Komunikat
Tłumacz stronę

Aby przetłumaczyć treść strony na inny język wybierz go z poniższej listy.

Jeśli chcesz się skontaktować z redaktorami kroniki wyślij wiadomość na: kontakt@kronikatalikowskich.com

Spis treści
Logowanie
ostatnia aktualizacja: 2011-09-09 16:59:19
Przejdź do komentarzy (0)
wielkość czcionki: A   A+   A++

Rozdział XII

Początek okupacji – wszyscy odnalezieni

Na drugi dzień, towarzysze podróży rozeszli się, każdy do swoich. Pełen energii, biorę się do roboty, idę sprawdzić szkody.

Nie to jest ważne, że bomba rozbiła jedno piętro w prawej oficynie, że podmuch bomby zerwał dach nad frontem itd. - ale to, że w podwórzu leżą już materiały budowlane przygotowane do odbudowy zniszczeń, piękne belki na wiązania dachowe, deski dębowe na schody, cement. Rzecz nie do wiary.

To Geniusia ze sztabem rzemieślników, naszych stałych konserwatorów, majstra murarskiego p. Feldy i majstra blacharskiego p. Kococika już zakupiła do odbudowy co tylko można było dostać w składach z zapasów przedwojennych. Wraz ze Stanisławem, kompletujemy drzwi, zabrane z mieszkań frontowych, na barykady.

Odbywało się to w ten sposób, że wojskowi i jacyś cywile obchodzili mieszkania, wyjmowali drzwi z zawiasów, zabierali stoły i ciężkie meble i wszystko to zwalali na barykadę budowaną na Elektoralnej. A że do walk w mieście w ogóle nie doszło, bo dowództwo armii skapitulowało już 27 września - ludność poczęła rozbierać barykady i każdy brał co jego i nie jego.

Nasz dozorca zdążył w porę odebrać drzwi z mieszkań frontowych, tak, że jednej tylko połowy brakowało, natomiast przepadł nasz renesansowy stół ze stołowego. Przeprowadziłem wywiad i wkrótce ustaliłem, gdzie znajduje się stół. Odzyskałem już tylko nogi, pięknie wiązane, ich przypadkowy posiadacz z ulicy Solnej, chętnie mi je wydał, jako nieprzydatne, natomiast blat stołu przepadł.

Później p. Putowski, dorobił mi blat, owalny, na jesionowych cugach.

Ulicami, zawalonymi różnymi gratami, po barykadach i ziemią z wykopów, wracają z poniewierki ludzie. Stoję przed bramą i patrzę, jak idą wynędzniali, z plecakami, przepasani rzemieniem, w narciarkach. Są też tacy, co schronili się do Warszawy i teraz powracają do siebie, na prowincję.

Nie było wciąż wiadomości o Julku i Jasiu. Oczy wypatruję w nadziei, że ujrzę ich wśród powracających. Z bólem spoglądam na pobladłe twarze Jadzi i Geni, ich zapłakane oczy.

Każdy dzień bez wieści o nich - to męka.

W połowie października nadeszła wreszcie, pierwsza, błogosławiona wiadomość od Julka - żyje. Został ranny pod Białobrzegami, ma strzaskaną dłoń, leży w szpitalu w Radomiu.

Nasza kochana Jadzia, decyduje się jechać do Radomia pod adres, wskazany w liście pani, która przysłała wiadomość. Bierze ze sobą cywilne ubranie, aby ewentualnie Julek mógł uniknąć niewoli. Dajemy jej na towarzyszkę podróży, naszą Zosię. Odprowadzam je na postój autobusów na Grzybowskiej. Podróż ta była wielkim ryzykiem w tym czasie, tylko wojna i miłość mogły ją usprawiedliwić. Jechały żydowskim, starym, zapchanym po brzegi autobusem. Kiedy wreszcie wyjechał z podwórza zajazdu i potoczył się w drogę, każde jego koło kiwało się w inną stronę, jakby miało za chwilę odpaść.

Pożegnałem je i długo odprowadzałem wzrokiem, póki autobus nie zniknął za zakrętem.

