Komunikat
Tłumacz stronę

Aby przetłumaczyć treść strony na inny język wybierz go z poniższej listy.

Jeśli chcesz się skontaktować z redaktorami kroniki wyślij wiadomość na: kontakt@kronikatalikowskich.com

Spis treści
Logowanie
ostatnia aktualizacja: 2010-08-31 13:56:10
Przejdź do komentarzy (0)
wielkość czcionki: A   A+   A++

Rozdział VII

Resursa

Klubem ojca była Resursa Obywatelska przy Krakowskim Przedmieściu. Dni klubowe wtorki i czwartki. Z czasem został ojciec honorowym członkiem tego klubu.

Ileż wspomnień wiąże się dla mnie z Resursą, poczynając od lat dziecięcych aż do wybuchu drugiej wojny światowej.

Na wszystkie uroczystości narodowe i pochody, pragnąc uniknąć tłoku a nam dzieciom je pokazać, ojciec prowadził nas do Resursy. Stamtąd, zimą przez okna, latem z tarasu przyglądaliśmy się tym uroczystościom. Pamiętam w 1923 roku, kiedy prezydentem Rzeczypospolitej wybrany został Stanisław Wojciechowski – obserwowaliśmy z tarasu Resursy przebieg procesji Bożego Ciała, która jak zapowiadano, miała się odbyć niezwykle uroczyście.

Trzeba przyznać, że takiej procesji, już później Warszawa nie widziała. Prezydent, rząd, wojsko, korpus dyplomatyczny w gali. Prezydent Wojciechowski wraz z domem cywilnym i wojskowym, postępował za baldachimem, w czarnym sakpalcie i w cylindrze, o antycznym kształcie "bolivara", zawadiacko, zsuniętym na tył głowy.

Przy każdym ołtarzu, podczas ewangelii, słychać było gromkie komendy "prezentuj broń". Wojsko oddawało salwę honorową z karabinów. Nie kończące się węże księży i zakonników, nieprzebrane tłumy zalewały po brzegi Krakowskie. Wszystko to razem wzięte, przypominało trochę ... Hiszpanię.

Resursa – pierwsze bale matki, Juli, Jadzi, Geni. Karety, wachlarze, rękawiczki glacé, wzruszenie te same u wnuczek, co u babek. Panowie tworzyli koło po środku sali, trzymając pod pachą szapoklaki, panie, zajmowały miejsca na kanapkach wokół sali.

Później i ja zdobywałem ostrogi karnawałowe, na górnej, białej sali. Wiele nocy tam przetańczyłem z żalem patrząc na świt, zaglądający do okien.

Z czasem, kiedy weszły w modę dansingi, tańczono w dni klubowe na sali restauracyjnej, na dole.

Dyrektor klubu p. Gnatowski, zawsze w tużurku lub w żakiecie, uśmiechnięty, witał przybyłych w hallu.

Cóż to były za miłe kolacje w rodzinnym gronie, w przebudowanej po pierwszej wojnie sali restauracyjnej. Na lewo od niej był bufet, gdzie panowie na stojący kropili sobie koniaczki, na prawo sala do gry skąd prowadziły schody na tzw. "górkę" /saloniki do gry w hazard/ i do mieszkania dyrektora.

Resursa w tych latach miała oryginalną wentylację: w otwartych wentylatorach palił się płomieniem gaz, co miało przyśpieszać cyrkulację powietrza.

Po każdych wyborach i przy innych okazjach, tutaj w restauracji klubowej, ojciec wydawał kolację dla Zarządu Banku i przyjaciół. Trunki, a zwłaszcza wina, sprowadzone przez klub, miały ustalone ceny klubowe. Członkowie nie mieli tu własnych win, jak to miało miejsce w Resursie Kupieckiej na Senatorskiej, gdzie każdy członek na żądanie otrzymywał w piwnicy klubowej własną, zamykaną szafkę. W czasie kolacji, mógł dać kluczyk starszemu kelnerowi, który przynosił z piwnicy żądane wino.

W Resursie Obywatelskiej służba nosiła na codzień czarne fraki, na uroczyste dni natomiast, granatowe surduty, z amarantowymi wyłogami i srebrnymi guzikami. W Kupieckiej kelnerzy nosili do fraka czarne, krótkie spodnie i czarne pończochy.

Obywatelska miała zasobną bibliotekę, przy sali balowej dwa boczne salony, w których panie odpoczywały, nie chcąc pozostać na kanapkach na sali. Był nadto gabinet, tzw. Mickiewicza z olejnym portretem wieszcza. Ostatnio, na parterze urządzono salę na prywatne bankiety..

Corocznie odbywał się bal klubowy, dla członków ich rodzin i wprowadzonych gości. Wielka, niecierpliwie oczekiwana impreza reprezentacyjna. Wszystkie panie przy wejściu otrzymywały żywe kwiaty. Bal ten rozpoczynał się polonezem, który prowadził prezes honorowy Adam hr Zamojski, w późniejszych latach ambasador Francji p. Noel, członek honorowy klubu.

Bale te były istną rewią toalet, kosztownych futer i klejnotów. Przy kolacji nastrój beztroski – kanonady szampana.

w dni klubowe – wtorki, czwartki, soboty, sala balowa I-go piętra zastawiona bywała stolikami do winta i preferansa, z czasem do bridge΄a.

Zamożność i styl życia klubu z biegiem lat stawał się coraz skromniejszy. Na miejsce zamożnych kupców i fabrykantów, którzy lubieli /pis. org./ dobrze zjeść i być dobrze obsłużeni – członkami klubu zostawała inteligencja, jak dziś mówimy "pracująca", czyli urzędnicza. Różni dyrektorzy i radcowie ministerialni i "doktorzy" galicyjscy. Taki pan, wykłócał się w bridge΄u jak przekupka, po tym wypił szklankę herbaty przy stoliku i nawet nie zajrzał do sali restauracyjnej. Cóż – czasy się zmieniły.

W ostatnich latach życia, ojciec już rzadko chodził do Resursy, również rzadko urządzał u siebie karty na dwa – trzy stoliki, jak to dawniej bywało. Ustalił się natomiast zwyczaj piątków preferansowych w domu.

Wieczorem przychodził Mundek i Władek, jeżeli nadszedł Lolek Schatzschnejder [1], albo przyjechał z Kutna Wacek, graliśmy w piątkę z wychodzącym. Stolik stał w jadalni przy otomanie, ojciec zwykle w ciepłym szlafroku. Graliśmy do dwunastej – pierwszej w nocy. Matka ,Genia i Julek kładli się już spać.

Po skończonej grze, ojciec wyciągał z kredensu karafkę z wódką, zaś z dresuaru zakąskę, którą przezornie matka naszykowała. Ojcu te piątki sprawiały widoczną przyjemność, był zawsze w humorze, a już szczególnie cieszył się, jak z apetytem opróżnialiśmy karafkę i tackę z zakąskami.



przejdź do początku

Komentarze (0)


Jeszcze nikt nie skomentował tego rozdziału. Bądź pierwszy.

Dodaj komentarz

UWAGA! Jeśli posiadasz konto w serwisie zaloguj się. Ułatwisz w ten sposób identyfikację oraz skrócisz czas oczekiwania na pojawienie się Twojego komentarza.

Jeśli chcesz się skontaktować z redaktorami kroniki napisz wiadomość na kontakt@kronikatalikowskich.com



Pozostało ci 2000 znaków


przejdź do początku