Komunikat
Tłumacz stronę

Aby przetłumaczyć treść strony na inny język wybierz go z poniższej listy.

Jeśli chcesz się skontaktować z redaktorami kroniki wyślij wiadomość na: kontakt@kronikatalikowskich.com

Spis treści
Logowanie
ostatnia aktualizacja: 2010-11-21 12:19:15
Przejdź do komentarzy (0)
wielkość czcionki: A   A+   A++

Rozdział XI

Zbiory

Zaczęło się od "Starego Berlina", pary talerzy z ażurem, malowanych w tonacji szaro-karminowej, na jednym kwiat azalii, na drugim goździk, techniką miniaturową. Po nich przyszły inne: para miśnieńskich Marcolini "Mit dem blauen Band", to znów turkusowe, rosyjskie i tak powoli przechodziłem wszystkie stopnie wtajemniczenia, różne: koreanische, ostaziatische, i trockene Blumen /1745/ - aby wreszcie dojść do wspaniałych XVIII w. półmisków z przepiórkami, z rajskim ptakiem /Paradiser Vogel/ z czaplą, z Fligender Hundem i skończyć na cudach "chinoiserie" [1] z początków XVIII w. owych boolach, flakonach, cukierniczkach i filiżaneczkach. Po tym już tylko figurki.

Dzięki dr Jakubowi poznałem wyroby najcelniejsze owe "Schwanenservice" [2], "Sulkowski muster" i inne. Przyszedł czas i na smakoszowskie wyroby z początków manufaktury miśnieńskiej [10] - wyroby arkanistów [11] , kiedy to modelowano jeszcze z wzorów złotniczych. Mam do dziś taki jeden pucharek, przywieziony z piwnicy z Elektoralnej.

Z polskiej porcelany interesowały mnie Korce, zwłaszcza te "złote" ze względu głównie na swojskie motywy zdobnicze, owe kłosy czy urocze polne kwiatki.

Rodzina wkrótce poznała moje słabostki, kuzyni i kuzynki informowali mnie o różnych "okazjach". Tak, dzięki Mili Jakubowskiej, kupiłem w Warszawie od p. Jankowskiego, byłego konsula polskiego w Rosji, piękny posąg konny Augusta Mocnego [12] w porcelanie miśnieńskiej, malowany i złocony według modelu Kändlera /1752/. Ustawiłem go na dresuarze w jadalni w półkolu co najlepszych talerzy, wczesnych, saskich, dając mu po bokach dwa wazony Vieux Berlin z koziołkami, model Meyera, ślicznie zdobione złotem i miniaturowymi scenkami rodzajowymi. Na niższej półce dresuaru ustawiłem wazę XVIII w. miśnieńską z cytryną.

Na konsoli w jadalni stały dwa starofrancuskie wazony z białej porcelany z glazurą, z głowami starców i brzegiem szeroko złoconym dukatem. Dwie ściany zdobiła jeszcze kolekcja talerzy rozwieszonych wokół obrazów, przy czwartej ścianie stał kredens tzw. wielki, o trzech witrynach, po cztery półki każda, w którym miejsce znajdowały filiżanki i czareczki "chinoiserie" i różne cacka porcelanowe i stare srebro.

Porcelana użytkowa i bielizna stołowa zajmowały dół kredensu, czyli trzy komody.

A propos złocenia. P. Jakub Kleiman nauczył mnie rozpoznawać złocenia wczesne XVIII w., nakładane w ogniu złotem dukatowym, płatkowym, które nie wycierało się, a mogło najwyżej odprysnąć - od późniejszych, coraz lichszych pozłotek glanz vergoldungen, nakładanych na wyrobach XIX w.. Również on nauczył mnie prześwietlać porcelanę, aby ujawnić charakterystyczną "ospę" w masie porcelanowej, właściwość wczesnej produkcji, on wreszcie nauczył mnie sztuki rozpoznawania starych farb i owych bardzo wczesnych pomidorowych, jakie się spotyka na "chinoiserie" [1], albo emaliowej, opalizującej zieleni, wreszcie całego kolorytu typowego dla danej epoki. Poznałem różne rodzaje wycisków "gofrage" - gofraży, różne "Körbchen Muster", "Sulkowski Muster", "Osier Muster" itd. Doszedłem wkrótce do umiejętności określania wieku i fabryki wyrobu od jednego rzutu oka, bez potrzeby bliższych oględzin, właściwych początkujący zbieraczom.

