Komunikat
Tłumacz stronę

Aby przetłumaczyć treść strony na inny język wybierz go z poniższej listy.

Jeśli chcesz się skontaktować z redaktorami kroniki wyślij wiadomość na: kontakt@kronikatalikowskich.com

Spis treści
Logowanie
ostatnia aktualizacja: 2010-08-30 09:51:22
Przejdź do komentarzy (0)
wielkość czcionki: A   A+   A++

Rozdział VII

Chrzest Jasia

15 listopada 1919 roku, urodził się Władkom syn, Jan-Władysław. Z uwagi na srogą zimę, ojciec mój uzyskał zezwolenie Kurii Arcybiskupiej na dopełnienie obrzędu chrztu w mieszkaniu. Uroczystość ta odbyła się w salonie Władków na Elektoralnej. Chrztu udzielił zaprzyjaźniony z ojcem, ksiądz prałat Feliks Puchalski, dziekan warszawski.

Po środku salonu, ustawiony był stolik, nakryty haftowaną serwetą, z krucyfiksem srebrnym z sypialni rodziców i dwoma zapalonymi kandelabrami. Stał na nim talerzyk z wodą święconą i kropidło.

Półkolem ustawili się rodzina i zaproszeni goście w wieczorowych strojach. Kiedy ks. Puchalski, przy pomocy kościelnego, ubrał się w komżę i stułę, z sypialnego pokoju weszli rodzice chrzestni niosąc w poduszce, tonącego w haftach i koronkach Jasia. Rodzicami chrzestnymi byli moja matka i p. Michał Sas Jaworski z Międzyrzeca. Po zakończeniu ceremonii chrztu i po wręczeniu upominków przez rodziców chrzestnych i przyjaciół, odbyło się przyjęcie z zachowaniem całego splendoru okolicznościowego. Po kolacji tańczyliśmy do rana, były lody i dużo, dużo wina.

Matka moja służącym Jadzi do pomocy posłała swoje. W ten tylko sposób można było podołać niezliczonej ilości zmian talerzy i nakryć, jaka następowała po każdym daniu, rzecz nie do pomyślenia w dzisiejszych warunkach.

Jednym słowem, wyjeżdżając w 1915 roku, miałem na Elektoralnej tylko jeden dom rodzinny, obecnie miałem już dwa, bowiem jako student, zamieszkałem u Jadzi we własnym pokoju, przeze mnie i według mego gustu umeblowanym. Stołowałem się o piętro niżej u rodziców, gdzie znów miałem Genię.

Wieczorami, prawie codziennie, gdy rodzie poszli już spać, Genia i ja szliśmy "na górę" do Władków i gawędziliśmy do późnej nocy. Zdarzało się, że Władkowie leżeli już w łóżkach, wówczas z Genią siadaliśmy obok i omawiało się wszystko po kolei, wyrównując rozłąkę i stracone lata wojny.

Kiedy indziej, gdy przyjechała kuzynka Jadzia Cieślewska z Piotrkowa i był Staś Myśliński, który przez pewien czas po powrocie z Rosji mieszkał gościnnie u mnie, albo trafił się jeszcze ktoś z młodych, Władek wyciągał wino.

Ojciec jego, jak wspomniałem, miał reprezentację na Rosję szampana "Greno et Co" w składach konsygnacyjnych na Lesznie. Trafiały się tzw. braki, kiedy np. na skutek nieszczelności korka, lub nieuwagi przy napełnianiu, butelka "nie trzymała miary", chociaż wino nic nie traciło na wartości. Te właśnie braki, Władek z Leszna przewiózł do piwnicy na Elektoralną.

Wówczas przy winku, albo tańczyliśmy, albo graliśmy w karty w kinga. Były to najmilsze wieczory w moim życiu. Byłem szczęśliwy.



przejdź do początku

Komentarze (0)


Jeszcze nikt nie skomentował tego rozdziału. Bądź pierwszy.

Dodaj komentarz

UWAGA! Jeśli posiadasz konto w serwisie zaloguj się. Ułatwisz w ten sposób identyfikację oraz skrócisz czas oczekiwania na pojawienie się Twojego komentarza.

Jeśli chcesz się skontaktować z redaktorami kroniki napisz wiadomość na kontakt@kronikatalikowskich.com



Pozostało ci 2000 znaków


przejdź do początku