Komunikat
Tłumacz stronę

Aby przetłumaczyć treść strony na inny język wybierz go z poniższej listy.

Jeśli chcesz się skontaktować z redaktorami kroniki wyślij wiadomość na: kontakt@kronikatalikowskich.com

Spis treści
Logowanie
ostatnia aktualizacja: 2010-11-06 12:54:34
Przejdź do komentarzy (1)
wielkość czcionki: A   A+   A++

Suplement Zygmunta Drewsa

Wprowadzenie od autora

Zygmunt Drews
Zygmunt Drews

Rodzina Drewsów [1], zwana umownie "warszawskich", jest bardzo mocno związana z Rodziną Talikowskich, też "warszawskich". A to za sprawą Emilii Drews /1871 - 1943/, zwanej Micią. Młoda Micia zakochała się ze wzajemnością w Michale Talikowskim, jej rówieśniku, skromnym, świeżo upieczonym mistrzu rękawiczniczym, półsierocie.

Zaraz też powstał "kociokwik" u Drewsów, oceniono to jako niedopuszczalny mezalians, który musi się dla Mici skończyć źle. Biedna Micia gnębiona takimi opiniami, musiała dokonywać w głębi swego serca trudnego wyboru, aby nie ranić Michała i nie zrywać z rodziną.

Michał wywodził się z zamożnej kupieckiej rodziny Talikowskich zwanej "stryjeczną z ulicy Elektoralnej". Z niej wywodził się także autor (wyżej wymienionej) kroniki rodziny Talikowskich, mecenas Stefan Talikowski. Dziadek Stefana prowadził rozległe interesy z kupcami dużych miast carskiej Rosji w branży skórzanej, w tym gotowego, wykwintnego obuwia. Zaszła u nich i taka okoliczność, że Michał otrzymał macochę. Ta z kolei, dawała swym dzieciom staranne wyższe wykształcenie, a Michała posłała "do rzemiosła".

Mój dziadek Michał Talikowski
Mój dziadek Michał Talikowski jako chłopiec, w towarzystwie swego ojca i macochy.

Drewsowie od wielu pokoleń prowadzili w Warszawie Odlewnię Żeliwa, w tym artystycznego, przy ulicy Bielańskiej. Pochodzili zapewne z osadników niemieckich i byli "giserami". Z czasem spolszczyli się i stali się polskimi patriotami.

Kiedy przyszło im żyć i pracować, budowało się w Polsce sporo pałaców ziemiańskich i kościołów. Przeto bardzo użyteczna była ta profesja i dochodowa. Był duży zbyt na odlewane żeliwne, ogrodzenia w kształtach winnych latorośli, tablice okolicznościowe, odboje bramowe i inne elementy "małej architektury". Odlewnia była prowadzona sposobem patriarchalnym i kierowanie zakładem należało do najstarszego męskiego potomka rodu. Po powstaniu listopadowym i styczniowym następował stopniowy regres w branży.

Car Rosji, rozgniewany na Polaków, nie był zainteresowany rozwojem gospodarczym "Kraju Nadwiślańskiego" [2], a szczególnie byłą stolicą Polski, Warszawą, którą kazał nazywać zwykłym miastem gubernialnym.

Brat Mici, Leon Drews, któremu zbliżało się kierowanie Odlewnią, wyczuł wcześniejszą potrzebę zmiany profilu firmy. Zapisał się w Mińsku do Instytutu Stroitielstwa [3], został architektem i założył na bazie odlewni duże przedsiębiorstwo budowlane. W niedługim czasie także własną Pracownię Projektów Architektonicznych.

Przystąpił też wcześniej do warszawskiej silnej grupy "pozytywistów". Wiedzieli oni, że aby zwalczać skutecznie krwawego zaborcę Cara, należy zadbać maksymalnie o rozwój gospodarczy stolicy Polski. Skrzyknąć do niej wszystkie pozostałe siły w kraju, zdolne do zmasowanego inwestowania. W szczególności zaś, patriotyczne ziemiaństwo polski. Jak się okazało, genialny dziadek, Leon Drews, trafił ze zmianą branży rodowej w dziesiątkę. Był jedynym jako pozytywista, który nie potępił w swoim czasie siostry - Mici.

W tym czasie Leon Drews ożenił się z ekspedientką w firmie swojej drugiej siostry, Karoliny Szefner, wdowy, która prowadziła po mężu sklep z rękawiczkami i pracownię rękawiczniczą w Łodzi i Warszawie. Ekspedientka ta była skromną, ale i bystrą i przystojną panienką, która wyrobiła sobie pracę samodzielnie u pani Szefnerowej. Bywał tam w swoim czasie jako praktykant Michał Talikowski. Panienka nazywała się Stasia Rudlicka [4]. Pochodziła z wielodzietnej rodziny Wojciecha, rządcy w majątkach ziemskich. Ostatnio mieszkali w majątku Pławno koło Gidel, blisko Radomska. Stasia miała kilka sióstr. Jedna z nich była mężatką. Mąż jej pracował jako kucharz, specjalista kuchni polskiej w hotelu w Odessie. Kiedy Witanowski [5], bo tak się nazywał, dowiedział się, że Michał Talikowski ukończył właśnie mistrza rękawicznika, wysłał doń  telegram: Michał przyjeżdżaj, potrzebują tu rękawicznika z "warszawskim sznytem".

To przypieczętowało decyzję Mici. Pobiegła po poradę do kochanego brata, Leona Drewsa. Otrzymała od niego nie tylko aprobatę, ale błogosławieństwo i parę groszy na drogę, bo nie mieli na bilet. Michał spakował najpilniejsze narzędzia i pognał do Odessy. Pełni szczęścia i nadziei, polecając Bogu swoją przyszłość, podczas cichego ślubu, jaki wzięli przed odjazdem.



przejdź do początku

Komentarze (1)

    • Jacek Talikowski
    • napisał(-a) 2013-03-17
    Nasz Drogi Zygmuś opuścił nas 1 marca 2013. Pokonał go rak, odszedł we śnie z nadzieją na Życie Wieczne. Po mszy żałobnej celebrowanej przez biskupa, został pochowany w Częstochowie.

Dodaj komentarz

UWAGA! Jeśli posiadasz konto w serwisie zaloguj się. Ułatwisz w ten sposób identyfikację oraz skrócisz czas oczekiwania na pojawienie się Twojego komentarza.

Jeśli chcesz się skontaktować z redaktorami kroniki napisz wiadomość na kontakt@kronikatalikowskich.com



Pozostało ci 2000 znaków


przejdź do początku