnych fotelach, przy marmurowym kominku czytaliśmy głośno poezje awangardowe i dyskutowali. W naszych zebraniach, prócz rodzeństwa Walterów, Żorża Grycewicza i Jurki Pierebejnosowa uczestniczyła nie raz matka p. Walter, osoba o zupełnie młodzieńczym usposobieniu, obdarzona pięknym głosem. Śpiewała nam romanse Wertyńskiego.

Rzecz charakterystyczna, w tych wszystkich domach, nie zwracano się do mnie zwyczajem rosyjskim "po imieni otczestwu", lecz per "pan Stefan", jakby pragnąc tym zwrotem zaakcentować, że szanują moją odrębność narodową i kulturalną.



przejdź do początku

Przypisy i rozwinięcia encyklopedyczne

  • [1] - Skrzyński Stanisław Wilhelm - /1877 - 1935/, kapitan rezerwy piechoty, organizator i d-ca oddziałów WP w Odessie w grudniu 1917 i 1918, w 1920 oddziałów warszawskich WP idących na odsiecz Lwowa, d-ca II Brygady Piechoty i Dywizji Strzelców Wielkopolskich, generał brygady, w 1927 w stanie spoczynku, kawaler Krzyża Virtuti Militari, Krzyża Niepodległości i 4 razy Krzyża Walecznych, zmarł w Warszawie i pochowany na cmentarzu Stare Powązki.

przejdź do początku

Komentarze (0)


Jeszcze nikt nie skomentował tego rozdziału. Bądź pierwszy.

Dodaj komentarz

UWAGA! Jeśli posiadasz konto w serwisie zaloguj się. Ułatwisz w ten sposób identyfikację oraz skrócisz czas oczekiwania na pojawienie się Twojego komentarza.

Jeśli chcesz się skontaktować z redaktorami kroniki napisz wiadomość na kontakt@kronikatalikowskich.com



Pozostało ci 2000 znaków


przejdź do początku