Komunikat
Tłumacz stronę

Aby przetłumaczyć treść strony na inny język wybierz go z poniższej listy.

Jeśli chcesz się skontaktować z redaktorami kroniki wyślij wiadomość na: kontakt@kronikatalikowskich.com

Spis treści
Logowanie
ostatnia aktualizacja: 2011-09-09 16:58:09
Przejdź do komentarzy (0)
wielkość czcionki: A   A+   A++

Rozdział XII

Wybuch wojny

Rankiem 1-go września 1939 roku spadły na Warszawę pierwsze bomby. Odtąd, aż do końca wojny, samoloty niemieckie miały niszczyć i nękać ludność Stolicy ciągłymi nalotami.

Rozpoczęła się II wojna światowa. Przyjęliśmy ten fakt spokojnie, zdecydowani na walkę. Uwierzyliśmy propagandzie, że wojna Polski z Niemcami to dla nas szansa historyczna, która się nie prędko powtórzy, że nigdy nie byliśmy lepiej przygotowani, że pomyślny dla Polski wynik wojny nie budzi wątpliwości i że wreszcie sprawa tego nieszczęsnego korytarza zostanie zlikwidowana.

Nie będę tu opisywał rozwoju wypadków, nie chodzi mi bowiem o pamiętnik historyczny. Opisuje jedynie te wydarzenia, czy te fragmenty wydarzeń, w których bądź sam osobiście, bądź ktoś z rodziny mojej brał bezpośredni udział.

Na drugi dzień wypadały moje imieniny. Dostałem od Geni śliczny obrazek Jana Rosena, przedstawiający ułana polskiego, wiarusa.

Naloty trwają nadal. Jesteśmy zdenerwowani sprzecznymi wiadomościami z frontu, ale pełni patriotycznego entuzjazmu, liczymy na pomoc naszych sojuszników Anglii i Francji.

3-go września - jest niedziela. Zosia poszła rano po bułki, wraca i mówi, że na rogu Białej ludzie zbierają się przed plakatami mobilizacyjnymi. Genia szybko biegnie sprawdzić i wraca blada. Julek powołany do szeregów.

Na Żoliborzu, przy niedzieli o tej godzinie Julkowie jeszcze śpią. Genia telefonuje, budzi Julka, mówi mu głosem drżącym, a przepojonym czułością matki o dotyczącej go mobilizacji i prosi żeby przyjechali z dzieckiem na Elektoralną. W południe Julek zjawia się z Elą i Jacusiem. Jest już w mundurze oficerskim, długich butach. Biedna, kochana Genia, łyka łzy i szykuje gorące śniadanie, przychodzą Władkowie, zasiadamy po raz ostatni razem do stołu.

Wreszcie czas ruszać. Julek zostawia Geni zalakowaną sygnetem kopertę z testamentem, który dzisiaj sporządził. Pożegnania, błogosławieństwa, ciche łzy. Ja odprowadzam Julka na Dworzec Główny, ma się stawić w 18 pułku w Skierniewicach. Rozkład pociągów nie obowiązuje. Julek łapie wreszcie pociąg, idący w kierunku Skierniewic i odjeżdża /jak nam później pisał, koszary jego pułku, zostały już zbombardowane/, ze stacji skierowano go do lasu, gdzie się formował pułk.

Tymczasem Jadzia odwozi Elę z Jackiem taksówką na Żoliborz, po drodze, na Nalewkach, łapie je nalot, przeczekały go na klatce schodowej jakiegoś domu, jeszcze jeden nalot, wreszcie docierają na Żoliborz.

Jaś Jacobson został zmobilizowany wcześniej. Dostał przydział do artylerii konnej, jego pułk stał na linii frontu Mława - Ciechanów. Tak więc, obaj nasi chłopcy w szeregach, będą walczyć. My tutaj musimy im wedle sił i możliwości pomagać.



przejdź do początku

Komentarze (0)


Jeszcze nikt nie skomentował tego rozdziału. Bądź pierwszy.

Dodaj komentarz

UWAGA! Jeśli posiadasz konto w serwisie zaloguj się. Ułatwisz w ten sposób identyfikację oraz skrócisz czas oczekiwania na pojawienie się Twojego komentarza.

Jeśli chcesz się skontaktować z redaktorami kroniki napisz wiadomość na kontakt@kronikatalikowskich.com



Pozostało ci 2000 znaków


przejdź do początku