Komunikat
Tłumacz stronę

Aby przetłumaczyć treść strony na inny język wybierz go z poniższej listy.

Jeśli chcesz się skontaktować z redaktorami kroniki wyślij wiadomość na: kontakt@kronikatalikowskich.com

Spis treści
Logowanie
ostatnia aktualizacja: 2010-08-31 16:18:38
Przejdź do komentarzy (0)
wielkość czcionki: A   A+   A++

Rozdział VIII

Aplikacja sądowa i adwokacka

Studia prawnicze ukończyłem w 1926 r. W okresie aplikacji sądowej przeszedłem praktykę w Sądzie Grodzkim na Długiej, w wydziałach cywilnym i karnym Sądu Okręgowego, w Sądzie Apelacyjnym, w hipotece, prokuraturze, wreszcie u sędziego śledczego do spraw szczególnej wagi, Jerzego Luksemburga. Przez cały okres aplikacji czynny byłem w organizacjach zawodowych. Byłem więc członkiem Zarządu Zrzeszenia Aplikantów Sądowych i Adwokackich w Warszawie, później członkiem Rady Naczelnej Związku Zrzeszeń Aplikantów Sądowych i Adwokackich R.P., członkiem Stałej Delegacji Zrzeszeń i Instytucji Prawniczych, wreszcie sekretarzowałem w Komisji Kodyfikacyjnej R.P. Jeżeli do tego dodać normalne zajęcia w sądzie i w kancelarii patrona, to trzeba przyznać, że miałem czas dobrze wypełniony. Ale co to znaczy młodość. Poza pracą zawodową i społeczną - bawiłem się. Urządzaliśmy co tydzień wieczorki taneczne w Zrzeszeniu. Bywałem na nich z Genią, czasami z Władkami. Uchodziłem za dobrego tancerza, toteż czynny byłem we wszystkich imprezach, organizowanych przez nasze Zrzeszenie, a zwłaszcza na tradycyjnych balach Młodego Prawnika. Bale te należały do najlepiej zorganizowanych i miały niebywałe powodzenie w najlepszych sferach towarzyskich Warszawy. Bilety były rozchwytywane, trzeba było o nie zawczasu zabiegać. Na zaproszeniach z listą gospodarzy, widniała winieta, przedstawiająca Temidę. Wykonał ją bezinteresownie dla Zrzeszenia w kliszy cynkograficznej, na moją prośbę Lolek Schatzschnejder [1]. W tych latach z kolegów moich współpracowali w Zrzeszeniu: Janina Sokołowska, Janina Kochańska, Mieczysław Szymański, Wacław Tyrchowski, Eugeniusz Ernst, Bronisław Winnicki, Jan Malewicz, Ludwik Kwiatkowski, Mieczysław Siewierski, Stanisław Peszyński, Bolesław Chruścielewski, Jan Szmurło i inni.

Żyliśmy ze sobą zgodnie i serdecznie, korzystając z życzliwego poparcia starszych kolegów, zarówno z adwokatury, jak i sądownictwa.

Mieliśmy miły dawny lokal klubowy Koła Prawników przy pl. Dąbrowskiego, gdzie się grywało w brydge΄a i baka i piło dobre wina francuskie, po godziwych cenach klubowych.

Pamiętam, jednego takiego baka, graliśmy w Klubie Łowieckim na Nowym Świecie. Karta szła mi wyjątkowo. Któryś z kolegów, patrząc na moją wygraną, dowcipkował głośno: "a Stefan dziś stawia", rzeczywiście wygrałem dużo. Kiwnąłem na kelnera i kazałem zamrozić dwie butelki szampana. Nim się guzdrała z tym uporał, i wreszcie rozlał do kieliszków - z wygranej nic nie zostało, ledwo starczyło swoich na zapłacenie rachunku. Graliśmy jednak stale w kółku serdecznych kolegów i w zasadzie wpadki remisowały się.

Po zdaniu egzaminu sądowego z wyróżnieniem, rozpocząłem aplikację adwokacką. Patronem moim był początkowo wice dziekan Rady Adwokackiej adw. Zygmunt Nagórski, następnie już do końca aplikacji adw. Kazimierz Głębocki, były profesor prawa rzymskiego na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie, delegat specjalny Ministerstwa Sprawiedliwości do Komisji Kodyfikacyjnej.

