Komunikat
Tłumacz stronę

Aby przetłumaczyć treść strony na inny język wybierz go z poniższej listy.

Jeśli chcesz się skontaktować z redaktorami kroniki wyślij wiadomość na: kontakt@kronikatalikowskich.com

Spis treści
Logowanie
ostatnia aktualizacja: 2010-09-13 10:22:59
Przejdź do komentarzy (0)
wielkość czcionki: A   A+   A++

Rozdział XIII

Rodzina Kawczyńskich

Poznaliśmy się w 1929 roku w Gdyni w pensjonacie Victoria Regia i od tego czasu żyliśmy z rodzinami Kawczyńskich i Paluchów w serdecznej przyjaźni. Pani Irena z Kawczyńskich Paluchowa była żoną Kazimierza, dyrektora banku Kwilecki, Potocki w Poznaniu. Brat jego, major Mieczysław Paluch wsławił się jako zastępca dowódcy Powstania Wielkopolskiego.

Z kochaną Irką przeżyliśmy wiele szczęśliwych, niezapomnianych chwil, czy to na wielokrotnych wczasach nad morzem, czy u nas w Warszawie, czy u nich w Poznaniu, na Marcinkowskiego 11, obok Bazaru. Z Irką i jej bratem Antonim Kawczyńskim z żoną, odbyliśmy wycieczkę na Nordkap.

Żyliśmy domami, biorąc wzajemnie żywy udział we wszystkich wydarzeniach i uroczystościach naszych rodzin.

Tak trwało aż do II-ej wojny światowej, kiedy Niemcy zajęli Poznań. Pan Kazimierz wówczas już nie żył, Antek wraz z żoną, Amerykanką, przebywali zagranicą, Irka wraz z matką p. Martą Kawczyńską, siostrą p. mecenasową Marią Gnietczyńską i młodszym bratem Jankiem, dziennikarzem, zamieszkali w Warszawie na Okólniku. Całe ich mieszkanie poznańskie, pełne dzieł sztuki przepadło, zrabowane przez Niemców.

Zanim jednak opowiem dalsze wydarzenia, poświęcę kilka słów rodzinie Kawczyńskich.

Matka Irki, p. Marta Kawczyńska, wdowa po właścicielu apteki w Poznaniu, mimo niemieckiego pochodzenia, była wielką patriotką polską. Mieszkała we własnym domu przy ul. Klonowicza. Była radną miasta Poznania i wyróżniała się nieprzejednaną postawą w walce z ekonomicznymi wpływami niemieckimi. Kierowała kampanią bojkotu rozpowszechnionych wówczas w całej Polsce wyrobów fr. Oetker [1] - nawołując do popierania rodzimego Lubonia.

Towarzysko miła, dowcipna, dystyngowana.

Miała dwie córki: Irenę Paluchową i Marię /Misię/ Gniatczyńską oraz dwóch synów: Antoniego, literata redaktora Tygodnika Literackiego w Poznaniu, autora szeregu powieści i Jana, absolwenta Uniwersytetu Poznańskiego i Szkoły Dziennikarskiej, świetnie zapowiadającego się publicysty, współpracownika serwisu politycznego redakcji Kuriera Warszawskiego.

Otóż ta bardzo polska, prawa i kochająca rodzina, wysiedlona z Poznania, znalazłszy się na bruku warszawskim, z miejsca przystąpiła do pracy konspiracyjnej. Ich środki walki z okupantem były wyjątkowo ryzykanckie. Zadanie ich polegało na szerzeniu dywersji w szeregach armii niemieckiej przy pomocy redagowanych i drukowanych przez nich w kontakcie z organizacją podziemną ulotek i broszur w języku niemieckim o treści wywrotowej komunizującej. Ulotki te rozpowszechniane wśród wojska miały na celu psychiczną demobilizację żołnierza, sianie defetyzmu, zwątpienia w cele wojny i słuszność haseł hitleryzmu.

Drukarnia zainstalowana została w piwnicy pp. Kawczyńskich na Okólniku.

Ten polityczny kamuflaż mógł się udać tylko dzięki zdolnościom publicystycznym Janka i znakomitej znajomości języka i psychiki niemieckiej przez p. Martę Kawczyńską. Te ich walory zostały odpowiednio ocenione przez Podziemie.

P. Marta Kawczyńska z całym poświęceniem studiowała i korygowała osobiście każdą broszurę, ulotkę, każdy druk, aby jakimś błędem językowym nie wzbudzić podejrzeń niemieckiego czytelnika co do ich pochodzenia. Janek ustalał treść polityczną i drukował. Zresztą pracowali wszyscy i Misa i Irka przy składaniu i pakowaniu druków.

Niepowodzenia na froncie rosyjskim wywoływały coraz większe rozgoryczenie i rozczarowanie wojsk niemieckich. Dywersja Kawczyńskich trafiała na podatny grunt.

Wywiad niemiecki wykrył jednak tę robotę. Nastąpiła nieprzewidziana wsypa. Pewnego dnia na Okólnik zajechały samochody Gestapo.

Zastali całą rodzinę w jadalni, przy stole. Zapytali o Janka, wyszli z nim do drugiego pokoju, skąd po chwili doszły odgłosy uderzeń i łoskot padającego ciała. Wyprowadzili go, miał z jednej strony twarzy zdartą skórę. Przeszedł obok matki i sióstr w milczeniu. Jego wzięli pierwszego i zaraz odjechali. Panią Kawczyńską i Misię zabrali do drugiego samochodu, Irce kazali zostać i pilnować mieszkania.

Nikt z nich już nie wrócił. Przyszedł tylko jeden list Misi z Oświęcimia z zawiadomieniem, że p. Kawczyńska jest chora.

Kiedy stało się pewnym, że zginęli, Irka zamówiła za nich mszę św. żałobną w kościele św. Krzyża. Władkowie, Genia i ja siedzieliśmy obok Irki w stallach. Była garstka przyjaciół poznańskich.

W jakiś czas później zaprosiła nas Irka na Okólnik, na obiad. Pamiętam ten niesamowity nastrój. Ona znosiła to z jakąś tragiczną rezygnacją, ja w otoczeniu widziałem stale scenę, z której przed chwilą zeszli aktorzy tego dramatu.

Pani Kawczyńska to postać na miarę heroini [2] Zdawała sobie niewątpliwie sprawę z śmiertelnego ryzyka pracy jaką podjął jej ukochany syn Janek, jednak poczucie obowiązku narodowego, powinności patriotycznej, nie pozwoliły jej odwieść syna od tego ryzyka. Jako matka i Polka stanęła razem z nim w szeregu, razem z nim dzieliła ryzyko i razem zginęła. Miała możliwość uratowania siebie i dzieci - wybrała męczeńską śmierć Polki.



przejdź do początku

Komentarze (0)


Jeszcze nikt nie skomentował tego rozdziału. Bądź pierwszy.

Dodaj komentarz

UWAGA! Jeśli posiadasz konto w serwisie zaloguj się. Ułatwisz w ten sposób identyfikację oraz skrócisz czas oczekiwania na pojawienie się Twojego komentarza.

Jeśli chcesz się skontaktować z redaktorami kroniki napisz wiadomość na kontakt@kronikatalikowskich.com



Pozostało ci 2000 znaków


przejdź do początku