Komunikat
Tłumacz stronę

Aby przetłumaczyć treść strony na inny język wybierz go z poniższej listy.

Jeśli chcesz się skontaktować z redaktorami kroniki wyślij wiadomość na: kontakt@kronikatalikowskich.com

Spis treści
Logowanie
ostatnia aktualizacja: 2010-09-01 10:44:12
Przejdź do komentarzy (0)
wielkość czcionki: A   A+   A++

Rozdział VIII

Adwokatura

Latem roku 1931, zdałem egzamin adwokacki, również z wyróżnieniem.

Na uroczystej promocji w Sali Sądu Apelacyjnego w Warszawie, przewodniczył dziekan Rady Adwokackiej Jan Nowodworski. Za stołem komisja Egzaminacyjna, członkowie Rady Adwokackiej, prezes Sądu Apelacyjnego.

W pierwszym rzędzie na sali zasiedliśmy my, nowi adwokaci, w ciemnych garniturach, przepasani fioletowymi, morowymi wstęgami, na których widniała odznaka adwokacka: w wieńcu złotym, orzeł biały z koroną, emaliowany na czerwonym tle, pod nim na białej, emaliowanej wstędze, napis: "Ojczyzna, Honor, Prawo".

Na sali nasze rodziny, z mojej były Jadzia, Genia i Julek, bowiem rodzice przebywali w tym czasie na kuracji zagranicą.

Po przemówieniu dziekana i złożenia przez nas przyrzeczenia, zabrałem głos w imieniu nowych adwokatów, dziękując Radzie Adwokackiej i komisji egzaminacyjnej i wypowiadając przy tej okazji wiele pięknych zwrotów o godności zawodu adwokackiego, której strzec będziemy w naszej pracy, jak źrenicy oka itp. Mowę tę przygotowałem bardzo starannie, kosztowała mnie wiele nerwów, pierwszy raz bowiem w życiu przemawiałem przed takim audytorium.

Mój patron adwokat Głębocki, wzruszony, pośpieszył pierwszy złożyć mi gratulacje. Następnie "pozowaliśmy" do grupowego zdjęcia.

Wieczorem, w zarezerwowanej sali w hotelu "Polonia", na piętrze, odbył się bankiet wydany przez nas dla Rady i komisji egzaminacyjnej. Obowiązywał smoking. Siedziałem przy głównym stole i raz jeszcze przemawiałem.

O szczęśliwym wyniku egzaminu adwokackiego wysłałem depeszę do rodziców. Nadszedł expresem list pisany ręką ojca i zaadresowany: W.P. Mecenas Stefan Talikowski. Wpatrując się w jego pismo, czułem, jak ręka jego drżała ze wzruszenia. Między innymi pisał: "winszuję ci synu wyników, powiedz Geni, żeby ci kupiła na co masz chęć, a jak wrócimy, to się napijemy węgrzyna, za zdrowie p. mecenasa, Tatuś.

List ten przechowywałem, jak relikwie, jak błogosławieństwo - spłonął w Powstaniu.

Trzeba tu wyjaśnić, że na czas swej nieobecności, ojciec powierzał Geni administrację domu i wszelkie sprawy finansowe, Genia dla swej dokładności i bystrości była prawą ręką ojca.

Nic nie kupowałem, bo wszystko miałem, ale za to poszliśmy z Genią i Władkami na dansing do Adrii i Genia finansowała słony rachunek, dobrze zamrożony z udzielonego jej przez ojca szerokiego limitu.

No i założyłem sobie w mojej "Kancelarii", w mieszkaniu Jadzi, własny telefon nr 425-01.



przejdź do początku

Komentarze (0)


Jeszcze nikt nie skomentował tego rozdziału. Bądź pierwszy.

Dodaj komentarz

UWAGA! Jeśli posiadasz konto w serwisie zaloguj się. Ułatwisz w ten sposób identyfikację oraz skrócisz czas oczekiwania na pojawienie się Twojego komentarza.

Jeśli chcesz się skontaktować z redaktorami kroniki napisz wiadomość na kontakt@kronikatalikowskich.com



Pozostało ci 2000 znaków


przejdź do początku