Jak wspomniałem, byłem członkiem Stałej Delegacji Zrzeszeń i Instytucji Prawniczych i w tym charakterze, dzięki poparciu patrona, wprowadzony zostałem razem ze Stasiem Peszyńskim do Komisji Kodyfikacyjnej, gdzieśmy sekretarzowali na posiedzeniach sekcji prawa cywilnego i handlowego.

Prezesem Komisji Kod. był wówczas prezes Sądu Najwyższego Bolesław Pohorecki, vice-prezesem Stanisław Bukowiecki, sekretarzem biura p. Wanda Żalińska, późniejsza żona rejenta Czerny΄ego. Sekretarzem generalnym prof. E. St. Rapaport. W Stałej Delegacji wyróżniał nas i protegował prof. Rapaport.

W czasie Międzynarodowego Zjazdu Prawników czynni byliśmy w Komitecie Zjazdu komisji organizacyjnej. Prof. Rapaport, będąc wice-prezesem Międzynarodowego Stowarzyszenia Prawa Karnego, miał w organizacji zjazdów duże doświadczenie. Pragnąc zapewnić naszemu Zjazdowi powodzenie, nalegał aby na zaproszeniach koniecznie dopisać "Chambres gratuitment reserve" - wiedząc, że ten prozaiczny wzgląd daje dobre wyniki, nie zawsze bowiem wysokie stanowiska idą w parze z zarobkami.

Wspólnie z panią W., delegowaną z M.S.Z., jako instruktorką protokołu dyplomatycznego, przygotowaliśmy uroczyste posiedzenie w auli uniwersytetu, a następnie reprezentacyjny bankiet w połączonych salach hotelu Bristol. Na drzwiach sali bankietowej, wywieszony był plan stołu, na którym imiennie zaznaczono miejsca uczestników.

Przybyła elita prawnictwa europejskiego. Na bankiecie przemawiał Ignacy Daszyński, ówczesny marszałek Sejmu. Odpowiadał w imieniu gości Prezes Trybunału Administracyjnego w Paryżu, prof. Barthelemi. Był to turniej krasomówstwa na skalę międzynarodową.

Na zamknięciu Zjazdu, w sali Uniw. Warsz. prof. Lutostański wyraził mnie i Stasiowi Peszyńskiemu imienne podziękowanie za trudy, związane z doskonałym wykonaniem zadań organizacyjnych Zjazdu.

Prof. Rapaport, sekretarz Gen. Komisji Kodyfikacyjnej, był postacią nader popularną w ówczesnym świecie prawniczym, miał jednak i w aparycji i w sposobie bycia, ba, nawet w głosie coś groteskowego. Pamiętam raut w Ministerstwie Sprawiedliwości, wydany w roku 1927 przez Ministra Meysztowicza dla Marszałka Piłsudskiego.

Minister Meysztowicz wraz z małżonką, pełnili honory domu w świeżo odrestaurowanym pałacu Raczyńskich na Długiej, gdzie wówczas mieściło się Ministerstwo Sprawiedliwości.

Mój patron adw. Głębocki, przedstawił mnie p.p. Neysztowiczom w ich prywatnych apartamentach.

W oświetlonych a giorno salonach, pamiętających ponoć Napoleona i p. Walewską, zebrali się już zaproszeni goście. Stroje balowe, zbliżał się czas przyjazdu Marszałka. W pewnej chwili, ktoś spowodował poruszenie przy drzwiach głośną rozmową.

Wszystkie głowy zwróciły się w stronę drzwi, w których, po chwili, zamiast spodziewanego Marszałka, ukazał się maleńki Rapaport z wspartą na jego ramieniu małżonką. Miał na sobie niezliczoną ilość orderów, w tym komandorię wszystkich państw bałtyckich oraz Rumunii, które zakrywały mu całkowicie gors koszuli. Wszedł pewnie, okiem krótkowidza rozglądając się po sali i nie zdając sobie sprawy z wesołości, jaką swym niespodziewanym, a spóźnionym nieco pojawieniem się i osobą - wywołał.

Wreszcie z prywatnych pokoi p.p. Meysztowiczów, łączących się z salonami recepcyjnymi Ministerstwa, dano znać, że Marszałek już wyjechał. Minister Meysztowicz postanowił powitać go z zachowaniem magnackiego ceremoniału "z kandelabrami".