Oddzielną pozycję, stanowiły w moich zbiorach filiżanki i kubki z miniaturowymi portretami sławnych ludzi, zwykle malowanymi techniką punktowaną "pointilles", przeważnie wyrób paryski Lafebvre, czy innych manufaktur paryskich, przedstawiające Napoleona, Kościuszkę, Poniatowskiego, Skrzyneckiego [13] i innych.

Jednocześnie z porcelaną rozmiłowałem się w starych świecznikach. Mówiło się, że tylko świecznik daje wnętrzu to ciepło, tonizujące całe antyczne urządzenie. Więc wypowiedziałem wojnę żarówko kulistym. Nabyłem od dra Kleimana świecznik z końca XVII w. dwukondygnacyjny z orłem Zygmuntowskim w koronie, zakończony pod kulą kiścią winogron w liściach, łącznie szesnastoświecowy.

Był to jeden z trzech świeczników sprzedanych w tych latach /1933-1938/ przez synagogę w Chmielniku w kieleckiem dla zdobycia środków na nakazaną przez władzę elektryfikację synagogi.

Jeden z tych świeczników nabył Zamek Warszawski, dla świeżo odrestaurowanej sali w gotyckiej części Zamku, drugi zakupił p. Kozłowski, dyrektor firmy "Spiess" wreszcie trzeci, bardzo piękny, nad którego sprzedażą najdłużej namyślała się synagoga - ja kupiłem.

Był dosyć drogi, bo kosztował 1 200 złotych. Toteż zdecydowaliśmy z Genią /bo ona jedna rozumiała i podzielała moją namiętność zbieractwa/, że nie pójdziemy tego roku na Sylwestra, który właśnie się zbliżał, lecz przeznaczymy te pieniądze na świecznik. Dlatego nazwaliśmy go Sylwester. Był bardzo ciężki, zawisł w jadalni na miejsce żyrandola z brązu złoconego o rysunku barokowym.

Wkrótce kupiłem jeszcze kilka świeczników: jeden 8-mio ramienny na łańcuchach, piękny w rysunku, do sypialni Geni, drugi do przedpokoju oraz dwie blachy XVII w. do jadalni.

I tu p. Jakub nauczył mnie odróżniać kolor stopu: od bladych, z dużą domieszką cynku, do cudownie złocistych "rothgusów". Umiałem sprawdzić, po technice odlewu, czy wszystkie części świecznika są autentyczne, odróżnić dorobione, sprawdzić gwinty ręcznie piłowane itd.

Z pamiątek narodowych kupiłem w tym czasie krzyżyk z Olszynki Grochowskiej [3], drewniany, oprawny w złoto ze stosownym napisem, oraz klamrę srebrną od pasa powstańczego, trybowaną w ornament wojenny z orłem.