Po kilku dniach, Jadzia szczęśliwie wróciła z Zosią. Julka już nie zastała w Radomiu. Został ewakuowany niemieckim pociągiem sanitarnym w głąb Niemiec, do niewoli. Po jakimś czasie przyszedł od niego pierwszy list, był w Oflagu IX B w Weilburgu w Hesji.

Od Jasia natomiast w dalszym ciągu nie było żadnych wiadomości. Jadzia pełna straszliwych obaw, modliła się żarliwie, jednocześnie robiła wszelkie możliwe poszukiwania, nie przepuściła żadnej okazji natrafienia na ślad swego jedynaka.

Na ogłoszenie w pismach, skierowane do towarzyszy broni, odezwał się ktoś z Gdańska. Jadzia pojechała pod wskazany adres, jegomość ten jednak podał tylko przebieg bitwy, szczegóły rozbicia oddziału, ale nie potrafił wskazać dalszych losów Jasia.

Jadzia chudła i marniała w oczach, żal było na nią patrzeć. Innym razem zgłosił się jakiś wydrwigrosz, który opowiadał koszałki opałki, widać było, że w ogóle Jasia nie zna, ani nie służył z nim w oddziale. W tej sytuacji, kiedy już najczarniejsze myśli przychodziły do głowy, nagle poczta dostarczyła własnoręczny list Jasia.

Żył - to wielkie słowo, najważniejsze dla matki i dla niego. Pisał z niewoli, z obozu. Oddział jego trzymał się dzielnie na linii frontu Chojnice-Grudziądz. Szereg dni i nocy byli w nieustannym boju, zostali jednak otoczeni przez Niemców pod Świeciem, zamknięci stalowym pierścieniem i zdziesiątkowani morderczym ogniem lotnictwa. Jasiek cudem uniknął śmierci, z wyczerpania stracił przytomność. Wzięli go do niewoli. Niemcy przy tej okazji, skradli mu sygnet i złoty zegarek.

W domu naszym, coraz ktoś się przewija ze znajomych i nieznajomych, kogo dotknęła wojna. Każdy przyjęty jest gościnnie i życzliwie. Jadzia i Genia pracują niezmordowanie, szykując posiłki i spanie. Rozumieją, że w tych dniach próby Polka nie może pozostać bierną.

U Jadzi zamieszkała p. Jurkowska z córką Ewą. W podwórzu, w mieszkaniu "zapasowym", ulokowały czasowo dr Jandy z Poznania, znajomego p. Myszki. Zjechał płk. dr Wojciech Jacobson z Torunia z synami.

Pracował w szpitalu polowym w Błoniu do ostatka. Wkrótce przedarł się z synami na Węgry, stamtąd do Francji, by wreszcie dotrzeć do Anglii, gdzie obaj jego synowie wstąpili do brytyjskich wojsk lotniczych, a on sam do służby sanitarnej. W krótkim czasie obaj zginęli w obronie lotniczej Anglii. Jego żona, zwana Myszką, pozostała przez okupację w Warszawie wraz z najmłodszym synem, Wojtusiem. Była z nami w stałym kontakcie i przyjaźni do czasu aresztowania jej i wywiezienia do obozu koncentracyjnego w Buchenwald.

Doktor Wojciech Jacobson, był znanym w Toruniu lekarzem, społecznikiem, brał udział w Pierwszej Wojnie Światowej w armii niemieckiej. Wydał o tej kampanii książkę pt. "Z armią Klucka na Paryż". Po wojnie i wydostaniu się p. Myszki z obozu przez Szwecję do Anglii, zamieszkali w Londynie i tam zmarli.



przejdź do początku

Komentarze (0)


Jeszcze nikt nie skomentował tego rozdziału. Bądź pierwszy.

Dodaj komentarz

UWAGA! Jeśli posiadasz konto w serwisie zaloguj się. Ułatwisz w ten sposób identyfikację oraz skrócisz czas oczekiwania na pojawienie się Twojego komentarza.

Jeśli chcesz się skontaktować z redaktorami kroniki napisz wiadomość na kontakt@kronikatalikowskich.com



Pozostało ci 2000 znaków


przejdź do początku