Przy drzwiach wejściowych do pałacu, w przedsionku stanęło dwóch lokajów z zapalonymi kandelabrami, w głębi oczekiwał Minister z podsekretarzami stanu.

Po przywitaniu Marszałka przez Ministra, lokaje z kandelabrami ruszyli po schodach przodem towarzysząc Marszałkowi i Ministrowi.

Przy wejściu na salę, ustawili się po bokach drzwi. To właśnie, nazywa się "powitanie z kandelabrami". Zgromadzeni w pierwszym salonie goście, ustawili się półkolem, panie w pierwszym rzędzie, pozostawiając wolne przejście do następnego salonu tzw. białej sali.

Marszałek wolnym krokiem, uśmiechnięty przeszedł przed frontem zebranych gości, kłaniając się. Panie wykonywały głęboki ukłon, jak na dworskim przyjęciu. Co ciekawe, że wszystko to odbyło się odruchowo samo z siebie, nikt nikomu nie kazał się ustawiać, ani kłaniać, po prostu, jakiś atawizm, wywołany sytuacją.

W białej sali, czekał już Kardynał Kakowski i szereg dygnitarzy z ambasad. Po krótkim "cercle" rozpoczął się koncert.

Skoro jestem przy Ministerstwie, to wspomnę zdarzenie, jakie mi się tam przytrafiło, zimą 1928 roku na balu, wydanym przez Ministra Sprawiedliwości. Jeszcze urzędował Meysztowicz, ale już się mówiło o Carze, jako następcy. Otrzymałem zaproszenie z Komisji Kodyfikacyjnej dla siebie z rodziną. Była Genia, Władkowie i brat mój inż. Edmund. Zebranie to miało charakter spotkania towarzyskiego świata prawniczego i politycznego.

Bufet z Prezydium Rady Ministrów i świetna orkiestra sprzyjały wytworzeniu się nastroju kordialnego.

Rozmawiałem z Ministrem Carem o moim szwagrze Józefie Sokolewiczu, a jego uniwersyteckim koledze z Odessy. Staliśmy w drzwiach białej sali. Wtedy właśnie zaproponował mi przystąpienie do stronnictwa B.B.W.R. [2].

Nigdy z tej propozycji nie skorzystałem, ale wówczas sam fakt poruszył mnie do żywego. Zacząłem się zastanawiać i konfrontować swoje postępowanie czy czasami nie dałem powodów ku temu. Uspokojony wewnętrznie, miałem się jednak od tej pory na baczności.



przejdź do początku

Przypisy i rozwinięcia encyklopedyczne

  • [2] - Bezpartyjny Blok Współpracy z Rządem, polityczne ugrupowanie sanacyjne (1928-35); skupiało zwolenników rządów silnej ręki J. Piłsudskiego: konserwatystów, część prawicy, Partię Pracy, Związek Naprawy Rzeczpospolitej, grupy rozłamowe z PPS, z NPR i ze stronnictw chłopskich; program BBWR zapowiadał wzmocnienie władzy wykonawczej i niezależność prezydenta od izb ustawodawczych; w wyborach do sejmu 1930, uzyskał, wskutek nacisku aparatu administracji państw., większość mandatów (55,6%), tworząc najsilniejsze ugrupowanie polit. w sejmie; czołowi działacze: W. Sławek (prezes), J. Jędzejewicz, A. Koc, B. Miedziński, J. Radziwił; po śmierci J. Piłsudskiego rozwiązane na skutek wew. tarć; próbą kontynuacji BBWR był Obóz Zjednoczenia Narodowego (OZN) /przypis redakcyjny utworzono zgodnie z treścią zawartą w Encyklopedii Powszechnej PWN wydanie trzecie 1983/

przejdź do początku

Komentarze (0)


Jeszcze nikt nie skomentował tego rozdziału. Bądź pierwszy.

Dodaj komentarz

UWAGA! Jeśli posiadasz konto w serwisie zaloguj się. Ułatwisz w ten sposób identyfikację oraz skrócisz czas oczekiwania na pojawienie się Twojego komentarza.

Jeśli chcesz się skontaktować z redaktorami kroniki napisz wiadomość na kontakt@kronikatalikowskich.com



Pozostało ci 2000 znaków


przejdź do początku