Komunikat
Tłumacz stronę

Aby przetłumaczyć treść strony na inny język wybierz go z poniższej listy.

Jeśli chcesz się skontaktować z redaktorami kroniki wyślij wiadomość na: kontakt@kronikatalikowskich.com

Spis treści
Logowanie
ostatnia aktualizacja: 2010-08-31 14:51:50
Przejdź do komentarzy (0)
wielkość czcionki: A   A+   A++

Rozdział VII

Witos

Z okazji wizyty rumuńskiej pary królewskiej, odbyło się w Operze Warszawskiej galowe przedstawienie. Uzyskałem dwa bilety do krzeseł i poszliśmy z Genią. Wielka reprezentacja, wieczorowe stroje, ordery. W loży rządowej, urządzonej na wprost sceny, zasiadł prezydent Wojciechowski z małżonką, król Ferdynand i królowa Mary.

Prezydentowa w sukni atłasowej "ivoire", miała za całą biżuterię sznureczek pereł na szyi. Natomiast królowa Mary, ubrana była w strój uderzający swą monarszą pretensjonalnością. Jakieś dwubarwne draperie, spięte na ramieniu broszą brylantową, sznury pereł na szyi, diadem brylantowy we włosach itd.

Król Ferdynand wystąpił w mundurze wojskowym. W antrakcie, widownia stała zwrócona twarzą w stronę loży prezydenckiej, dopiero z chwilą zgaszenia świateł, każdy zajmował swoje miejsce. Wszystkich zaciekawiało w jakim stroju wystąpi premier Wincenty Witos, jak ten człowiek wybrnie z sytuacji, przecież fraka dla króla nie włoży, a znów w codziennym stroju nie wystąpi, był na to zbyt wyrobionym dyplomatą.

Witos poradził sobie znakomicie. Włożył ciemno-granatową czamarę z czarnym szamerowaniem, rozpiętą, na kamizelce wielka wstęga orderu Orła Białego, kołnierzyk koszuli, spięty przy szyi koralem, buty wysokie, lakierowane.

Trzeba przyznać, wyglądał dostojnie i z godnością reprezentował zarówno swój wysoki urząd, jak i Lud Polski, którego był rzecznikiem.

Na temat pobytu rumuńskiej pary królewskiej krążyły po Warszawie przeróżne dowcipy, ten, który powtórzę, podobno opisuje prawdziwą sytuację. Otóż mówiono, że kiedy królowa i p. Wojciechowska udały się na przejażdżkę samochodem w okolice Wilanowa, towarzyszył im pułkownik Wieniawa-Długoszewski, za którego pośrednictwem panie miały się porozumiewać.

W samochodzie, dłuższy czas panowało milczenie. Wreszcie, kiedy mijano las Kabacki, królowa odzywa się "jaki piękny las", na to Wojciechowska pyta Wieniawy "co ona mówi". Kiedy Wieniawa przetłumaczył, Wojciechowska konkluduje: - "no cóż, las, jak las". I znów cisza.

Miał Wieniawa nie lada kłopot z tłumaczeniem takiej konwersacji, jego takt i zdolności literackie, odegrały w tym niewątpliwie niemałą rolę.

Drugi raz widziałem Witosa w 1931 r. na procesie brzeskim. Siedział na ławie oskarżonych, pierwszy od stołu sędziowskiego. W ciemnym ubraniu, w koszuli z kołnierzykiem, bez krawata, w długich butach.

Zachowywał jakąś jakby obojętność na wszystko, co się dookoła niego działo.

Wreszcie, przyszła chwila składania przez niego wyjaśnień. Wstał, głosem spokojnym nie ujawniającym żadnych uczuć, opowiadał o swym pobycie w Brześciu. Na sali panowała grobowa cisza, wszyscy z zapartym oddechem słuchali jego słów.

Kiedy wypowiedział zdanie: wreszcie nadszedł dzień, kiedy do celi mojej wszedł mistrz z czeladnikami..." przewodniczący Hermanowski nerwowo nie wytrzymał, przerażony tym co dalej może nastąpić, przerwał mu, nie dał dokończyć zdania. Myśmy zrozumieli wszystko. "Mistrzem", dawniej nazywano kata. Wszedł Kostek-Biernacki z oprawcami...

Witos mówił, tak spokojnie jakby ta straszliwa opowieść nie jego dotyczyła. Był równie godny i dostojny, jak wówczas, kiedy pierś jego zdobiła wielka wstęga Orła Białego.

Komplet sądzący składał się z przewodniczącego Hermanowskiego oraz sędziów: Rykaczewskiego i Leszczyńskiego.

Podium sędziowskie przedstawiało niezwykły widok. Za fotelami sędziów ustawiono drugi rząd foteli, na których zasiedli przedstawiciele Ministerstwa Sprawiedliwości, prezesi sądów, prokuratury itd.

Obecność tych panów miała oddziaływać sugestywnie na sędziów. Dzięki przyjacielowi memu adwokatowi Januszowi Olchowiczowi, przedstawicielowi Redakcji Kuriera Warszawskiego, siedziałem przy stole sprawozdawców sądowych na wprost ławy oskarżonych.

Kiedy stało się wiadomym, że sędzia Leszczyński złożył od wyroku skazującego votum separatum, tegoż wieczoru poczęły napływać do jego mieszkania dziesiątki koszy kwiatów, od stronnictw i działaczy politycznych oraz wybitnych przedstawicieli społeczeństwa. Mówiono, że ilość koszy i wiązanek, dosięgła setki.



przejdź do początku

Komentarze (0)


Jeszcze nikt nie skomentował tego rozdziału. Bądź pierwszy.

Dodaj komentarz

UWAGA! Jeśli posiadasz konto w serwisie zaloguj się. Ułatwisz w ten sposób identyfikację oraz skrócisz czas oczekiwania na pojawienie się Twojego komentarza.

Jeśli chcesz się skontaktować z redaktorami kroniki napisz wiadomość na kontakt@kronikatalikowskich.com



Pozostało ci 2000 znaków


przejdź do początku