W okresie okupacji, otworzyli antykwariaty panowie Krzysztof i Benedykt Tyszkiewiczowie: Krzysztof na Mazowieckiej, nieduży sklep w pobliżu pl. Napoleona, zaś Benedykt również na Mazowieckiej wielkie salony sztuki w Domu Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego. Kupiłem u nich wiele cennych rzeczy np. u p. Krzysztofa dwa holendry XVII w., na desce, Bloota, oraz dywan mostek XVIII w. w tonacji szafirowo-zielonej nader rzadkiej ze zwierzątkami, obrazek olej, XVIII w., prawdopodobnie francuski, pasterz i Diana, wreszcie ostatnio tuż przed Powstaniem, piękną miniaturę Marszałkiewicza. U p. Benedykta kupiłem cukierniczkę "chinoiserie" [1] oraz szereg starych dokumentów królewskich tudzież listów sławnych ludzi z tzw. teki Tyszkiewiczowskiej. Z p. Krzysztofem bardzośmy się zaprzyjaźnili, poznałem jego ojca. U niego również poznałem p. Massalską, przez którą nabyłem istne cymelia [14] bibliofilskie; miała ona bowiem powierzoną wyprzedaż kilku bibliotek prywatnych. Wiele wówczas nabyłem ze zbiorów na Kanonii. Pan Krzysztof początkowo zbierał talerze i porcelanę starofrancuską po tym jednak sprzedał je i przerzucił się na zbiór talerzy polskich. Wtedy to kupiłem od niego bezpośrednio, bądź przez p. Kleimana kilka paryskich Lefebvrów z miniaturowymi widokami lub scenami z polowania i bogatym, jak zawsze na tych talerzach złoceniem, oraz parę talerzy z miniaturami i motywami egipskimi na otoku. Były to talerze, malowane we Francji w pierwszych latach XIX wieku dla upamiętnienia wyprawy egipskiej Napoleona.

W okresie przedpowstaniowym, rozmawiałem z p. Krzysztofem o zabezpieczeniu zbiorów, powiedział mi wówczas "ja nic nie chowam i nie zabezpieczam, póki żyję chcę na to patrzeć i tym się cieszyć".

To jego stanowisko bardzo mi trafiło do przekonania, ja też tak czułem i postanowiliśmy z Genią nic nie chować i wszystkim się cieszyć. Pan Krzysztof Tyszkiewicz mieszkał w Rynku Starego Miasta, brał udział w Powstaniu, zginął przy wybuchu czołgu niemieckiego.

Podstępnie porzucony "Goliat" [4], wypełniony był paruset kg dynamitu, wybuch jego zmiótł z powierzchni ziemi setki otaczających go powstańców.

U dra Kleimana poznałem wielu ciekawych ludzi, historyków sztuki, kolekcjonerów, malarzy i tak: sędziwego p. Piotuch-Kublickiego, gen. Gąsiorowskiego [5] /zbierał broń/, inż. Wacława Brzozowskiego dyr. fabryki Quebracho na Powiślu, wielkiego anglomana, znawcę porcelany i dywanów wschodnich na miarę europejską, p. Grabowskiego, historyka sztuki, brata sędziego Sądu Najwyższego, /mieszkał on w Rynku Starego Miasta/, miał piękne zbiory, zwłaszcza kolekcję miniatur, i wielu, wielu innych, z których każdemu zawdzięczam jakąś ciekawą wiadomość czy wskazówkę, które uzupełniały moje wiadomości kolekcjonera.

Inż. Brzozowski, miał piękny dywan, roboty wschodniej, na którym były wyobrażone bukiety goździków ze wstęgami, traktowane naturalistycznie, rzecz nader rzadka w sztuce orientalnej. Ciemno-wiśniowe tło tego dywanu, pięknie odbijało jasne bukiety. Dywan ten był w kilku miejscach przecięty i misternie zeszyty. Kiedy pytałem dlaczego tak jest, wyjaśnił mi, że w bardzo starych dywanach, wykonanych ręcznie, nie zawsze udało się uzyskać równą powierzchnię dywanu. Artysta wschodni radził sobie w ten właśnie sposób, nacinając dywan. Nieregularność wzoru niektórych dywanów plemion koczowniczych, tłumaczy się tym, że były tkane w pochodach.

