Komunikat
Tłumacz stronę

Aby przetłumaczyć treść strony na inny język wybierz go z poniższej listy.

Jeśli chcesz się skontaktować z redaktorami kroniki wyślij wiadomość na: kontakt@kronikatalikowskich.com

Spis treści
Zdjęcia do rozdziału
Logowanie
ostatnia aktualizacja: 2010-11-07 11:32:47
Przejdź do komentarzy (0)
wielkość czcionki: A   A+   A++

Suplement Zygmunta Drewsa

Korzenie

Pierwszy przekaz pisany, trwały, jaki istnieje o rodzinie Drewsów [1], stanowi tablica żeliwna, znajdująca się na grobie rodzinnym na "zabytkowym" cmentarzu powązkowskim w Warszawie.

Do grobu tego bardzo łatwo trafić, bo położony jest jako piąty po prawej stronie, wchodząc bramą numer jeden.

W zapisach cmentarza, grób figuruje pod nazwą: "Kwatera 5, rząd 1, grób numer 12, 13 i 14". A także i to, że założył go Marcin Drews w 1834 roku.

Tablica żeliwna, oparta jest o wielki głaz, w kształcie jaja, na którego szczycie zamontowany został krzyż żeliwny, w kształcie pnia winorośli. Świadczy on o autorstwie, włącznie z tablicą, odlewni Drewsów.

Tablica oznajmia, że pochowanych zostało tu kilka kobiet o nazwisku Drevs oraz Wiktor Drevs. Później dopiero wnuczek Marcina, Leon Drews, dowiódł, iż któryś z protoplastów rodziny zmienił pisownię nazwiska z powodów snobistycznych. Wobec tego przywrócił pisownię nazwiska do właściwej, to jest przez "w", a nie przez "v". Taka to ciekawostka przytrafiła się przy okazji grobu rodzinnego Drewsów.

W latach 70-tych, Maryla Metelska z domu Drews, córka Leona Drewsa, zleciła wykonać na grobie ziemnym, płytę lastrykową trójdzielną, a na niej napisy: Tu spoczywa Stanisława Drews, Żona Leona. A także informację, że Zygmunt Drews, syn Leona, spoczywa w Częstochowie, odznaczony złotym krzyżem zasługi w 1935 roku. Napis głosi dalej, że Kamilla Drews z domu Benisz, żyła lat 74, zmarła 23.X.1922 roku. Jednak ja uważam, że to błąd. Kamilla, zwana "Babunią", jak mi wiadomo, zmarła w Odessie, przed ewakuowaniem się jej córki Mici z rodziną własną, przed rewolucją październikową w Rosji, i tam zostały pochowane niestety jej zwłoki. Maryla pisząc to, musiała już wówczas mieć kłopoty ze swoją pamięcią. Podała też jeszcze zapis o pochówku Jana Drewsa, który żył lat 81, zmarł 8 marca 1935 roku. Nic mi o nim nie jest wiadome. Być może, że był to jeden z ostatnich Drewsów z Odlewni? Ostatni napis na grobie Drewsów stanowi napis na płycie brązowej, że spoczywa tu Maryla Metelska-Langner. Poprzedni jej mąż, Stanisław Metelski, zmarł wcześniej i nie jest tu pochowany.

Napisy wykonane przez Marylę są na płaskiej płycie lastriko i jako takie, zasypywane są często kurzem cmentarnym. Bez czyszczenia i zmywania mało czytelne. Nadto za grobem znajduje się okazały kasztan i on w wiadomych odstępach czasu zasypuje grób grubą warstwą liści i kasztanów.

Autor francuski opisujący osiemnastowieczne i młodsze pracownie, działające artystycznie w metalu w świecie, wymienia w Polsce, w Warszawie, Braci Łopuszańskich i rodzinę Drewsów. Pamiętam, że wydanie polskie, powojenne, tyczące Europy, opisuje ten fakt na stronie 511-tej.

Muszę przytoczyć tu jeszcze legendę, która istnieje, że dwóch braci o nazwisku Drews, dworzan na zamku królowej Szkocji, Marii Stuart, po jej aresztowaniu przez Elżbietę, królową Anglii, serwowali się ucieczką. Po zaokrętowaniu się potajemnie na statkach płynących w stronę Bałtyku, pierwszy wylądował w Gdańsku, a drugi w Hamburgu. Pierwszy osiadł więc w Gdańsku i z biegiem lat spolszczył się. Następnie na drodze ewolucji osiadł z rodziną w Warszawie. Druga nitka Drewsów z Gdańska, poprzez Rogoźno osiadła w Poznaniu i spolszczyła się także. Ja tę drugą nitkę nazwałem umownie Drewsami "poznańskimi".

Losy Drewsów "hamburskich", w drodze ewolucji zawędrowały do Hanoweru. Ponoć aktualnie nazwisko to, drukowane jest w książce telefonicznej na trzech stronach. Oczywiście rodzina ta zniemczyła się.

W czasie okupacji spotkałem księdza kanonika, naukowca z Pomorza, który wypędzony do GG, ukrywał się w naszej parafii w Borzęcinie. Kiedyś zainteresował się moim nazwiskiem, okazało się, że przed wojną zajmował się naukowo na jakiejś uczelni nazwiskami Polaków, rodzin spolszczonych i osiadłych w Polsce. Potwierdził mi tą legendę, którą słyszałem już kiedyś wcześniej. Kiedy powtórzyłem to mojej mamie, a były to czasy strasznej okupacji, nie miała czasu ani ochoty zajmować się legendami. Mnie zaś potwierdzenie to mocno utkwiło w pamięci. Kanonik był człowiekiem leciwym i nie wiem, jaki los spotkał go po ustaniu okupacji. Chyba dużo wcześniej zmienił miejsce ukrywania się i mój ślad po nim zaginął. A szkoda, bo miałem z nim ciekawy kontakt, służąc mu do mszy w borzęcińskim kościele.

Legendę tą chciałem obecnie sprawdzić, pisząc do archiwów miasta Gdańska, ale odpowiedź przekraczała moje możliwości finansowe za ich usługę. Zawsze ze Stasią mieliśmy pilniejsze potrzeby utrzymania naszej rodziny i zapewnienia studiów naszym dzieciom. I tak moje przypuszczenia, co do przybycia Drewsów warszawskich do Warszawy, są nadal legendą.

Próbowałem też w archiwach warszawskich ustalić coś więcej, co do Odlewni Drewsów i jej chronologii imion przełożonych. Ale cenniki usług w tych archiwach są zbytnio wygórowane.



przejdź do początku

Komentarze (0)


Jeszcze nikt nie skomentował tego rozdziału. Bądź pierwszy.

Dodaj komentarz

UWAGA! Jeśli posiadasz konto w serwisie zaloguj się. Ułatwisz w ten sposób identyfikację oraz skrócisz czas oczekiwania na pojawienie się Twojego komentarza.

Jeśli chcesz się skontaktować z redaktorami kroniki napisz wiadomość na kontakt@kronikatalikowskich.com



Pozostało ci 2000 znaków


przejdź do początku