U dra Kleimana poznałem konserwatora obrazów p. Henryka Kucharskiego; był mistrzem w swej sztuce, przeprowadził renowację galerii w Łańcucie, między innymi płócien Fragonarda. [15]

Doprowadził mi wiele obrazów do rewelacyjnego ich piękna, ukrytego pod warstwą brudnego, często ślepego werniksu. Pan Kucharski, zajmował dawną pracownię Wojciecha Gersona [6] na Okólniku. W tej właśnie pracowni ukrywał się w czasie okupacji dr Kleiman, tu go odwiedzałem i tu wiele godzin na rozmowach spędziliśmy.

Po ośmiu latach zebrałem sporo, mimo to moja kolekcja była zupełnie skromna. Jeżeli ją tak dokładnie wyliczam, to nie z próżności, takich kolekcji w ówczesnej Warszawie było wiele, czynię to w tym celu, aby zorientować czytelnika w ogromie strat kulturalnych, poniesionych przez Polskę w spalonej stolicy.

W zbiorach moich posiadałem następujące obrazy: dwa obrazki holenderskie XVII w. na desce, malowane przez Bloota, sceny rodzajowe:

Stara szkoła początek XIX w., pejzaż górski, prezent ślubny wuja Schatzschnejdra dla moich rodziców.

Pejzaż znakomitego malarza skandynawskiego Normana, Fiord, olej /po rodzicach/.

Akwarela Juliusza Kossaka [16], malowana w roku 1896 w Paryżu "Branka", przedstawiała Tatara na koniu, porywającego polską dziewczynę, w głębi płonący kościołek drewniany i typy polskich szlachciców, ostrzeliwujących uciekającego /kupiony u dr Kleimana/.

Akwarelowy portret konny gen. Chłopickiego [17], w zielonym mundurze, malowany przez Juliusza Kossaka w roku 1898. Gen. jedzie w asyście oficerów sztabowych, na drugim planie rozwinięty front piechoty ze sztandarem i doboszami. Obydwa te obrazy, najwyższej klasy z najlepszego okresu twórczego, świetnie zachowane w kolorycie.

Nasuwa mi się tu uwaga dra Kleimana, że akwarele najlepiej zachowują się w salonach arystokracji, bowiem dostępne są tylko zimą, latem zaś okna pustych pałaców zasłaniają ciężkie portiery i sztory, tłumiące światło dzienne.

Dalej obraz olejny, malowany techniką miniaturową na desce mahoniowej przez Adolph-Fransois Monfallet w roku 1854. Przedstawiał rodzinę włoską w strojach renesansowych, przepych strojów i wnętrza, znakomicie malowana biała suknia pani ze zróżnicowaniem rodzaju materii /atłas, płótno, jedwab/.

Jan Matejko [18], ołówek, portret wielmoży w stroju renesansowym, sygnowany, ze zbiorów Krasińskich /kupiony u dr Kleimana/.

Leona Wyczółkowskiego [19], rysunek ołówkiem "Brzegi Wisły", nabyty na wystawie w Zachęcie.

Jana Rosena [20], olej na desce mahoniowej, z roku 1890, przedstawiał ułana polskiego na koniu, na łące poprawiającego czako, za nim rozciągnięty szwadron. Dwa obrazy włoskie, olej płótno, niesygnowane wiek XVII-XVIII?, sceny mitologiczne, świetnie malowane akty, kupiony u Krzysztofa Tyszkiewicza.

Obraz francuski, olej, płótno, niesygnowany, pasterz i Diana w lesie u źródła, wiek XVIII, kupiony u Krzysztofa Tyszkiewicza.

Kazimierza Wojniakowskiego [21] olej, płótno, Kościuszko i Ludwika Sosnowska [23] w parku Sosnowickim przed popiersiem Minerwy [24]. Obraz ten był skatalogowany na wystawie kościuszkowskiej u Baryczków, jako własność hr. Łosiowej. Nabyty w salonie sztuki p. Wandy Żalińskiej, na Kredytowej, niesygnowany.

Fleury, olej, płótno, sygnowany, rozmiar 1,5 m na 1 m, Maria Antonina [25] w więzieniu w Conciergerie, stoi przy stole, na którym karafka z wodą i chleb, w głębi dwóch żandarmów gra w karty, wiek XVIII.

Aleksandra Stankiewicza, olej, płótno, sygnowany 1840. Car Paweł [22] odwiedza Kościuszkę w więzieniu w Petersburgu, nabyty w salonie p. W. Żalińskiej.

Feliksa Sypniewskiego [26], olej, płótno, sygnowany 1850, śmierć Czarnieckiego [27], nabyty u K. Tyszkiewicza.

Stanisława Noakowskiego [28], akwarela, duża kolorowa 1927, wnętrze wawelskie, kominek z herbem Wazów, od dra Kleimana.

Nadto szereg akwarel Cieślewskiego [29], ojca, akwarele Lolka, pogrzeb powstańca 1863 roku, katedra na Wawelu, wreszcie sztychy polonica: Norblina [30], Płońskiego, Della Bella [31], oraz XVII w. seria cztery sztuki Dahlbega [36] "Bitwa o Warszawę" z pięknym panoramicznym widokiem Stolicy, wszystko w ramkach z masywnego mahoniu.

Obrazy oprawiałem zdaje się na Żurawiej w spółce pozłotników, której kierownikiem był p. Strzemieński. Wiele czasu przegadaliśmy z nim, naradzając się nad wyborem ramy, która by nie zatraciła walorów obrazu. P. Strzemiński w sztuce pozłotniczej był fachowcem wysokiej klasy, zawsze wykonał zamówienie ku memu zadowoleniu.

Po wojnie spotkałem się z nim w 1946 r. w Warszawie. Pracował nadal w swoim fachu w jakiejś państwowej czy spółdzielczej ramiarni. Nie było już jednak tego surowca, ani pozłoty, a co najważniejsze starzy pracownicy, pozłotnicy w większości zeszli już z tego świata, nie pozostawiając następców.

W olejnych obrazach kazałem dawać szkło z tym, że pomiędzy płótnem a szkłem, wstawiali wąziutką listewkę lub korek, aby szkło nie dotykało obrazu. Jest to sposób oprawy stosowany w Anglii, a mający na celu ochronę obrazu przed zanieczyszczeniem, sposób dobry, ale pod warunkiem, żeby szkło nie zmieniało ogólnej tonacji obrazu, a więc było idealnie białe.

Wspomnę jeszcze parę słów o meblach. Najcenniejszą pozycją moich zbiorów był stolik kolbuszowski, z blatem inkrustowanym [37] w gwiazdę, drzewami krajowymi, nabyty u dra Kleimana.

Z kolei fotel barokowy, wiek XVII, rzeźbiony w masywnym orzechu. Pan Plutowski, ojciec, nabył go przed laty od jakiegoś proboszcza, stał w warsztacie, kupiłem go od p. Stefana Plutowskiego.

Stół okrągły, noga rzeźbiona w kształcie trzech węży, ciemno-zielonych, wiązanych złoconą wstęgą, blat mahoniowy, ruchomy tzw. ekran, z epoki /depozyt Julków/.

Szafeczka Ludwik XVI /przełom/, na cardze [35] sygnowana, z wypaloną datą 1881 /wystawa paryska/, mahoń masywny w szkielecie, inkrustowany [37] różą w rombiki, nóżki wygięte pied de biche/, przybrane w górze cyzelowanymi, figuralnymi brązami złoconymi, blat z zielonego marmuru w ramie z brązu z takąż galeryjką, na drzwiczkach szafeczki emalia [34] Limoges [32], tondo [33], scena mitologiczna, u spodu szafeczki zamaskowana szufladka, otwierająca się za naciśnięciem sprężyny.

Stolik Ludwik Filip z epoki, coiffeuse [9], mahoń inkrustowany [37] różą i hebanem, przybrany brązami. Po podniesieniu blatu, lustro owalne w ramce z brązu i przegródki na przybory toaletowe.

Sekretarzyk, wiek XVII, dwudrzwiowa szafka na podstawie z szufladą na nóżkach /a deux corp/, po otwarciu drzwi, po sześć szufladek po każdej stronie, drzewo różne, krajowe, robota polska /depozyt Julków/. Sekretarzyk - komódka, wiek XVIII, chippendale [7], orzech masywny, blat podnoszony do pisania, szafeczka dwudrzwiowa na nóżkach.

Komódka mahoniowa, empirowa, inkrustowana [37] bukszpanem, trzy szuflady, nabyta od S. Putowskiego.

Stoliczek mahoniowy, Ludwik XVI z epoki, blacik w ramce z brązu, nóżki proste z brązami.

P. Stefan Putowski, artysta-stolarz, dziedzic warsztatu i następca swego ojca znakomitego ebenisty [38], sam był pierwszorzędnym projektantem. Warsztat Putowskich mieścił się przy ul. Chłodnej 7 w głębi podwórza, w domu Wernerów.

Zachęcony okazanymi mi inkrustacjami [37] jego roboty, zamówiłem według jego rysunków stół mahoniowy i komódkę Ludwik XV z blatami w bukiety kwiatów wstęgi i muszle inkrustowanymi tują, różą i palisandrem. On mi wykonał również ramę mahoniową do ekranu przed piec przybraną brązami, w którą oprawiłem haft Juli.

Oto z grubsza moje warszawskie wnętrza. Nie wyszczególniłem kilku dobrych, starych, wschodnich dywanów, nie opisuję również francuskich zegarów, szeregu antycznych, augsburskich sreberek, rozstawionych na komódkach, pamiątek narodowych.

Wspomnę jeszcze tylko o ustawionym na bibliotece hełmie huzarskim, Polska XVII w., ślicznie zachowanym, prezencie dra Kleimana. Historia tego hełmu była następująca. Delegacja armii polskiej jechała do Rumunii, gdzie miała być przyjęta przez króla Karola. Szukano odpowiedniego upominku. Dr Kleiman nabył wówczas ze zbiorów prywatnych, dwa takie hełmy. Jeden pojechał do Rumunii, drugi mnie przypadł w udziale.

Miałem w zbiorach ładownicę oficerską z pasem z lamy srebrnej z połowy XVIII wieku, ładownica grawerowana miała po środku nakładany w złocie herb Ciołek z niellowanym [8] ornamentem złotym wkoło. Wisiała nad komódką w gabinecie w otoczeniu kolekcji miniatur osobistości polskich.

Nabyte u p. Benedykta Tyszkiewicza dokumenty królów polskich i listy sławnych ludzi, trzymałem w szufladach, przeznaczonej na ten cel komódki, w moim gabinecie. Każdy dokument w obwolucie z papieru czerpanego. Kilka sztuk kupiłem wcześniej w antykwariacie p. Babeckiego.

Opisane wyżej zbiory, były rozstawione swobodnie w siedmio pokojowym, obszernym naszym mieszkaniu. Wystarczy powiedzieć, że salon, gabinet i jadalnia miały po trzy okna, a pozostałe pokoje po dwa.



przejdź do początku

Przypisy i rozwinięcia encyklopedyczne


przejdź do początku

Komentarze (0)


Jeszcze nikt nie skomentował tego rozdziału. Bądź pierwszy.

Dodaj komentarz

UWAGA! Jeśli posiadasz konto w serwisie zaloguj się. Ułatwisz w ten sposób identyfikację oraz skrócisz czas oczekiwania na pojawienie się Twojego komentarza.

Jeśli chcesz się skontaktować z redaktorami kroniki napisz wiadomość na kontakt@kronikatalikowskich.com



Pozostało ci 2000 znaków


przejdź do początku